Świat

Wojna po wojnie

Wyjdą z Afganistanu, wojna się zacznie

Sierżant Robert Bales jest już w Kansas, gdzie odpowie za masakrę cywilów w Afganistanie, tymczasem Amerykanie korzystają z pretekstu, by przyspieszyć swoje wyjście z tego kraju.

Wzywa do tego prezydent Hamid Karzaj, ale do decyzji dojrzeli przede wszystkim Barack Obama i David Cameron, którzy mają na tej wojnie najwięcej żołnierzy. Obaj już wiedzą, że nie powtórzą sukcesu z Iraku, gdzie tuż przed wyjściem udało się ustanowić względnie stabilną władzę i zbudować armię zdolną do zapewnienia spokoju.

Siły afgańskie liczą aż 400 tys. żołnierzy i policjantów, ale mimo kilku lat szkolenia ich działania bojowe sprowadzają się do chodzenia za Amerykanami i Anglikami, gdy ci walczą z talibami. Armię prześladuje analfabetyzm i plaga nieuprawnionego użycia broni – głównie przypadkowych wystrzeleń, ale ostatnio także umyślnych ataków na amerykańskich żołnierzy. Trudno uwierzyć, by afgańska armia mogła przejąć ich obowiązki, a nawet gdyby im podołała, wątpliwe, by pozostała lojalna Karzajowi, który z obawy o własne życie nie opuszcza pałacu w Kabulu.

Mimo zwiększenia liczby żołnierzy sami Amerykanie nie panują dziś nad Afganistanem. Pakistan dba o to, by rebelia talibów na południu kraju nie zgasła, tymczasem na spokojnej dotąd północy mnożą się ataki zwykłych Afgańczyków na wojska NATO. Pierwsi czekają na wyjście Amerykanów, by znowu ruszyć na Kabul, drudzy mają dosyć okupantów, którzy w zaciszu baz palą egzemplarze Koranu. Obama, zajęty własną reelekcją i potencjalną interwencją w Iranie, chętnie wycofałby się wcześniej niż z końcem 2014 r., jak sam obiecał dwa lata temu.

Prawdziwa wojna w Afganistanie dopiero się zacznie. Amerykanie otwarcie mówią, że po ich wyjściu kraj ogarnie konflikt wewnętrzny na dużą skalę, w którym wybiorą jedną ze stron i będą ją wspierać. Inne afgańskie frakcje też znajdą swoich popleczników: wywiad pakistański już usiłuje równoważyć wpływy gospodarcze Indii, Chiny mają wielkie inwestycje, które będą chciały ochronić, Rosja też nie będzie bezczynnie patrzeć na wojnę domową pod swoim bokiem. Kolejny znak, że Polska nie ma czego szukać w Afganistanie.

Polityka 12.2012 (2851) z dnia 21.03.2012; Komentarze; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Wojna po wojnie"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Niemiłosierni Polacy

Dlaczego Polakom tak trudno przychodzi współczuć i pomagać słabszym, zwłaszcza bezdomnym i uchodźcom wojennym.

Ryszarda Socha
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną