Amerykańskie prawybory z bliska

Kto głosuje na Myszkę Miki?
Prawybory w stanie New Hampshire, tradycyjny początek długiej kampanii prezydenckiej, są ważnym czujnikiem nastrojów. I przejawem folkloru amerykańskiej demokracji. A oto, jak to wygląda z bliska.
Obecny faworyt republikanów Mitt Romney.
Emmanuel Dunand/AFP/EAST NEWS

Obecny faworyt republikanów Mitt Romney.

Religijny konserwatysta Rick Santorum.
Mike Segar/Reuters/Forum

Religijny konserwatysta Rick Santorum.

Do niedawna prowadzący w wyścigu Newt Gingrich.
Eric Thayer/Reuters/Forum

Do niedawna prowadzący w wyścigu Newt Gingrich.

Ron Paul - bez szans na nominację.
Brendan Hoffman/The New York Time/EAST NEWS

Ron Paul - bez szans na nominację.

Jon Huntsman - także bez perspektyw na nominację.
Jessica Rinaldi/Reuters/Forum

Jon Huntsman - także bez perspektyw na nominację.

Na dwa dni przed głosowaniem w stanie New Hampshire (NH) faworyt republikanów Mitt Romney odwiedza miasteczko Exeter. Spotkanie z wyborcami w szkole przy Blue Hawk Drive ma oprawę jak należy – najpierw prezentacja licznej rodziny kandydata (żona Ann, czterej synowie i ich piękne małżonki), rytmiczny rock jako akompaniament, z boku tablica elektroniczna z rzędem zmieniających się cyfr: rosnący dług USA, zawiniony, oczywiście, przez Obamę. Na widowni dobrze ubrani ludzie w średnim i starszym wieku. Romney przemawia na tle olbrzymiej flagi amerykańskiej i ustawionych rzędami wybranych fanów. Mówi, że w odróżnieniu od prezydenta „nie będzie przepraszał” za Amerykę i wygłasza hymn na cześć „amerykańskiej wyjątkowości”. To Europa – wywodzi – stawia na interwencję państwa w gospodarkę i redystrybucję dochodów, no i widać marne tego skutki. „Ja nie wierzę w Europę, wierzę w Amerykę. Kocham Amerykę, kraj wielkich możliwości, jego ludzi i zasady, na których został zbudowany” – mówi. Obama – dodaje – też kocha kraj, ale zasad tych nie rozumie. Sala nagradza mówcę umiarkowaną owacją.

Temperatura podnosi się dopiero wtedy, kiedy do mikrofonu podchodzi gubernator New Jersey Chris Christie, który sam, namawiany przez strategów Partii Republikańskiej (GOP), wahał się, czy kandydować, ale zrezygnował i poparł Romneya. „Panie prezydencie, proszę przestać dzielić naród!” – mówi. Przemawia z oratorską pasją, rozpala widownię. Owacje są dużo silniejsze. Nie ma wątpliwości, kto jest bohaterem wieczoru.

Romney nie wzbudza emocji

Ale – jak uważają jego zwolennicy – ma największe szanse na pokonanie Obamy. A stronnicy pozostałych podkreślają, że jeżeli ich kandydaci nie zdobędą nominacji, poprą kogokolwiek, kogo partia wystawi w wyborach. „Gdyby przeciw Obamie ubiegała się o prezydenturę Myszka Miki, wybrałbym Myszkę Miki” – mówi cieśla z Northwood, NH, Joseph McCaffrey, fan Ricka Santoruma.

W lokalu wyborczym w Bishop O’Neil Youth Center przy Elm Street „selektor” Maurice Pilotte wita głosujących. Jest wśród nich były burmistrz Robert Baines i inni szacowni obywatele miasta. Pilotte, emerytowany nauczyciel francuskiego, pozdrawia wszystkich i wymienia grzeczności. Prawybory prezydenckie to wielkie święto – cały Manchester, nieformalna stolica New Hampshire, jest dumny, że co cztery lata wszystkie media z Ameryki, a nawet z całego świata, przyjeżdżają tu obserwować, kto zostanie liderem wyścigu do nominacji kandydata do Białego Domu.

W tym roku tylko w Partii Republikańskiej, bo demokraci mają praktycznie tylko jednego kandydata. Chociaż na liście demokratycznej, oprócz Obamy, jest ich 14 – w tym Vermin Supreme, z niecodziennym programem przygotowania USA na inwazję zombies i wyasygnowania funduszu na podróże w czasie.

Prawybory w New Hampshire i wcześniejsze o tydzień w Iowa to jedna z osobliwości amerykańskiej polityki. Tradycyjnie organizowane są jako pierwsze w kraju, chociaż coraz częściej kwestionuje się sens tego wyróżnienia. New Hampshire to stan niby bardzo amerykański – jego motto brzmi: „Live Free or Die” (Żyj wolnym albo umrzyj) – ale i mało charakterystyczny dla współczesnej Ameryki. Mniejszości etniczno-rasowe stanowią tam tylko 4 proc. ludności. New Hampshire nie ściąga stanowych podatków od dochodów ani sprzedaży. Przez kryzys przeszedł suchą nogą – bezrobocie nie przekracza 5–6 proc. Może nie przypadkiem wygrywają tu często politycy outsiderzy, jak Pat Buchanan, którzy potem przestają się liczyć.

Tym razem wszystko poszło zgodnie z przewidywaniami – zdecydowanie zwyciężył faworyt republikanów Mitt Romney, były gubernator sąsiedniego Massachusetts. Dzięki wygranej także w Iowa – wprawdzie o włos, różnicą tylko 8 głosów – Romney został pierwszym republikańskim politykiem od 1976 r., który triumfował w obu tych stanach (nie licząc urzędujących prezydentów), co podkreśla popierający go partyjny establishment. W New Hampshire zdobył głosy wszystkich ważniejszych grup elektoratu GOP: prawicowo-populistycznej Tea Party, konserwatystów fiskalnych i „społecznych”, zwolenników hegemonii Ameryki na świecie oraz niezależnych wyborców, którzy w prawyborach w NH też mogą głosować i których głosy mają zadecydować w wyborach prezydenckich.

Przed prawyborami w Karolinie Południowej 21 stycznia Romney wygląda na już niemal pewnego nominata. Nie jest jednak popularny ani powszechnie akceptowany. To małżeństwo nie z miłości, lecz z rozsądku.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną