Putin zwycięża w wyborach prezydenckich

A na kogo wy byście głosowali?
W Rosji Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła oficjalnie zwycięstwo Władimira Putina w wyborach prezydenckich, dając mu prawie 64 proc. głosów.

Z kolei niezależna organizacja pozarządowa „Gołos”, od lat monitorująca przestrzeganie prawa wyborczego w Rosji nie kwestionuje zwycięstwa Putina, lecz twierdzi, że uzyskał on tylko 50,28 proc. głosów. Zarzut przekrętów wyborczych powszechnie podnosi opozycja, nawet ostrożny do tej pory były przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow kwestionuje uczciwość wyborów. Ale co z tego? W jednym z obwodów moskiewskich wyniki unieważniono, na pewno tu i ówdzie głosowanie będzie powtórzone, lecz wydaje się, że Kreml bardzo zręcznie wykorzystał kandydaturę oligarchy Michaiła Prochorowa. Prochorow w Moskwie uzyskał aż 20,21 proc. głosów, a jeśli zestawić wyniki oficjalne z wyliczeniami „Gołosu” – okaże się, że trik wyborczy polegał nie tylko na tzw. karuzeli, czyli przewożeniu głosujących kolejno do różnych punktów głosowania, ale i na dopisywaniu Putinowi głosów oddanych na Prochorowa, bo ten z pewnością przeciw prezydentowi ze skargami nie wystąpi. Jak powiedział ustępujący prezydent Dmitrij Miedwiediew: „zwycięstwa nikomu nie oddamy”.

I rzeczywiście. Nawet przy negatywnym nastawieniu do Putina – komu mielibyśmy oddać w Rosji władzę? Drugiemu w kolejce Giennadijowi Ziuganowowi, przywódcy komunistów, który nie potrzebuje żadnych fałszerstw wyborczych, żeby zgarnąć prawie jedna trzecią głosów w Rosji? Albo nacjonaliście Żyrynowskiemu, który przyszedł na trzeciej pozycji? Ciekawe jak – w rosyjskich realiach – głosowaliby Polacy. Oczywiście jasne jest, że wybory są z góry ustawione. Ordynacja narzuca drakońskie warunki każdemu kandydatowi, którego partia nie jest reprezentowana w Dumie. By startować, trzeba w całej Rosji zebrać w ciągu kilku tygodni 2 miliony podpisów, co w praktyce jest niemożliwe, zwłaszcza, że łatwo unieważnić część takiego zbioru czy to z powodu niewłaściwych formularzy czy pomyłek w numerach dowodów osobistych. Zresztą kandydat na dwa miliony podpisów – taki powiedzmy rosyjski Wałęsa czy Havel - się jeszcze nie pojawił. Słowem - dziś dla Putina w Rosji nie ma alternatywy.

Co nie znaczy, że Putin może spać spokojnie. Nawet według oficjalnych wyników uzyskał w Moskwie mniej niż połowę głosów. Na dalszą metę nie da się rządzić w Rosji bez silnego poparcia w Moskwie. A to dlatego, że w Moskwie silniejsza jest niewidoczna „partia Internetu” w odróżnieniu od widocznej w całej Rosji „partii telewizji”, całkowicie podporządkowanej Kremlowi. W przybliżeniu - bo tylko takie szacunkowe rachuby są możliwe - „partia telewizji” dominuje nad „partią Internetu” w proporcji 70 do 30. "Partia telewizji" niewiele wie o "partii Internetu", niewiele też słyszy o takich postaciach jak Aleksiej Nawalny, popularny opozycyjny bloger. Ale proporcje te mogą się zmieniać. Putin się wypala i nawet dzisiejszy rosyjski establishment musi znaleźć inną, bardziej przekonującą postać, którą zaprezentuje wyborcom. Najbliższe lata, może najbliższe miesiące nawet będą poświęcone przygotowywaniu sukcesji.

Miejmy nadzieję, że ten proces będzie przebiegał spokojnie. W poniedziałek powyborczy opozycja – wprawdzie podzielona, nawet skłócona – zapowiedziała demonstracje antyputinowskie w Moskwie, w której władze pełno jest policji, wojska i brutalnie mówiąc - „młotkowych”, skorych do interwencji zwolenników władzy. O incydenty nietrudno, wtedy komentarze będą musiały przybrać inny ton.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj