Świat

Czerwona dziewiątka

Co się dzieje za kulisami Komunistycznej Partii Chin

Przygotowania do zjazdu KPCh w Pekinie. Przygotowania do zjazdu KPCh w Pekinie. Jason Lee/Reuters / Forum
Dziewięciu ludzi kieruje życiem jednej piątej ludzkości. Chińscy komuniści wymienią w tym roku całe swoje kierownictwo, w tym Komitet Stały politbiura.
Liang Wengen, najbogatszy obywatel Chin, jesienią wejdzie do KC KPCh.China Daily/Reuters/Forum Liang Wengen, najbogatszy obywatel Chin, jesienią wejdzie do KC KPCh.
Xi Jinping będzie sekretarzem generalnym partii, jednocześnie najważniejszą osobą Komitetu Stałego i prezydentem.SIPA/Forum Xi Jinping będzie sekretarzem generalnym partii, jednocześnie najważniejszą osobą Komitetu Stałego i prezydentem.
W Komitecie Stałym pozostanie Li Keqiang, prawnik i przyszły premier.Vincent Yu/Reuters/Forum W Komitecie Stałym pozostanie Li Keqiang, prawnik i przyszły premier.
Do Komitetu Stałego wejdzie też nazywany chińskim JFK - Bo Xilai.Jason Lee/Reuters/Forum Do Komitetu Stałego wejdzie też nazywany chińskim JFK - Bo Xilai.
Wang Qishan, wicepremier ds. gospodarczych, zostanie szefem parlamentu.Jonathan Ernst/Reuters/Forum Wang Qishan, wicepremier ds. gospodarczych, zostanie szefem parlamentu.

Liang Wengen zatrudnia 60 tys. osób, do biura dojeżdża wartym milion dolarów Maybachem. Zapisał się do partii w 2004 r. Tej jesieni, po ośmiu latach oczekiwania, właściciel prężnej firmy produkującej dźwigi, koparki i walce, a zarazem najbogatszy obywatel ChRL (wyceniany na 9,3 mld dol.), wejdzie do Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, najwyższego kręgu władzy w państwie. Lianga może dyskwalifikować majątek, ale nobilituje wzorcowy życiorys współczesnego chińskiego self-made mana: dzieciństwo w biednej górskiej wsi, później etat w administracji, następnie wir rodzącego się w końcu lat 80. kapitalizmu i fortuna zbita na boomie budowlanym.

Jeszcze niedawno majętni Chińczycy z rezerwą odnosili się do rankingów reklamujących ich bogactwo. Wysokie miejsce na liście zapowiadało kłopoty, naprowadzało na celownik partii, która blisko sto lat temu narodziła się także po to, by zwalczać prywaciarzy i kapitalistów. Teraz komunistą może zostać każdy, partia zaprasza. Zwłaszcza szkolnych prymusów, zdolnych inżynierów, no i ludzi z pieniędzmi, którzy są najbardziej pożądaną grupą kandydatów. – Towarzysze zdają sobie sprawę, że jeśli chcą utrzymać władzę, muszą otworzyć klub dla wszystkich, od drobnego rolnika z zapadłej wsi po takich jak Liang – mówi Mark O’Neill, brytyjski politolog mieszkający w Hongkongu.

Liang nie jest sam – spośród tysiąca najbogatszych Chińczyków już 90 proc. zapisało się do partii. I pomyśleć, że jeszcze pięć lat temu 170 kombatantów walk pod czerwonym sztandarem z sierpem i młotem pisało do przewodniczącego Hu Jintao oskarżycielski list o zdradzie ideałów rewolucyjnych i dorabianiu się na krzywdzie mas. Chińczycy żartują, że z partią jest jak ze sklepem mięsnym, który na szyldzie reklamuje jagnięcinę, a w rzeczywistości handluje psim mięsem.

– Z komunizmu zostało tyle, że partia działa na wzór leninowski – mówił niedawno w Warszawie Kerry Brown z ECRAN, stowarzyszenia europejskich ekspertów przyglądających się Chinom. Partia jest więc ściśle hierarchiczną strukturą, która broni monopolu władzy. Obywatel ChRL nie może nigdzie sprawdzić, czy jego rodak zapisał się do partii. Znajomi o znajomych raczej wiedzą, prędzej czy później wyjdzie to w rozmowie, ale ogólnodostępnej listy członków nikt nie prowadzi. Równie tajemnicza jest działalność Wydziału Operacyjnego, który dobiera kadry, opiniuje kandydatów na stanowiska w całym kraju, ale także układa kalendarze urzędników ministerstw, dziennikarzy, naukowców i menedżerów państwowych przedsiębiorstw. Na gmachu, gdzie się mieści, nie ma nawet odpowiedniej tabliczki.

Sieć czerwonych telefonów

Dygnitarze oddychają innym powietrzem niż zwykli pekińczycy. Pekin jest tak zanieczyszczony, że ogranicza się lekcje WF na szkolnych boiskach, a jeśli ktoś musi biegać lub ćwiczyć, to najlepiej po deszczu albo opadach śniegu. Sytuacja nie poprawiła się nawet po igrzyskach olimpijskich w 2008 r., kiedy wypowiedziano walkę brudom w powietrzu. Smog nie przedostaje się jednak do budynków partyjnych, wnętrz pałaców, pawilonów, domów i biurowców Nowego Zakazanego Miasta, dzielnicy, gdzie znajduje się centrala i mieszkają władze ChRL. Ich członkowie otoczeni są troskliwą opieką medyczną słynnego wojskowego szpitala nr 301, a na ich stoły trafia żywność organiczna produkowana w pilnie strzeżonych rządowych gospodarstwach rolnych.

Zresztą to rolnicy cieszą się w Chinach największym zaufaniem społecznym. Według ankiety, szeroko cytowanej przez prasę podległą partii, Chińczycy po rolnikach najbardziej ufają duchownym i... prostytutkom, a następnie żołnierzom i studentom. Urzędnicy znaleźli się na samym końcu zestawienia – ponad 90 proc. Chińczyków przyznało, że nie wierzy rządowi i partii. Mimo zdrady ideałów nie widać nawet śladu buntu maoistów, choć moment na refleksję jest niezły: partię czeka wymiana całego kierownictwa. Plan sukcesji został już starannie rozpisany. Jesienią 3 tys. delegatów przyjedzie do Wielkiej Hali Ludowej przy pekińskim placu Tiananmen i „wybierze” Komitet Centralny, wtedy też wstąpi do niego deweloper Liang, na razie jako tzw. członek rezerwowy.

Chiński KC składa się z 370 osób, na ich biurkach stoją czerwone telefony. Za ich pośrednictwem, po wykręceniu czterocyfrowego numeru, można połączyć się wyłącznie z innymi czerwonymi telefonami, spiętymi siecią zabezpieczoną przed podsłuchem. Czerwone telefony mają wszyscy, którzy w Chinach naprawdę coś znaczą – począwszy od partyjnej wierchuszki, przez niektórych ministrów rządu, szefów agencji państwowych, gubernatorów ważniejszych prowincji i partyjnych sekretarzy, generałów i ludzi biznesu ze strategicznych branż, zwłaszcza tych zdominowanych przez przedsiębiorstwa należące do państwa.

Tych 370 mandarynów zbierze się wiosną na konklawe, które wyłoni 24-osobowe Biuro Polityczne oraz jądro chińskiego systemu politycznego – dziewięcioosobowy Komitet Stały politbiura. Ta dziewiątka podejmuje absolutnie najważniejsze decyzje i kolegialnie kieruje ogromnym państwem oraz życiem jednej piątej ludzkości. Do października zostanie także wyznaczony nowy prezes banku centralnego, minister finansów, gospodarki itd.; dotychczas zmieniono już pierwszych sekretarzy w prowincjach. Ostatni akord sukcesji wybrzmi w marcu 2013 r., gdy prezydent Hu i premier Wen pożegnają się z urzędami państwowymi, a zastąpią ich dwaj członkowie nowo wybranego Komitetu Stałego, który będzie rządził aż do 2022 r.

 

 

Piąta generacja władców

Kto kim zostanie, wiadomo już od kilku lat. Sekretarzem generalnym partii, jednocześnie najważniejszą osobą Komitetu Stałego i prezydentem będzie Xi Jinping. A że władza w Chinach opiera się na trzech filarach – partii, aparacie państwowym i wojsku – Xi zostanie też prawdopodobnie szefem partyjnej komisji wojskowej, która zarządza 1,2-mln armią. Niewykluczone jednak, że Hu Jintao z kierowania komisją wojskową tak łatwo nie zrezygnuje, być może będzie chciał w ten sposób zachować część wpływów. Jeśli jednak wybierze odpoczynek, w Chinach dojdzie do najbardziej gwałtownego przekazania władzy od śmierci przewodniczącego Mao.

Razem z Hu i Wenem na emeryturę przechodzi tzw. czwarta generacja przywódców (w zdecydowanej większości z wykształceniem technicznym). Z Xi (chemikiem) w Komitecie Stałym pozostanie Li Keqiang, prawnik i przyszły premier. Xi i Li to przedstawiciele tzw. generacji piątej. W Biurze Politycznym przybędzie teraz historyków, prawników i ekonomistów, którzy mają być nową twarzą Chin, bardziej wyluzowaną, uśmiechniętą i nowoczesną. Partia zna ich świetnie, ale dla ogółu Chińczyków są anonimowi. Pozostają plotki, szczątkowe relacje z zebrań i analizowanie roszad, tarć oraz sojuszów w ścisłym kierownictwie na podstawie zdjęć z oficjalnych ceremonii – kto stanął bliżej przewodniczącego, kto przed kim wszedł na podium, kogo zabrakło. Zwłaszcza o życiu prywatnym najwyższych chińskich dygnitarzy właściwie nic nie wiadomo, ich biogramy zioną nudą, mandaryni są obowiązkowymi pracoholikami, zupełnie wyzbytymi namiętności.

– Chińscy przywódcy to doskonali administratorzy, planiści i stratedzy, znacznie lepsi niż europejscy czy amerykańscy politycy. Ale ponieważ nie muszą zabiegać o poparcie wyborców, nie mają cech przywódców w zachodnim rozumieniu – mówi Brown.

Faktycznie, przyszłego prezydenta nie wyjęto z dramatu Szekspira. Jest bardzo ambitny, ale nie ma za grosz charyzmy, a pozycję w partii odziedziczył po ojcu. Xi jest synem byłego wicepremiera i poturbowanego podczas rewolucji druha Mao, późniejszego pomysłodawcy specjalnej strefy ekonomicznej w Shenzhen. Jinping dorastał, a ojciec przedstawiał go wszystkim partyjnym świętym. Tak senior zbudował kapitał założycielski sukcesu syna.

Właśnie dlatego, że Xi Jinping nie jest trybunem ludowym, tak świetnie nadaje się na przyszłego szefa państwa. Chińscy komuniści znakomicie pamiętają losy kolegów z Europy Środkowej i ze Związku Radzieckiego, gdzie do upadku partii doprowadził eksperyment ze względnie młodym i rzutkim Michaiłem Gorbaczowem. Xi ma niespełna 60 lat, czyli niewiele na tle rządzącej do niedawna gerontokracji, ma za to spokojne usposobienie. A partia nie potrzebuje wybitnego genseka, tylko kogoś, kto będzie sterowalny przez Biuro Polityczne. Musi być w nim mniej Gorbaczowa, a więcej Breżniewa. I taki jest Xi, który podczas rewolucji kulturalnej został zesłany do obozu pracy, nauczył się zaciskać zęby, umie być skryty i nie obnosi się z poglądami.

Xi potrafił też sam zatroszczyć się o pozycję – to on od pięciu lat zawiaduje partyjnym sekretariatem, wcześniej kierował szkołą partii w Pekinie. Dotychczas nie ujawniono żadnego skandalu korupcyjnego z jego udziałem, a prasa wręcz chwali jego skromność, zwłaszcza z czasów sekretarzowania w Fujianie, kiedy zrezygnował z wystawnego służbowego mieszkania. Na dodatek żoną Xi jest jedna z najbardziej popularnych śpiewaczek chińskich, solistka zespołu wojskowego w randze generała, która znakomicie nadaje się do roli pierwszej damy. Córka przyszłego przewodniczącego pod pseudonimem studiuje na Harvardzie.

Zadanie: nie popsuć

Z nomenklatury, ale na mniejszą miarę, wywodzi się przyszły premier Li Keqiang, którego ojciec był ledwie sekretarzem biednej rolniczej prowincji Anhui. Keqiang zdołał skończyć studia w Pekinie, zrobił doktorat z ekonomii i karierę w młodzieżówce partyjnej, którą wtedy kierował Hu. Li został jego protegowanym i w 1998 r., w wieku 43 lat, wyznaczono go na najmłodszego w Chinach gubernatora prowincji Henan. Tam zmagał się z falą zarażeń wirusem HIV za pośrednictwem zainfekowanej krwi. Przylgnęła do niego łatka pechowca, co przeszkodziło mu w awansie na najwyższe stanowisko w partii – mimo że do dziś pozostaje ulubieńcem Hu, nie zbudował zaplecza i będzie musiał zadowolić się premierostwem, co w hierarchii komitetu oznacza nr 3.

Nr 2 i szefem parlamentu będzie Wang Qishan, z wykształcenia historyk, który w przeciwieństwie do Li zapracował na opinię działacza radzącego sobie nawet z największym bałaganem. Jest wicepremierem do spraw gospodarczych, negocjatorem w chińsko-amerykańskich rozmowach handlowych i jednym z autorów udanej reformy chińskich banków. Wcześniej został pilnie oddelegowany na stanowisko mera Pekinu, by gasić panikę wokół epidemii SARS, z którą nie radził sobie mer poprzedni. Wang był też człowiekiem partii od olimpiady w 2008 r. Ówczesny sekretarz skarbu USA Henry Paulson powiedział, że towarzysz Wang zupełnie nie ma poczucia humoru, umie za to szybko podejmować trudne decyzje.

Skład komitetu uzupełni też gwiazda partii, 61-letni historyk Bo Xilai. Życiorys ma podobny do Xi, też był książątkiem, z tym że jego ojciec należał akurat nie do wizjonerów, ale partyjnego betonu. Nazywany jest chińskim JFK – świetnie wypada przed kamerą, lubią go zachodnie media. Jest autorem sukcesu miasta Dalian, kiedyś sennego portu na wschodzie kraju. Widowiskowo rozprawił się z mafią w prowincji Chongqing, gdzie lokalni bandyci obracali miliardami dolarów. Przy okazji wyszło na jaw, że ich opiekun z lokalnego wydziału sprawiedliwości wziął 14 mln dol. łapówek, a szwagierka opiekuna prowadziła sieć nielegalnych kasyn i utrzymywała harem młodych kochanków.

Xi z kolegami ma widoki, by wprowadzić partię w drugie stulecie istnienia. Na razie czeka ich trudna dekada. Wątpliwe, czy uda im się podtrzymać trwającą dobrą passę Chin. Powstały miliony miejsc pracy, nowe miasta, linie kolejowe, drogi, lotniska, Chiny zorganizowały olimpiadę, awansowały na pozycję drugiej gospodarki świata. Ale za rogiem czają się nowe strachy: niepewność, czy gospodarka wytrzyma kryzys, polityczna emancypacja klasy średniej, armii robotników i już protestujących rolników, korupcja, rosnące koszty pracy i zanieczyszczenie środowiska. To wszystko może wywołać falę społecznego niezadowolenia, a co ono niesie, pokazała arabska wiosna. Dlatego zadanie dla Xi i spółki jest jedno: mają nie popsuć.

Polityka 01.2012 (2840) z dnia 03.01.2012; Świat; s. 49
Oryginalny tytuł tekstu: "Czerwona dziewiątka"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną