Świat

Wrogie obozy

Polska wojna z „polskimi obozami śmierci” (2004-2012)

„Były polski obóz koncentracyjny” - tak o obozie KL Lublin (Majdanek) napisał niemiecki dziennik „Były polski obóz koncentracyjny” - tak o obozie KL Lublin (Majdanek) napisał niemiecki dziennik "Die Welt". Wikipedia
Wpadkę z „polskimi obozami śmierci” czy „polskimi obozami koncentracyjnymi” zaliczyły niemal wszystkie liczące się światowe media. Sprawa stała się głośna dopiero kilka lat temu, gdy zainteresowało się nią polskie MSZ. Wcześniej problem w zasadzie nie istniał.
W tym roku w sprawie „polskiego nazistowskiego obozu pracy Auschwitz”, o którym napisała jedna z belgijskich gazet.zoonabar/Flickr CC by 2.0 W tym roku w sprawie „polskiego nazistowskiego obozu pracy Auschwitz”, o którym napisała jedna z belgijskich gazet.
Stenogram z wystąpienia Baracka Obamy podczas ceremonii wręczania Medalu Wolności.Polityka Stenogram z wystąpienia Baracka Obamy podczas ceremonii wręczania Medalu Wolności.


Ministerstwo przyznaje, że polska dyplomacja reaguje za każdym razem na pojawiające się publicznie za granicą sformułowanie o „polskich obozach koncentracyjnych/polskich obozach śmierci” od 2004 roku, a liczba interwencji w ostatnich kilku latach wyraźnie maleje. W 2010 r. dyplomaci przeprowadzili 103 skuteczne interwencje, rok później 73, a od początku tego roku 23. Redakcje mediów, które użyły tych określeń proszone są o sprostowania i używanie właściwych form: „niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny/zagłady w okupowanej Polsce” lub „nazistowski obóz koncentracyjny/zagłady na terenie okupowanej przez Niemców Polski”. Efekt? Kilka redakcji wpisało do swoich stylebook’ów zakaz używania tych sformułowań. Na pierwszy ogień w 2010 r. poszła redakcja Wall Street Journal, która ponoć zdobyła się na to po osobistej interwencji ministra Radosława Sikorskiego, a za nią kolejne – San Francisco Chronicle, New York Times, portal Yahoo i – jako jedna z ostatnich w lutym tego roku - agencja Associated Press.

Wojna polityków

Trudno jednak spodziewać się, by „polskie obozy” zostały szybko wyplenione, choć niewątpliwie wpadka prezydenta Baracka Obamy podczas wręczania Medalu Wolności dla uhonorowanego pośmiertnie Jana Karskiego po raz kolejny nagłośniła problem. Polscy, zwłaszcza prawicowi politycy, biją na alarm i łapią się za głowy. Jarosław Kaczyński uznał, że „naród polski został obrażony w sposób niezwykle drastyczny” i potrzebne są przeprosiny; Lech Wałęsa oświadczył, że na miejscu Adama Rotfelda nie odebrałby medalu, według posła Bartosza Kowackiego z Solidarnej Polski „Barack Obama napluł Polakom w twarz”, a Ludwik Dorn zaapelował do amerykańskiej Polonii, by nie głosowała na Obamę.

Aleksandra Gliszczyńska-Grabias, wiceprezeska stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”, którego głównym celem jest przeciwdziałanie antysemityzmowi i ksenofobii uważa, że reakcja polskich polityków na wypowiedź Obamy była przesadna: - To oczywista i poważna gafa, ale nie doszukiwałabym się tu żadnych ukrytych intencji. Politycy powinni włożyć więcej energii raczej w walkę z przejawami rasizmu, antysemickiej przemocy i nienawiści.

Prezydent, jak i premier starali się studzić reakcje. Bronisław Komorowski oświadczył: „Niesprawiedliwe i bolesne słowa o polskim obozie śmierci nie odzwierciedlają, w moim przekonaniu, ani zamysłów, ani poglądów naszego amerykańskiego przyjaciela”, a Donald Tusk zwrócił uwagę, że „Jeśli ktoś dziś mówi „polskie obozy śmierci”, to tak, jakby nie było nazistów, nie było niemieckiej odpowiedzialności, nie było Hitlera”. Premier przypomniał też, że w II wojnie światowej ginęli również amerykańscy żołnierze i „jeśli polskie obozy śmierci, to z czyich rąk wuj prezydenta wyzwalał obóz Buchenwald?”

Donald Tusk, być może świadomie przywołał inną wpadkę prezydenta USA sprzed trzech lat. W czasie kampanii wyborczej Obama na spotkaniu z weteranami podzielił się z nimi informacją, że jego wujek należał do oddziału, który brał udział w wyzwalaniu obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Co oczywiste, nie mogło to być prawdą, gdyż to nie amerykańskie, lecz sowieckie wojska wyzwalały ten obóz i sztab wyborczy Obamy musiał sprostować tę informację. – Ta część historii nie jest najlepszą stroną prezydenta USA – zauważa z przekąsem Jarek Mensfelt, rzecznik Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, choć przyznaje, że nie przypuszcza, by prezydent Obama miał na myśli, że to Polacy mordowali więźniów tych obozów. – Przecież kiedy Zofia Nałkowska pisała w „Medalionach” o „polskich obozach śmierci” nie wywoływało to żadnych protestów, ponieważ używała tego określenia w znaczeniu topograficznym, a nie sprawczym.

Rzeczywiście, w wydanym w 1946 r., czyli tuż po wojnie cyklu ośmiu opowiadań, Nałkowska pisze m. in. „Nie dziesiątki tysięcy i nie setki tysięcy, ale miliony istnień człowieczych uległy przeróbce na surowiec i towar w polskich obozach śmierci. Oprócz szeroko znanych miejscowości, jak Majdanek, Oświęcim, Brzezinki, Treblinka, raz po raz odkrywamy nowe, mniej głośne”. – Nie powinno się jednak używać tego określenia, ponieważ może ono rozmywać rzeczywisty obraz historii – dodaje Mensfelt. Muzeum - które w 2007 r. zostało wpisane na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO pod nazwą „Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady (1940-1945)” - nie monitoruje na co dzień przypadków jego używania, jeśli interweniuje w zagranicznych mediach, to sporadycznie, po sygnałach zaniepokojonych osób.

 

 

Wojna dyplomatów

Interwencje biorą więc na siebie przede wszystkim polskie ambasady. W sprawie „polskiego obozu koncentracyjnego” w Auschwitz ambasada w Waszyngtonie interweniowała m. in. w lutym tego roku w redakcji „Los Angeles Times”. Gazeta jeszcze tego samego dnia poprawiła artykuł na swych stronach internetowych i poinformowała, że zakaz używania tego określenia wpisano do jej stylebooka już w 1995 r. Jednak ta sama gazeta dwa lata temu zaliczyła inną wpadkę pisząc o Jerzym Kosińskim, który „wzbudził kontrowersje swoją powieścią ‘Malowany Ptak’, którą chytrze promował jako autobiograficzną relację ze swego dzieciństwa w nazistowskiej Polsce”.

W tym roku w sprawie „polskiego nazistowskiego obozu pracy Auschwitz”, o którym napisała jedna z belgijskich gazet interweniowała również nasza ambasada w Brukseli. Tu jednak skandal był dwupiętrowy. Dziennik Het Laatse Nieuws zaliczył wpadkę opisując aferę z reklamą siłowni w Dubaju, której właściciele wykorzystali zdjęcie obozu Auschwitz jako zachętę do ćwiczeń i spalenia kalorii. Kilka miesięcy temu także polski ambasador w Kanadzie doprowadził do usunięcia terminu „polski obóz śmierci”, którego użył kanadyjski tygodnik „Jewish Tribune”.

Wojna Polonii

Wojnę z „polskim obozom” toczą też instytucje polonijne. Dwa lata temu szef Fundacji Kościuszkowskiej, znany dziennikarz i laureat nagrody Pulitzera Alex Storożyński rozpoczął akcję zebrania miliona podpisów pod petycją w proteście używania sformułowań o „polskich obozach”. Do tej pory pod petycją podpisało się 305 tys. osób, w tym m.in. Bronisław Komorowski, Lech Wałęsa, Radosław Sikorski, Andrzej Wajda, a także niektórzy deputowani amerykańskiego Kongresu. Złożenia podpisu odmówił jednak ambasador USA w Polsce Lee Feinstein, tłumacząc, że nie może tego zrobić jako reprezentant amerykańskiego rządu (podpisał się jednak ustępujący ambasador Victor Ashe). Także ta kampania ta przyczyniła się do zmiany zapisów w stylebookach amerykańskich mediów, ale Storożyński zapowiada, że nie spocznie, dopóki nie zrobią tego wszystkie tutejsze media.

Wojna wnuka

Prywatną wojnę „polskim obozom” wydał też kilka lat temu wnuk więźnia Stutthofu Zbigniew Osewski, który pozwał wydawcę niemieckiego dziennika „Die Welt” za określenie „były polski obóz koncentracyjny” w odniesieniu do obozu na Majdanku, którego użyła autorka artykułu „Podróż Asefa dookoła świata” z 2008 r. o historii ojca izraelskiego nastolatka, ofiary samobójczego zamachu. Ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Ryszard Schnepf mówił wtedy o wytoczeniu „poważnego procesu”, ale zrobiła to ostatecznie prywatna osoba, a nie MSZ. Początkowo sąd odmawiał wszczęcia sprawy, tłumacząc, że nie leży ona w granicach polskiej jurysdykcji, ale ostatecznie sąd apelacyjny uznał, że może ona toczyć się przed polskim sądem. Proces ma ruszyć w połowie września. Zbigniew Osewski domaga się przeprosin dla siebie i wszystkich Polaków, a także 500 tys. zadośćuczynienia na cele społeczne. Wynik tego procesu może mieć wiele konsekwencji. Przegrana wydawcy może otworzyć drogę do kolejnych pozwów.

Gafa prezydenta Obamy została zauważona przez wiele zagranicznych mediów i pewnie na jakiś czas uczuli je na problem „polskich obozów”. Pytanie, na jak długo pozostaje otwarte.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną