Holland i Sarkozy zmierzą się w II turze

Rozdarci Francuzi
François Hollande miał nadzieję na zdecydowane zwycięstwo, Nicolas Sarkozy obawiał się sromotnej klęski. Nie sprawdziło się ani jedno, ani drugie.

Kandydat socjalistów wygrał (28,6 proc.), ale nie może być pewien zwycięstwa w drugiej turze; urzędujący prezydent przegrał (27,1 proc.), ale ma jeszcze szansę odwrócić swój los. Owszem, żaden z poprzedników nie zaliczył takiej wpadki w pierwszej turze, nawet Valéry Giscard d’Estaing, który jako jedyny prezydent Francji przegrał reelekcję. Ale też Hollande nie jest drugim François Mitterrandem, który wtedy rozgromił Giscarda, nie porwał tłumu nawet po własnym triumfie. To Sarkozy wygłosił mowę zwycięzcy i rzucił do zwolenników: „Wszystko przed nami!”.

Pierwszą turę de facto wygrali ci, którzy w niej odpadli: skrajnie prawicowa Marine Le Pen, która zebrała prawie 18 proc. głosów i pobiła tym samym wynik ojca z 2002 r., i skrajnie lewicowy Jean-Luc Mélenchon, który jej wprawdzie nie przegonił, ale dostał 11 proc. Razem mają więcej niż każdy z czołowych kandydatów, co świadczy o skali zniechęcenia Francuzów tradycyjną polityką. Hollande i Sarkozy są w kleszczach skrajności i muszą szukać głosów na lewo i prawo od siebie. Zwolennicy Mélenchona poprą socjalistę, byle tylko odwołać Sarkozy’ego, ale jest ich za mało, by mogli przeważyć. Z kolei wyborcy Le Penówny mogą zapewnić prezydentowi zwycięstwo, ale ich liderka nie wezwie do głosowania na Sarkozy’ego.

Hollande jest w lepszej pozycji startowej, ale Sarkozy bardziej zdeterminowany, by wygrać cały wyścig. Lider socjalistów i tak będzie straszył faszyzmem, więc prezydent może śmiało pójść po głosy skrajnej prawicy. Ale decydujący ruch będzie należeć do piątego kandydata, centrysty François Bayrou. W pierwszej turze zebrał niewiele ponad 9 proc., ale w drugiej uosabia wyborcę środka, rozdartego między niechęcią do Sarkozy’ego a nieufnością wobec Hollande’a. Obaj proponowali mu stanowisko premiera, byle tylko przejąć jego głosy. Ale Bayrou milczy, poza tym jego wyborcy nie są tak posłuszni jak zwolennicy Le Penówny czy Mélenchona i będą się namyślać aż do dnia drugiej tury. Do 6 maja wszystko może się jeszcze zmienić.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj