Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Ekspert z sufiksem

CZECHY: Czy Żyd może walczyć z nazizmem?

Michal Mazel - według Lucji Szlégrovej - jako biegły sądowy nie może być bezstronny, ponieważ jest Żydem. Michal Mazel - według Lucji Szlégrovej - jako biegły sądowy nie może być bezstronny, ponieważ jest Żydem. CTK / PAP
Jeden z najlepszych czeskich specjalistów od politycznego ekstremizmu Michal Mazel sam doświadczył, czym ekstremizm jest w praktyce.
Młodą ekstremistkę poparł doradca prezydenta Klausa.CTK/PAP Młodą ekstremistkę poparł doradca prezydenta Klausa.

Mazel jako biegły sądowy występował w procesie Lucji Szlégrovej, działaczki Robotniczej Partii Sprawiedliwości Społecznej (DSSS). Dowodem w sprawie były nagrania z wieców, na których Szlégrová wychwalała zalety nazizmu.

Broniąc się przed niemal pewnym skazaniem Szlégrová złożyła do sądu wniosek o odsunięcie od sprawy Mazela z uzasadnieniem: nie może być bezstronny, bo to Żyd. „Wskazuje na to m.in. jego nazwisko »Mazel«. Często występuje ono w postaci Maazel, a pochodzi od hebrajskiego »Mosze« tzn. Mojżesz, do którego w języku jidysz został dołączony deminutywny sufiks »-(e)l«. Innym wariantem tego nazwiska jest na przykład Maisel” – wywodziła w oficjalnym wniosku oskarżona.

Doradca prezydenta zabiera głos

Ten pseudonaukowy bełkot nikogo by nie zainteresował, gdyby nie fakt, że kuriozalny przypadek opisał na swoim blogu jeden z prawników uniwersyteckich. Jego wpis zaś skomentował Pavel Hasenkopf, doradca prezydenta Vaclava Klausa, często występujący w imieniu głowy państwa w mediach. Nobliwy prawnik jednoznacznie poparł stanowisko młodej ekstremistki, dorzucając przy okazji parę własnych przemyśleń. „Jak ktoś, kto pochodzi z żydowskiej rodziny, kogo wszyscy krewni skończyli w obozach, może jako ekspert występować w sprawach o czyny karalne związane z werbalnym nazizmem?” – pytał retorycznie, kiedy dziennikarze zaczęli go wypytywać o szczegóły jego stanowiska. Na pytania, czy badanie czyjegokolwiek pochodzenia pod kątem żydowskich korzeni jest stosowne, rozkłada ręce: „A dlaczego nie? Nie rozumiem…”.

Dziś odpowiedzi na pytanie, czy żydowskie pochodzenie może być powodem odsunięcia biegłego od procesu sądowego, szuka sąd demokratycznej Republiki Czeskiej, a doradca prezydenta tego kraju publicznie dowodzi, że faktycznie pochodzenie ma tu znaczenie kluczowe.

Mazel w wyniku skandalu sam zrezygnował z funkcji eksperta i oświadczył, że od teraz będzie zarabiał na życie jako prywatny adwokat. Ekstremizmem zajmować się już nie chce, bo ma dość oglądania swojego nazwiska na stronach neonazistów, na obficie publikowanych listach „zdrajców narodu”. – To wielka strata dla naszego wymiaru sprawiedliwości – przekonuje współpracownik Mazela Pavel Uhl – nie mamy zbyt wielu takich specjalistów.

Mazel sławę zyskał kilka lat temu występując jako ekspert w dwóch głośnych procesach. W jednym grupa skinów, którzy w nocy podpalili mieszkanie romskiej rodziny, została skazana z niespotykaną dotąd surowością na kilkudziesięcioletnie wyroki więzienia. W drugim, na wniosek ministra spraw wewnętrznych, sąd zakazał działalności Partii Robotniczej (DS) – organizacji, która pod tą lewicową nazwą kryła zgromadzenie ogolonych na łyso pałkarzy, napadających na wietnamskich sklepikarzy i Romów. Ten drugi przypadek wrócił do Mazela rykoszetem, bo sieroty po DS, w tym Szlégrová, założyły szybko nową partię – wspomnianą DSSS.

 

 

Prezydent milczy

Sam prezydent Klaus do tej pory nie wypowiedział się w tej sprawie, ale też nikt nie oczekuje, żeby w jakikolwiek sposób choćby zdystansował się od Hasenkopfa. Nawet nie dlatego, żeby chciał flirtować z antysemityzmem – po prostu za jego prezydentury na Hradzie nie ma miejsca na przyjmowanie czy życzliwe rozpatrywanie krytyki z zewnątrz.

Antysemityzm nie jest u nas ideologią, dzięki której można byłoby zyskać znaczące poparcie w społeczeństwie – mówi Pavel Uhl. A jednak prezydent Klaus w ciągu ostatnich dwóch lat z zacięciem bronił przed prasową krytyką innego ze swoich współpracowników, Ladislava Bátory. Ten znany działacz środowisk antyeuropejskich, dzięki wpływom ludzi z Hradu, został w ubiegłym roku wiceministrem edukacji. Protestowali przeciw temu dziennikarze oraz część polityków koalicji. Bátora znany był bowiem od dawna z wykładów i publicznych spotkań z publicznością ultraprawicową. Bez sukcesu kandydował do parlamentu z marginalnej Partii Narodowej, która propagowała m.in. wysiedlenie z kraju wszystkich Romów. Jego zatrudnienie w ministerstwie krytykował Komitet Helsiński i Amnesty International. Skandal wyszedł poza granice Czech: demonstranci przeciwni zatrudnianiu Bátory czekali na ministra edukacji przed bramą instytutu Jad Waszem podczas jego wizyty w Izraelu. Klausowi to wszystko w ogóle nie przeszkadzało, ba! raczej usztywniał stanowisko. W końcu jednak jesienią Bátora sam ustąpił ze stanowiska.

Klaus za rok kończy urzędowanie. Chciałby zostać kimś w rodzaju przywódcy szeroko rozumianej prawicy, dlatego tak usilnie unika konfliktów ze środowiskami z tej strony sceny politycznej. Niestety, także z ekstremistami – tłumaczy Uhl.

Na razie ofiarą tych flirtów padł Michal Mazel. W ostatnich wypowiedziach prasowych nie krył bezradności i pytał, co niby miał robić: wyjaśniać, że zgodnie z prawdą nie ma żydowskich korzeni i jest stuprocentowym Czechem?

Polityka 04.2012 (2843) z dnia 25.01.2012; Świat; s. 48
Oryginalny tytuł tekstu: "Ekspert z sufiksem"
Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną