Ile wojska w polityce

Generałowie: spocznij!
Jeśli w egipskich wyborach wygra Bractwo Muzułmańskie, zmusi armię do politycznego odwrotu. A trzęsący krajem wojskowi wylądują na ławie oskarżonych. Politycy w mundurach, rządzący z tylnego siedzenia, zostaną już tylko w Pakistanie.
Pokaz armii pakistańskiej.
WAHEED KHAN/EPA/PAP

Pokaz armii pakistańskiej.

Muhammad Husein Tantawi, były wicepremier i minister obrony Egiptu. Jeszcze przed niespełna dwoma laty nazywano go pudlem Mubaraka. Stoi na czele 20-osobowej Najwyższej Rady Wojskowej.
AMR NABIL/EPA/PAP

Muhammad Husein Tantawi, były wicepremier i minister obrony Egiptu. Jeszcze przed niespełna dwoma laty nazywano go pudlem Mubaraka. Stoi na czele 20-osobowej Najwyższej Rady Wojskowej.

Aszfaq Pervez Kajani - szef Sztabu Pakistanu. Bez problemu uzyskał w 2010 r. zgodę rządu na przedłużenie kadencji na kolejne trzy lata.
Mian Kursheed/Reuters/Forum

Aszfaq Pervez Kajani - szef Sztabu Pakistanu. Bez problemu uzyskał w 2010 r. zgodę rządu na przedłużenie kadencji na kolejne trzy lata.

Podając się do dymisji szef tureckiego sztabu Isik Kosaner zarzucił premierowi używanie sądów do prowadzenia walki z wojskiem.
Umit Bektas/Reuters/Forum

Podając się do dymisji szef tureckiego sztabu Isik Kosaner zarzucił premierowi używanie sądów do prowadzenia walki z wojskiem.

Warta honorowa przy mauzoleum Atatürka w Ankarze.
Reuters/Forum

Warta honorowa przy mauzoleum Atatürka w Ankarze.

Większość państw na świecie posiada armie, w Pakistanie armia posiada państwo – to popularne powiedzenie najlepiej opisuje rolę, jaką odgrywa w tym kraju wojsko. Pakistańska armia to najlepsza i najsprawniejsza instytucja kraju, gwarant stabilności i integralności państwa, duma obywateli. To najliczniejsze wojsko muzułmańskie na świecie i jedyne wśród krajów muzułmańskich dysponujące bronią jądrową. Silna armia jest potrzebna ze względu na Indie, z którymi Pakistan przegrał już trzy wojny i bardzo nie chciałby przegrać kolejnej. Dlatego większość z ponad 600 tys. pakistańskich żołnierzy stacjonuje przy wschodniej granicy. Indie nadają się na śmiertelnego wroga. Dlatego im gorzej w stosunkach pakistańsko-indyjskich, tym lepiej dla armii. Ale armia to jednocześnie największy problem Pakistanu.

Od czasu uzyskania w 1947 r. przez Pakistan niepodległości wojskowi rządzili krajem przez blisko 20 lat. W przerwach, kiedy akurat nie rządzili, sprawowali kontrolę z tylnego siedzenia. Zawsze gotowi wkroczyć do akcji, aby wziąć władzę. Nie inaczej jest i dziś.

Pakistan: szara eminencja

Rezygnacja generała Perveza Musharafa w sierpniu 2008 r. ostatecznie skończyła okres dyktatury i przywracała demokrację. Armia wycofała się do koszar, ale nie przestała rządzić. Strategiczne decyzje nadal zapadają raczej w Rawalpindi – siedzibie kwatery głównej armii – niż w Islamabadzie, siedzibie rządu. Tam też kierują się wszystkie delegacje zagraniczne na poważne rozmowy. Zarówno premier Yusuf Raza Gilani, jak i prezydent Asif Ali Zardari wielokrotnie musieli wycofywać się już z decyzji podjętych bez akceptacji wojska.

To ono ustala kierunki polityki zagranicznej, kontroluje życie polityczne, społeczne i gospodarcze. Wydatki na obronę wynosiły w 2010 r. 6,4 mld dol., tj. ok. 3 proc. PKB kraju i 16 proc. budżetu centralnego. Pakistan to też trzeci największy biorca amerykańskiej pomocy wojskowej, po Izraelu i Egipcie. To także poważny pracodawca i niezależna instytucja gospodarcza.

„Pakistańska armia prowadzi dzisiaj ogromne komercyjne imperium” – pisze Ayesha Siddiqa w pionierskiej pracy o powiązaniach armii z biznesem „Military Inc”. Wojsko posiada fabryki zbrojeniowe, cementownie, hotele, banki, szpitale, media, latyfundia rolne, firmy budowlane itp. Dokładne określenie skali tych interesów nie jest możliwe z uwagi na brak danych i nieprzejrzystość systemu, ale zdaniem Siddiqi „ich wartość można szacować w miliardach dolarów”.

Armią kieruje niepodzielnie szef Sztabu – Aszfaq Pervez Kajani. Chociaż funkcja jest kadencyjna, Kajani bez problemu uzyskał w 2010 r. zgodę rządu na przedłużenie kadencji na kolejne trzy lata. Drugą osobą w strukturach siłowych jest Ahmed Pasha, szef osławionego wywiadu wojskowego Inter Services Inteligence (ISI).

Armia, choć hierarchicznie zorganizowana, nie ustrzegła się wewnętrznych koterii i napięć. Główne podziały biegną wzdłuż linii etnicznych i religijnych. Tradycyjnie nadreprezentowane nacje w armii to Pendżabczycy i Pasztunowie. Niechęć tych ostatnich do walki na pasztuńskich terytoriach plemiennych przy granicy z Afganistanem sprawia, że armia wzbrania się przed rozpoczęciem tam nowej ofensywy przeciw terrorystom, o co zabiegają Amerykanie.

Dużo poważniejsze zagrożenie kryje się ze strony radykalnych wojskowych sympatyzujących z ugrupowaniami religijnymi i ekstremistycznymi. Grupa ta urosła w siłę w armii szczególnie w latach 80. w efekcie kampanii islamizacji prowadzonej przez generała Zia ul-Haqa. To właśnie oddech radykałów musi czuć na plecach generał Kajani, kiedy rozważa, czy warto bardziej angażować się w amerykańską wojnę z terroryzmem. Od 2001 r. w wojnie tej w Pakistanie zginęło ponad 30 tys. cywilów i 5 tys. żołnierzy. Dla wielu to zbyt wielkie i bezcelowe poświęcenie. Zastąpienie dość umiarkowanego Kajaniego przez któregoś z jego bardziej radykalnych kolegów z pewnością oznaczałoby nowe problemy dla Zachodu.

Paradoks Pakistanu polega na tym, że mając tak silną armię nigdy nie będzie normalnym państwem, ale bez niej państwem mógłby w ogóle nie być. Szanse na szybkie rozwiązanie tego dylematu wyglądają raczej marnie. Planowane wycofanie wojsk NATO z Afganistanu w 2014 r. oznacza, że dla całego regionu nadchodzą niespokojne czasy, a to naturalnie wzmocni pozycję wojska. Z drugiej strony akceptowanie ataków amerykańskich samolotów bezzałogowych na cele w Pakistanie, a szczególnie upokarzająca dla Pakistanu amerykańska akcja zabicia Osamy ibn Ladena w głębi kraju, poważnie nadszarpnęło społeczny prestiż armii.

Czy uruchomi to krytyczną refleksję w społeczeństwie pozwalającą na reorganizację życia w państwie? Pakistan ma podstawy, aby stać się sprawną demokracją, ale przyszłość kraju, jak i regionu, zależy głównie od dobrej woli generałów.

Egipt: pod dyktando

W przeciwieństwie do armii pakistańskiej, egipskie siły zbrojne nie grają roli szarej eminencji. Marszałek polny Muhammad Husein Tantawi, były wicepremier i minister obrony, którego jeszcze przed niespełna dwoma laty nazywano pudlem Mubaraka, stoi na czele 20-osobowej Najwyższej Rady Wojskowej. Do abdykacji Hosni Mubaraka była ona narzędziem wykonawczym prezydentów dyktatorów, a teraz, usamodzielniona, kształtuje polityczne, gospodarcze i społeczne oblicze kraju nad Nilem. To Rada mianuje premiera i ministrów, to ona ustala wciąż odraczany termin wyborów, a jej wykładnia obowiązującego prawa stanowi obowiązujące prawo.

Chociaż Egipt od 37 lat nie prowadził żadnej wojny, Najwyższa Rada Wojskowa wciąż jeszcze trzyma milion ludzi pod bronią. Związane z tym wydatki w dużej mierze pokrywa amerykański skarb państwa. Według komisji kontrolnej Kongresu od 1979 r. egipskie siły zbrojne otrzymały z USA w sumie 64 mld dol. subwencji. Kwota ta nie obejmuje trudnego do ustalenia amerykańskiego, europejskiego i azjatyckiego wkładu w przedsiębiorstwa stanowiące wspólną własność armii i zagranicznych inwestorów. Nie bez kozery liczni krytycy systemu twierdzą, że ogromna i świetnie wyposażona armia nie służy do obrony kraju, lecz zapewnia Radzie centralną rolę w zarządzaniu krajem i chroni jej ogromne mienie.

Gromadzenie majątku wojskowego zaczęło się pod koniec lat 70., gdy na opuszczonych poligonach u wybrzeży Morza Czerwonego i Śródziemnego powstały prosperujące ośrodki turystyczne. Najwspanialszy z nich to słynny Szarm-el-Szejk. Armia dała ziemię, krajowi i zagraniczni inwestorzy pobudowali hotele. Nikt nigdy nie ustalił, jaki był podział zysków, ile miliardów zostało w kieszeniach skorumpowanych polityków i generałów, a ile zasiliło budżet armii. Wiadomo tylko, że zyski były dobrze inwestowane. Agencja Reuters twierdzi, że nie ma dzisiaj takiej gałęzi usług i przemysłu, w której armia nie miałaby swoich udziałów – począwszy od produkcji czołgów typu M-1, poprzez budowę elektrowni, trakcji kolejowych i dróg, a kończąc na dostawie butli gazu dla gospodarstw domowych. Dyrektorami większości tych przedsiębiorstw byli i nadal są emerytowani generałowie i pułkownicy.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną