REPORTAŻ: Węglarką przez Mauretanię

Pociąg Mauretania
220 węglarek. Najdłuższy pociąg świata to mauretański SNIM (Société Nationale Industrielle et Minière). Wozi nie tylko rudę żelaza, ale i ludzi. I jest taki jak cały ten kraj.
Po stroju odróżnia się pasażerów wagonu osobowego od tych, którzy podróżować będą w węglarkach.
Grzegorz Szymanik/Polityka

Po stroju odróżnia się pasażerów wagonu osobowego od tych, którzy podróżować będą w węglarkach.

Dopiero przed 30 laty Mauretania zabroniła posiadania niewolników, ale i dzisiaj czarni Afrykanie nie mają tam łatwego życia.
Grzegorz Szymanik/Polityka

Dopiero przed 30 laty Mauretania zabroniła posiadania niewolników, ale i dzisiaj czarni Afrykanie nie mają tam łatwego życia.

Handel na stacji.
Grzegorz Szymanik/Polityka

Handel na stacji.

Wózki zapadają się w piasku, wyładowane po brzegi kartonami i skręconymi sznurem paczkami. Są tu telewizory, lodówki, paki czekoladowych ciasteczek.
Grzegorz Szymanik/Polityka

Wózki zapadają się w piasku, wyładowane po brzegi kartonami i skręconymi sznurem paczkami. Są tu telewizory, lodówki, paki czekoladowych ciasteczek.

Ściany wagonów są wysokie, trzeba przechylić ciało i wpaść do środka. Pociąg trzęsie i rzuca. W Mauretanii jest tak jak w tym pociągu.
Grzegorz Szymanik/Polityka

Ściany wagonów są wysokie, trzeba przechylić ciało i wpaść do środka. Pociąg trzęsie i rzuca. W Mauretanii jest tak jak w tym pociągu.

JR/Polityka

Wiatr wieje piaskiem, piasek wpada do oczu, zasypuje buty. Sidi Bechir Ahmed Baba strzepuje żółte ziarenka ze swoich białych adidasów i powtarza: – Człowieku, to niebezpieczne!

Z wagonów sypie się szary pył. Ruda żelaza. Wyładowany rudą pociąg ma dwa i pół kilometra długości. Dostarcza surowiec z pustynnego Zoureat do Nawazibu, dawnego Port Étienne nad Atlantykiem. 648 km. Teraz wjeżdża do portu, zaraz będzie wracał. Ci, którzy do tej pory wygrzewali się w słońcu, zaczynają się uwijać. Osły ryczą bite kijami po kościstych tyłkach. Wózki dwukółki zapadają się w piasku, wyładowane po brzegi kartonami i skręconymi sznurem paczkami. Są tu telewizory, lodówki, paki czekoladowych ciasteczek. Gdy pociąg wyjeżdża z portu, pralki, telewizory i czekoladowe ciasteczka lądują w opróżnionych, zardzewiałych węglarkach. Potem podróżni sami się do nich wdrapują. Ściany wagonów są wysokie, trzeba przechylić ciało i wpaść do środka. Podróżni się spieszą. Pociąg jest tak długi, że maszynista nie widzi, co dzieje się dwa kilometry z tyłu. Może ruszyć w każdej chwili.

Sidi Bechir Ahmed Baba uparcie powtarza, że to niebezpieczne. Sidi uczy się w Akademii Wojskowej w Nawakszut, stolicy Mauretanii, teraz wraca do domu we wciśniętym w pustynię Atarze. Ma wyprasowaną koszulę i białe adidasy, więc doskonale się z tłumu wyróżnia. Ma też bilet do wagonu osobowego. Jest tylko jeden taki wagon – kilkadziesiąt osób stłoczonych na ławkach i podłodze. Ale to kosztuje i niewielu na to stać. Zostają więc węglarki.

Tam, dokąd jadą, nie prowadzi z Nawazibu żadna droga, tylko ta żelazna gąsienica. Więc jadą za darmo na jej grzbiecie, w pustych węglarkach. – Dziś w węglarkach, ale może jutro będą pędzić czarnymi Mercedesami? – mówi o podróżnych Hasan Ali, przewodnik z miasta Atar, i natychmiast wyjaśnia: – Bo wszystko jest możliwe w Mauretanii.

Pierwszy kilometr

Zawijają się w farbowane w kozim tłuszczu szale. Zakładają ciemne okulary i naciągają czapki bejsbolówki – jak najszczelniej. Kulą się po kątach (oprócz jednego, który przez najbliższe godziny będzie toaletą), owinięci jak mumie. Pociąg jedzie najwyżej 40 km na godzinę, ale okruchy piasku cisną się do oczu, gryzą po ciele jak złośliwe insekty. Chustę można odchylić tylko wtedy, gdy pociąg zupełnie zwalnia. Wtedy można też rozmawiać. O czym? Kto skąd jedzie? To wiadomo – z Nawazibu, a niektórzy nawet z Dakhli w Saharze Zachodniej. Dokąd? To też jasne – do domów rozsianych po pustyniach Mauretanii. Jak się w życiu powodzi? Wiadomo, ciężko. O polityce? No dobrze, o polityce też, ale trochę ciszej.

Pociąg trzęsie i rzuca. W Mauretanii jest tak jak w tym pociągu.

2005 r. Prezydent Maaouya Taya jedzie na pogrzeb króla Arabii Saudyjskiej – Fahda. Źle robi prezydent Taya. Powinien wiedzieć, że z kraju, którym rządzi się silną ręką – nie powinno się, ot tak, wyjeżdżać na kilka dni. Pod nieobecność prezydenta władzę przejmują wojskowi. Opanowują telewizję i radio, które na jakiś czas milkną. A potem podają komunikat: od dziś władzę sprawuje Wojskowa Rada Sprawiedliwości i Demokracji na czele z nowym prezydentem pułkownikiem Elym Ouldem Mohamedem Vallem. Nowy reżim zastępuje stary reżim. Nowy reżim potępia stary reżim. Nowy reżim obiecuje demokrację.

Mijają dwa lata. Wybory wygrywa popierany przez Wojskową Radę Sidi Abdallahi. To właściwie pierwszy wybrany w wolnych wyborach prezydent od ogłoszenia niepodległości w 1960 r. Ale mija kolejny rok – i znowu przewrót. Zupełnie nudny – światowe telewizje nawet nie chcą go transmitować. No bo co? Kolejni żołnierze w Afryce aresztują prezydenta i premiera, kolejne pałacowe roszady. Ale w Mauretanii wrze.

Na czele nowej junty staje generał Mohamed Abdel Aziz. Urodził się w 1965 r. w rodzinie saharyjskich nomadów. To on organizował gwardię prezydencką i zapobiegał zamachom stanu. A potem sam dokonywał zamachów. Nie wyobrażał sobie życia bez wojska. Ludzie mówią, że właśnie o to poszło: zdenerwował się, gdy prezydent go zdymisjonował. Tyle lat Aziz w wojsku piął się po drabince awansów, a jakiś prezydent go spycha w dół? No to Aziz robi przewrót. Zbuntowani oficerowie tworzą nowy organ: Radę Państwa.

Nowy reżim zastępuje stary reżim. Nowy reżim potępia stary reżim. Obiecuje demokrację.

Zamach zostaje potępiony przez Unię Afrykańską, Unię Europejską i Stany Zjednoczone, ale rok później Aziz wygrywa wybory prezydenckie i rządzi Mauretanią. Póki nie obali go kolejny przewrót? – zastanawiają się Maurowie.

90 kilometr

Ściemnia się. Złoty piasek powoli robi się szary. Nocą pustynia wydaje się jeszcze bardziej pusta niż za dnia. W słońcu widać chociaż wydmy, za którymi – można mieć nadzieję – coś będzie: miasto, rzeka, drzewo. Potem widać kolejną wydmę i znowu jest nadzieja. Hasan Ali tłumaczy: – Pustynia to nie pustka. Piasek ma wiele postaci. Różne rodzaje i konsystencje. Kolory. Lubię oglądać kolory piasku. Dziwić się, kiedy z piasku wystaje zielony liść. W nocy nie widać wydm. Są tylko gwiazdy i cicha ziemia.

Znowu słychać szmer rozmów. O czym teraz? O władzy Aziza? O biedzie? O tym, co na świecie? W Tunezji, powiadają, spalił się 26-letni sprzedawca jabłek, absolwent uniwersytetu, pan Mohamed. Gdy się spalił, skończyło się to rewolucją i ucieczką dyktatora Bena Alego. Jak kostki domina zaczęły się przewracać inne dyktatury w regionie Maghrebu i Bliskiego Wschodu. W pobliżu egipskiego parlamentu podpalił się mężczyzna w proteście przeciwko biedzie i już kostka z prezydentem Mubarakiem, który twardo rządził Egiptem przez 30 lat, grzmotnęła o ziemię. Zaczęły się chybotać Bahrajn, Jemen, Syria. Zapłonęła Libia.

W Mauretanii też płonął człowiek w proteście. Płonął. Zgasł. Nic się nie stało.

Nagle gwizd, metal chrzęści, aż wszystkie nerwy drgają. Pociąg hamuje i węglarki zderzają się ze sobą. Potem cisza. Znów można na chwilę zdjąć chusty. Znów można rozmawiać.

No więc co tamten? Dlaczego tak, dlaczego się podpalił? Podobno ma 43 lata i nazywa się Jakob ud Dahoud i jest przedsiębiorcą. Z tym podpaleniem było tak: też chciał zrobić rewolucję jak w Tunezji. Zaparkował przed budynkiem senatu w Nawakszut. To niedaleko prezydenckiego pałacu. Wyciągnął baniak z benzyną, oblał się. Rzucił zapałkę. Buchnęło.

W niewielkim Nawakszut, jak i w całej Mauretanii, bardzo dużo jest policji i wojska. W którąkolwiek uliczkę skręcisz, sklepu możesz nie znaleźć, ale mundurowego na pewno. Bo trzeba wszystko sprawdzić, przejrzeć każdemu dokumenty. W Nawakszut nie można robić zdjęć falom na oceanie ani długim rybackim łodziom, ani koszom tłustych ryb w porcie. Obiekty strategiczne. W kraju, w którym co kilka lat dochodzi do zamachu stanu, każdy władca musi być ostrożny.

To mundurowi uratowali Jakoba ud Dahouda i ugasili – jego oraz rewolucję, którą chciał rozpalić.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną