DEBATA: Przeludnienie - fakt czy mit

Życie w tłoku
Komunikat ONZ przypomniał mi, że rozpocząłem pracę w „Polityce” jeden miliard ludzi temu. Zaledwie dwanaście lat wystarczyło rodzajowi ludzkiemu, by powiększyć swą liczebność z 6 mld w 1999 r. do 7 mld.
Czy należy obawiać się rosnącej liczby ludzi?
Loozrboy/Flickr CC by SA

Czy należy obawiać się rosnącej liczby ludzi?

Oficjalnie siedmiomiliardowy Ziemianin zostaje wskazany 31 października i jest jednym z 78 mln ludzi, jacy urodzą się w tym roku.
diloz/Flickr CC by 2.0

Oficjalnie siedmiomiliardowy Ziemianin zostaje wskazany 31 października i jest jednym z 78 mln ludzi, jacy urodzą się w tym roku.

Teoretycznie jesteśmy w stanie poradzić sobie z rosnącą liczbą ludzi - w sumie na Ziemi nie powinno zabraknąć kalorii, wody ani niezbędnych surowców.
Neil Palmer (CIAT - International Center for Tropical Agricultu)/Flickr CC by SA

Teoretycznie jesteśmy w stanie poradzić sobie z rosnącą liczbą ludzi - w sumie na Ziemi nie powinno zabraknąć kalorii, wody ani niezbędnych surowców.

Oficjalnie siedmiomiliardowy Ziemianin zostaje wskazany 31 października i jest jednym z 78 mln ludzi, jacy urodzą się w tym roku. Tyle aktualnych liczb, prognozy na kolejne lata są nie mniej imponujące. Choć już nieco wolniej, populacja ludzka będzie rosnąć. Niektórzy mają nadzieję, że ustabilizuje się na poziomie 9-10 mld, gdzieś ok. 2050 r., może później. Do tej pory globalne prognozy demograficzne słabo się sprawdzały, pewne jest natomiast, że przyrost naturalny systematycznie maleje. Okazuje się, że najlepszym środkiem antykoncepcyjnym jest wykształcenie kobiet - im więcej czasu spędzą w szkole, tym świadomiej zarządzają swoim ciałem i kontrolują własną rozrodczość. Reguła ta sprawdza się niezależnie od religii, koloru skóry i klimatu.

Czy należy obawiać się rosnącej liczby ludzi? Cynik stwierdzi, żeby nie wpadać w panikę - większość noworodków przychodzi na świat w warunkach skrajnego ubóstwa, ich wpływ na globalną równowagę jest niewielki. O wiele groźniejszy jest każdy nowourodzony Amerykanin, Europejczyk, a od niedawna także Chińczyk. Nie zadowala się on już bowiem „żelazną miską ryżu”, jaką gwarantował z różnym skutkiem Przewodniczący Mao. W 2005 r. Chiny straciły niezależność żywnościową i stały importerem netto artykułów spożywczych. Chińczycy jedzą więcej i lepiej, co wywołuje efekt mnożnikowy - na jeden kilogram wołowiny potrzeba ok. 10 kilogramów pasz zbożowych. Jednym kilogramem wołowiny wyżywi się jednak mniej ludzi, niż 10 kilogramami zbóż.

W 2010 r. świat wyprodukował 2,3 mld ton zbóż. Wystarczająco dużo, by zapewnić odpowiednią ilość kalorii nawet 11 miliardom ludzi. Tylko jednak niespełna połowa z tej ilości trafiła na talerze, 34 proc. poszło na pasze, 18 proc. zjadły samochody w postaci biopaliw oraz przemysł skrobi i tworzyw sztucznych.

Teoretycznie jesteśmy w stanie poradzić sobie z rosnącą liczbą ludzi - w sumie na Ziemi nie powinno zabraknąć kalorii, wody ani niezbędnych surowców. Zwłaszcza, że nieustannie można liczyć na naukowców i wynalazców, którzy na pewno będą podrzucać nowe rozwiązania. Nie w tym jednak tkwi problem, lecz w dystrybucji zasobów. Ponad miliard ludzi na świecie żyje bez elektryczności. Prądu nie dostarczą im jednak elektrownie atomowe, które chętnie wybudowaliby Francuzi, Amerykanie, Japończycy lub Koreańczycy. Po prostu nie byłoby ich gdzie podłączyć na Haiti lub w Somalii. Braków żywności, na który cierpi już w tej chwili ponad 800 mln ludzi nie rozwiążą uprawy modyfikowane genetycznie. Problemem większości głodujących jest bowiem niedorozwój gospodarczy ich krajów, a jedynym sposobem na zarabianie jest rolnictwo, które jednak się nie opłaca, bo rynki krajów rozwiniętych zamknięte są przed tanią konkurencją z krajów rozwijających się.

Widać wyraźnie, że rosnąca liczba ludności nie musi być problemem pod względem „technicznym”. Jest jednak poważnym problemem politycznym. Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy w trosce o bezpieczeństwo żywnościowe podróżują po świecie i wykupują olbrzymie areały w Afryce, na których produkować będą potrzebne im kalorie. Taka strategia wywołuje bunty lokalnej ludności i jest najlepszym symptomem, że gdy żywność staje się przedmiotem strategii bezpieczeństwa narodowego, pojawia się groźba nie tylko głodowych rewolt, ale i wojen.

Paul Ehrlich zasłynął w 1968 r. książką „Bomba demograficzna”, w które zapowiadał katastrofę cywilizacyjną wywołaną przeludnieniem. Jego czarne prognozy nie spełniły się, wizje przegrały z postępem technicznym. Ehrlich nie ustaje jednak w swym pesymizmie i przekonuje, że istnieje 90 proc. ryzyka, że nasza wspaniała cywilizacja się załamie. Tak być nie musi, właśnie ze względu na ów postęp techniczny. Tak się jednak stanie, jeśli nie znajdziemy rozwiązań politycznych dla problemów coraz bardziej zatłoczonej planety.

Na Ziemi jest już 7 mld ludzi i według prognoz populacja ludzka będzie rosnąć. Z drugiej strony przyrost naturalny systematycznie maleje. Czy zatem przeludnienie jest faktem czy mitem? Zapraszamy do dyskusji na forum! >>

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną