Świat

Uduszeni podatkami

Kryzysowe samobójstwa włoskich biznesmenów

Happening organizacji La Destra w Rzymie. Powieszone kukły symbolizują ofiary włoskiego kryzysu. Happening organizacji La Destra w Rzymie. Powieszone kukły symbolizują ofiary włoskiego kryzysu. Alessandra Tarantino/AP / EAST NEWS
Kryzys zbiera we Włoszech makabryczne żniwo: już 38 włoskich biznesmenów odebrało sobie życie od początku roku. Coraz częściej do dramatycznego kroku popycha ich bezduszny, bezkarny i niewypłacalny aparat państwa.
Arcybiskup Neapolu kard. Cresenzio Sepe porównał obecny kryzys do wojny światowej, której ofiarą padają narody i poszczególni ludzie.Epsilon68/Flickr CC by 2.0 Arcybiskup Neapolu kard. Cresenzio Sepe porównał obecny kryzys do wojny światowej, której ofiarą padają narody i poszczególni ludzie.
Liczba potencjalnych desperatów stale rośnie. W 2011 r. zbankrutowało blisko 12 tys. włoskich firm, czyli o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym roku ich los może podzielić aż 20 tys. przedsiębiorstw.Epsilon68/Flickr CC by 2.0 Liczba potencjalnych desperatów stale rośnie. W 2011 r. zbankrutowało blisko 12 tys. włoskich firm, czyli o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym roku ich los może podzielić aż 20 tys. przedsiębiorstw.
Dyrektywa Unii nakazująca realizację faktur w ciągu 30 dni będzie obowiązywać we Włoszech dopiero w 2013 r.Epsilon68/Flickr CC by 2.0 Dyrektywa Unii nakazująca realizację faktur w ciągu 30 dni będzie obowiązywać we Włoszech dopiero w 2013 r.

Luigi Fenzi odebrał sobie życie 15 maja. Prowadził z żoną firmę organizującą specjalistyczne kursy i szkolenia w firmach telekomunikacyjnych. Powiesił się w parku kilka kilometrów od domu w Saronno koło Mediolanu. W kieszeni miał list, w którym pożegnał się z rodziną i przyjaciółmi, prosił o wybaczenie i wyjaśniał: „Ogromne długi, brak pracy. Nie mam, z czego zapłacić swoim pracownikom. Próbowałem wszystkiego”.

Niemal wszyscy desperaci zostawiają po sobie kilka słów. Często żegnają się z życiem krótką sentencją. Miesiąc temu tonący w długach szef firmy budowlanej, zanim zastrzelił się po wizycie komornika, napisał na karteczce: „Godność jest ważniejsza od życia”. Nieco wcześniej mechanik zmuszony do zamknięcia swego warsztatu, zanim wyskoczył przez okno, zakończył list: „Bez pracy nie da się żyć”.

Nierzadko dramatyczny krok jest publiczną demonstracją o bardzo czytelnej wymowie. Giuseppe Campaniello dostał wezwanie do zapłacenia tak wysokich podatków, że pod koniec marca podjechał pod urząd skarbowy w Bolonii, oblał się benzyną i podpalił we własnym samochodzie. Inni przed śmiercią chcą być jak najbliżej Boga. 63-letni Arcangelo Arpino, właściciel firmy budowlanej pod Neapolem, zastrzelił się na parkingu Sanktuarium Matki Bożej w Pompejach. Zostawił trzy listy. W pierwszym przepraszał Matkę Bożą za odebranie sobie życia, w drugim prosił, by otoczyła opieką jego rodzinę. W trzecim wyjaśnił: „Zadusili mnie podatkami”. I opisał w szczegółach przebieg swojej prywatnej wojny z fiskusem, w której poniósł klęskę.

Państwo zastawia pułapkę

59-letni Giovanni Schiavon pożegnał żonę i córkę bilecikiem „Wybaczcie, nie dałem rady”. Ale to właśnie jego przypadek urósł w Italii do rangi symbolu, przedsiębiorca zginął bowiem w pułapce zastawionej przez aparat państwa.

Schiavon od 30 lat był właścicielem firmy budowlanej Eurostrade 90 specjalizującej się w pracach ziemnych, budowie i asfaltowaniu dróg. W październiku musiał zwolnić wszystkich pracowników, zamknąć biznes i ogłosić upadłość. Wszystko dlatego, że wykonał szereg zleceń różnych organów administracji publicznej w okolicach Padwy. Z własnej kieszeni pokrył koszt materiałów i surowców, opłacił własnych pracowników i kooperantów. Ale mimo wysyłanych faktur, ponagleń, próśb i gróźb, zapłaty za wykonane prace nie otrzymał. Siłą rzeczy nie był w stanie zapłacić zaległych podatków, czego coraz bardziej natarczywie domagał się fiskus. Banki odmówiły kredytu.

Innymi słowy, ten sam aparat państwa, który od ponad roku zalegał Schiavonowi 250 tys. euro, czym doprowadził firmę do upadku i wygnał pracowników Eurostrade 90 na zasiłek, z drugiej strony domagał się punktualnego spłacenia danin. Co więcej, komornik zagroził zajęciem domu Schiavonów na poczet zaległych podatków. Właśnie wtedy, gdy nie pomogły supliki i wyjaśnienia, przedsiębiorca sięgnął po rewolwer. Jak wyjaśniła włoskiej telewizji publicznej RAI wdowa, gdyby urzędnicy administracji publicznej zapłacili na czas choćby dwie trzecie należności, nie doszłoby do tragedii, a Eurostrade 90 nadal asfaltowałaby drogi. Córka ze ściśniętym gardłem sarkastycznie skomentowała: „W imieniu rodziny chciałam podziękować państwu włoskiemu, że tak pomogło nam i ojcu”.

 

 

Włoskie media, w szczególności telewizje, w których tak znakomicie sprzedają się krew i łzy, natychmiast rzuciły się na plagę samobójstw przedsiębiorców. Z ekranu leją się łzy rodzin ofiar, pracowników i sąsiadów. W programach publicystycznych dyskutują ekonomiści, armia psychologów i psychiatrów, hierarchowie kościelni, autorytety wszelkiej maści i naturalnie politycy.

Biskup tytularny Sanktuarium w Pompei kard. Carlo Liberati, reagując na śmierć Arcanagelo Arpino, komentował, że „ludzie czują się opuszczeni przez instytucje państwa”, by dodać: „również Chrystus skarżył się na krzyżu”. Arcybiskup Neapolu kard. Cresenzio Sepe porównał obecny kryzys do wojny światowej, której ofiarą padają narody i poszczególni ludzie.

Nikt we Włoszech nie waży się nazwać dramatycznych gestów włoskich przedsiębiorców ucieczką. Desperaci w zgodnej narracji włoskich mediów i ocenie autorytetów są tragicznymi bohaterami kataklizmu, który ich przerósł. Mimo że zgodnie z nauką Kościoła samobójstwo jest ciężkim grzechem, żadnemu z przedsiębiorców nie odmówiono kościelnego pochówku.

Ze zrozumieniem spotkał się nawet Luigi Martinelli, gdy 3 maja uzbrojony po zęby wkroczył do urzędu skarbowego w Lombardii i wziął zakładników. Tego samego dnia ulicami Bolonii od miejskiego szpitala do urzędu skarbowego przeszedł milczący pochód wdów po przedsiębiorcach pod wodzą pani Campaniello. Powiewały białe flagi – we Włoszech symbol ofiar śmiertelnych wypadków w pracy.

Premier umywa ręce

Rozpoczęło się polowanie na moralnie odpowiedzialnych za te tragedie. Stowarzyszenie włoskich rzemieślników zorganizowało kontrowersyjną kampanię plakatową, w której odwrócony tyłem mężczyzna, najwyraźniej z zaświatów, skarży się: „Państwo zadało mi cios. Nie zapłaciło faktur. Firma bez płynności finansowej to firma bez przyszłości”. Na innym plakacie czytamy: „Myślałem, że umiem latać, ale bank podciął mi skrzydła. Firma odcięta od kredytu to firma bez przyszłości”.

Najhaniebniej jednak zachowali się niektórzy politycy. Antonio Di Pietro, kiedyś znany prokurator, a dziś populistyczny krzykacz i szef partii Włochy Wartości, powiedział, że te wszystkie tragedie ma na sumieniu premier Mario Monti, bo są efektem jego polityki cięć, podwyżek podatków i akcyz.

Wielu innych, w tym przywódcy związkowi, w programach publicystycznych rytualnie wygrażają pięścią rządowi. Sam premier Monti umył ręce i stwierdził, że „koszta ludzkie kryzysu to dzieło tych, którzy doprowadzili włoską gospodarkę do tak opłakanego stanu”, by potem przeprosić swoich poprzedników. Natomiast Beppe Grillo, populistyczny szef Ruchu 5 Gwiazdek, stworzonego w Internecie, cieszącego się w tej chwili poparciem 15 proc. elektoratu, wystąpił z nihilistycznym hasłem likwidacji Equitalia, agencji publicznej ściągającej podatki. Kilka biur już zdemolowano, a kilka dalszych nieznani sprawcy usiłowali puścić z dymem. Zarówno socjologowie, jak i fachowcy od psyche mówią o narodowej traumie i apelują do populistów i mediów o nieprzegrzewanie atmosfery.

 

 

Po pierwsze dlatego, że grozi to dalszą radykalizacją fatalnych nastrojów społecznych i eksplozją przemocy, a po drugie, niejako podsuwa tysiącom zdesperowanych włoskich przedsiębiorców pomysł tragicznego, ostatecznego wyjścia z trudnej sytuacji.

Niestety, liczba potencjalnych desperatów stale rośnie. W 2011 r. zbankrutowało blisko 12 tys. włoskich firm, czyli o 20 proc. więcej niż rok wcześniej, a przewiduje się, że w tym roku ich los może podzielić aż 20 tys. przedsiębiorstw. Z drugiej strony państwowy urząd statystyczny ISTAT opublikował dane, z których wynika, że wcale nie doszło do dramatycznej eskalacji samobójstw z powodu kryzysu, bo od trzech lat średnia jest mniej więcej podobna, co nikogo nie pociesza, ale spycha winę na histeryczne media.

Z kolei ekonomiści zgodnie podkreślają, że niepłacenie faktur na czas rzeczywiście za sprawą kryzysu stało się prawdziwą plagą, która pociągnęła za sobą seryjne bankructwa i tragiczne skutki społeczne. Oskarżycielskim palcem wskazują na administrację publiczną, która w tej chwili od dłuższego czasu zalega prywatnym przedsiębiorcom porażającą sumę 90 mld euro (w sumie chodzi aż o 200 mld euro zaległości). Dla porównania, mniej więcej tyle samo – 90 mld euro – mają przynieść do końca 2013 r. drakońskie cięcia i podwyżki wprowadzone u schyłku rządów Silvia Berlusconiego i nowe gabinetu Montiego razem wzięte.

Państwo ma zaległości

W 2008 r. włoskie firmy po wystawieniu faktury czekały na pieniądze od państwa 40 dni, w ubiegłym roku już 90 dni. Dla porównania, średnia w Unii to 27 dni, a w Niemczech – 11. Wszystko wskazuje jednak na to, że ten rząd, podobnie jak poprzedni, dysponuje niezwykle przyjaznymi statystykami, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Stowarzyszenia przedsiębiorców i handlowców poinformowały, że realizacja 75 proc. faktur zabiera administracji państwowej ponad 180 dni, a w przypadku służby zdrowia na pieniądze trzeba statystycznie czekać blisko tysiąc dni! Dyrektywa Unii nakazująca realizację faktur w ciągu 30 dni będzie obowiązywać we Włoszech dopiero w 2013 r., ale wszyscy zdają sobie sprawę, że wobec rozmiaru patologii jak zwykle we Włoszech przepis pozostanie na cierpliwym papierze.

Komentatorzy wskazują, że w ten sposób państwo nieuczciwie i bezczelnie pożycza sobie, a właściwie przywłaszcza pieniądze przedsiębiorców. Minister infrastruktury i rozwoju gospodarczego Corrado Passera zaproponował, by przynajmniej część tych zaległości spłacać obligacjami, co wskazuje na dramatyczną sytuację finansów państwa. Przedsiębiorcy powiedzieli, że się zgodzą, jeśli będą mogli tymi obligacjami płacić podatki, pensje swoim pracownikom i za zakupy w sklepie. W tej chwili dyskutowany jest rozsądniejszy projekt, by tych, którym państwo winne jest pieniądze, zwalniać tymczasowo z obowiązku rozliczania się z fiskusem.

Polityka 22.2012 (2860) z dnia 30.05.2012; Świat; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Uduszeni podatkami"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Psi umysł

Nie my udomowiliśmy psy. One zrobiły to same i dzięki temu, pod pewnymi względami, stały się bystrzejsze od szympansów.

Marcin Rotkiewicz
01.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną