Świat

Biedne Złote Wybrzeże

Poszukiwacze złota w Ghanie

Instalacja do mielenia odłamków złotonośnych skał. Instalacja do mielenia odłamków złotonośnych skał. Marta Zaraska / Polityka
Szacuje się, że około miliona z 23 mln Ghańczyków żyje z poszukiwania złota. Na ogół w konflikcie z prawem.
Isaac miesza szlich z rtęcią.Marta Zaraska/Polityka Isaac miesza szlich z rtęcią.
Brzeg jeziora Wolta, największego sztucznego zbiornika na świecie - rodzinne okolice Nicolasa.Marta Zaraska/Polityka Brzeg jeziora Wolta, największego sztucznego zbiornika na świecie - rodzinne okolice Nicolasa.

Ciszę wokół mulistych brzegów rzeki Offin zakłóca warkot silników. Isaac i Hadji nie kryją się szczególnie ze swoją działalnością, choć według prawa Ghany jest ona nielegalna. Bosonodzy, w ubłoconych ubraniach, dzień w dzień płuczą osady rzeczne w poszukiwaniu złota. Jest parno. Hadji, ocierając pot, obserwuje wodę wpompowywaną na byle jak skleconą taśmę. Co pewien czas wyciąga wyścielające ją szmaty, na których odłożyły się najcięższe cząstki i oczyszcza je w wielkim, aluminiowym garze. Sięga po miskę do płukania złota, zanurza ją w garze i napełniwszy, zaczyna nią energicznie kręcić, raz po raz wylewając wodę z piaskiem. Po chwili uśmiecha się triumfalnie. Na dnie błyszczy złoto.

Hadji ma 29 lat, poszukiwaczem złota jest od lat 15. – Rząd nie zapewnił mi darmowej edukacji, więc rodzina wysłała mnie do kopania złota – mówi. – Dziś stać mnie przynajmniej na to, by mój syn poszedł do szkoły.

Isaac miesza uzyskany podczas płukania szlich (koncentrat minerałów ciężkich) z rtęcią, by odseparować złoto. Rozprowadza szarą maź ze srebrnymi kuleczkami tego ciekłego metalu jakby kręcił ciasto. Robi to gołymi rękami. Nie, nie słyszał o tym, że rtęć jest groźna dla zdrowia. Nie słyszał o uszkodzeniach nerek, zaburzeniach neurologicznych, wypadaniu zębów. Ani o tym, że rtęć może upośledzać system odpornościowy i zwiększać podatność na malarię. W końcu wszyscy używają rtęci do oczyszczania złota. Inaczej się nie da.

Zbieraj i sprzedaj

Takie przedsięwzięcie nazywa się tu galamsey – zbieraj i sprzedaj. Jest ich z roku na rok coraz więcej. Do łopat i misek pcha ludzi głównie bieda. Techniki poszukiwania niewiele się zmieniły od V w. – udokumentowanych początków historii wydobycia złota w tym zakątku zachodniej Afryki.

Złota było tu tak wiele, że w IX i X w. obładowane nim karawany przemierzały Saharę w drodze ku wybrzeżu Morza Śródziemnego. W drugiej połowie XV w. przyszli Portugalczycy. Szybko odkryli, że tubylcy chętnie sprzedawali złoto za niewiele warte z punku widzenia Europejczyków cynowe misy, miedziane bransoletki i proste narzędzia.

Jednak wszelkie próby, jakie podejmowali Portugalczycy, by samemu wydobywać złoto, spaliły na panewce. Nie znali odpowiednich technik, ponadto Ghańczycy wszelkie złoża traktowali jak miejsca święte i zakazywali obcym dostępu. Ale i tak w XVI w. ponad jedna trzecia światowej produkcji złota pochodziła z Ghany. Po Portugalczykach przyszli Holendrzy, po nich Brytyjczycy (nie obyło się bez rozlewu krwi). Ghanę nazwano Złotym Wybrzeżem. Kiedy w 1957 r. uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii, złoty kolor, symbolizujący bogactwo krainy, pojawił się na jej nowej fladze.

Prawdziwy boom na poszukiwanie złota zaczął się w latach 90. Rząd Ghany popełnił jednak błąd – kiedy zachodnie korporacje pchały się po licencje na wydobycie, zapomniano o lokalnych kopaczach, dorabiających na złocie niemal tak samo jak ich przodkowie. Nagle dowiedzieli się oni, że ich działalność jest nielegalna, że teraz licencje należą do brytyjskich, australijskich i kanadyjskich firm. Tysiące drobnych rolników wysiedlono, by zrobić miejsce na kopalnie. W 2006 r. koncesje zagranicznych korporacji obejmowały ponad 13 proc. powierzchni kraju.

Obecnie Ghana jest ósmym największym producentem złota na świecie (pierwsze miejsce zajmują Chiny, drugie Australia) – i pnie się w tych statystykach. Zagraniczne firmy wydobyły w Ghanie w 2010 r. 92 tony złota – mniej więcej tyle, ile ważą dwa samoloty Embraer 190 z pasażerami na pokładzie. I często samolotami właśnie bogactwa te wylatują z kraju.

Toksyczny metal

Kwami, jak większość Ghańczyków, nie nosi złotej obrączki. Są zbyt drogie. Na jego palcu lśni miedź – na to jeszcze ludzi stać. W języku Twi imię Kwami oznacza sobotę. Mieszkańcy królestwa Aszanti zwykle nazywają dzieci według dnia tygodnia, w którym się urodziły (stąd wiadomo, że Kofi Annan, sekretarz generalny ONZ w latach 1997–2006, przyszedł na świat w piątek – kofi). Kwami dorabia jako kierowca i (czasami) przewodnik. Samochód, którym kieruje, podskakuje teraz na wyboistej drodze z Kumasi do Obuasi. Po deszczach mieszkańcy okolic wylegają na jezdnie takie jak ta, gdyż ulewy wymywają z gleby drobinki złota, które łatwo na asfalcie zauważyć. Można powiedzieć – istna manna z nieba.

Kwami parkuje przy rozchybotanym szałasie nieopodal drogi. W wejściu piętrzą się kamienie. Pracujących tu ludzi praktycznie nie widać, tyle w powietrzu jest pyłu. To również nielegalna kopalnia złota, ale nieco inna od tej, w której pracują Issac i Hadji. Tu kilku mężczyzn w poszukiwaniu cennego minerału rozłupuje młotami kamienie na małe kawałki, które następnie mielą na pył. Ten pył jest potem mieszany z rtęcią i podgrzewany. Toksyczne opary unoszą się w powietrzu. Choć to i tak bezpieczniejsza metoda niż ta, którą stosują niektórzy oszczędni – podgrzewają oni mieszankę złota z rtęcią w domach podczas gotowania, nad kuchenką. Mniej opału idzie, tłumaczą. A na dodatek nikt nie widzi, ile ma się złota.

Jeden z mężczyzn, którego reszta nazywa Szefem, oferuje Kwamiemu niewielką grudkę złota. 100 nedi, mówi. To jakieś 185 zł. Na pytanie, skąd mają kamienie (w okolicy nie widać ani skał, ani podziemnych kopalni), wzrusza ramionami: – Z Obuasi, z AngloGold Ashanti. Innymi słowy – kradzione z kopalni międzynarodowej korporacji.

AngloGold Ashanti to trzeci największy producent złota na świecie, a kopalnia w Obuasi jest jedną z największych na Ziemi. Już w 1897 r. brytyjska firma Ashanti Goldfields Corporation wydobywała tu złoto, wydzierając je uncja po uncji z serca dżungli. Dziś pracuje tu ponad 5 tys. osób, a produkcja w 2012 r. ma przekroczyć 11 ton.

Obuasi nie jest uroczym miejscem – zakurzone, rozlane po okolicznych wzgórzach. Wyblakły billboard wita przybyłych w „Złotym mieście Obuasi”. Inne reklamują złotą biżuterię. Po obu stronach drogi do kopalni stoją schludne domki osób zatrudnionych na wyższych szczeblach AngloGold Ashanti – jest zielona trawa i kwiaty. Na ściśle chronionym terenie kopalni uwijają się pracownicy w pomarańczowych koszulkach. Na plecach mają napis: „Chroń środowisko, chroń przyszłość”.

W praktyce z tą ochroną środowiska nie jest dobrze. W 2010 r. rządowa Agencja Ochrony Środowiska Ghany dała kopalni w Obuasi czerwoną flagę – głównie za poważne ryzyko wywołane zatruwaniem środowiska toksycznymi substancjami. Na dziewięć z ocenianych przez agencję kopalni należących do różnych korporacji aż pięć dostało takie czerwone flagi, a dwie – pomarańczowe (co oznacza, że ich działalność jest niesatysfakcjonująca).

Jak trują wielkie kopalnie złota? Choćby wyciekami rtęci, cyjanitu, którego używa się do ekstrakcji złota ze skał, i innych toksycznych metali i chemikaliów, które znajdują się w ściekach, a nieoczyszczane często lądują prosto w ziemi. Badanie opublikowane w kwietniowym numerze pisma naukowego „Toxicological&Environmental Chemistry” wykazało, że ludzie zamieszkujący tereny, na których intensywnie wydobywa się złoto, mają 20-krotnie wyższe poziomy arszeniku, kadmu, ołowiu, rtęci i manganu we krwi niż mieszkańcy położonego na wybrzeżu miasta Cape Coast – gdzie kopalni nie ma.

Średnia koncentracja arszeniku we krwi 18 razy przewyższała normy wyznaczone przez Światową Organizację Zdrowia. Arszenik uszkadza system nerwowy, wywołuje choroby gastryczne, może też prowadzić do raka wątroby i płuc. Autorzy badania argumentują, że to właśnie picie skażonej arszenikiem wody powoduje, iż osoby mieszkające w pobliżu kopalń mają 20-krotnie wyższe ryzyko zapadnięcia na cukrzycę typu 2. A jakby tego było jeszcze mało, to 41 razy częściej chorują oni na choroby układu oddechowego.

O tym zaś, że ołów może dostać się do organizmu również przez postrzał w plecy, przekonał się 23-letni kopacz złota Kwame Eric, kiedy w sierpniu 2011 r. ochrona kopalni w Obuasi otworzyła ogień do ludzi pracujących w galamsey znajdującym się na terenie koncesji AngloGold Ashanti. Eric zmarł w szpitalu. Zbrojne konflikty pomiędzy drobnymi poszukiwaczami złota a wielkimi korporacjami nie należą do rzadkości.

Poszukiwacze i kupcy

W wejściu do podziemnych korytarzy kopalni Obuasi wyje wiatr. Nawet iść jest ciężko, tak silny jest prąd ciągnącego z głębin powietrza. Z każdym krokiem robi się coraz ciemniej, coraz bardziej duszno. Wkrótce otacza człowieka kompletna, gęsta czerń. Na niższych poziomach hałas w końcu ustępuje, można zacząć rozmawiać.

Nicolas przyjechał do Obuasi w poszukiwaniu roboty z okolic jeziora Wolta. W kopalni AngloGold Ashanti najpierw pracował jako górnik, a od czterech lat jest w administracji. Teraz z niecierpliwością czeka na dom służbowy – kolejka przed nim jest długa, ale ma nadzieję, że do końca roku mu się poszczęści. Cieszy się, że nie musi już harować pod ziemią. Zwłaszcza od kiedy nielegalni kopacze wdzierają się do środka, by kraść złoto. – Używają dłut, młotów, czego się da, a na ziemię wynoszą tylko wyjątkowe okazy – Nicolas kręci głową.

Najgorzej jest przed Bożym Narodzeniem, bo samozwańczy górnicy potrzebują pieniędzy na święta. – Ostatnio weszli na poziom szósty. Mieli maczety, broń. Zaatakowali naszych strażników, tak że trzech miało rany cięte głowy. To dlatego rząd przysłał do ochrony wojsko – teraz przed każdym wejściem do kopalni stoją żołnierze z karabinami, sprawdzają, kto wchodzi, przeszukują kieszenie i skanują specjalnym aparatem, czy nikt nie wynosi grudek cennego metalu. Choć ci, co mają wynieść, i tak to zrobią. Steve, którego wszyscy z powodu wysokiego wzrostu nazywają Taller, twierdzi, że robią to głównie inżynierowie z AngloGold Ashanti.

Steve jest jednym z ok. 700 licencjonowanych kupców złota. Oficjalnie praca Steve’a polega na tym, że przedziera się w głąb ghańskich dżungli od jednej legalnej maleńkiej kopalni do drugiej – i skupuje w imieniu rządu złoto. Bo w 1989 r. zezwolono na działalność małych kopalenek złota, nazywanych rzemieślniczymi, o ile wystąpią o licencję. Mało jednak zostało złotonośnej ziemi, którą można takim kopaczom przydzielić, a ponadto procedura uzyskania licencji jest długa i kosztowna.

W praktyce Steve skupuje złoto również od tych nielegalnych, bez licencji, które wciąż stanowią większość – a urobek sprzedać komuś muszą. – Rząd podbija pieczątkę na każdym złocie, jakie przyniesie licencjonowany kupiec. Nie pyta, skąd je wziął – przyznaje Steve.

Kiedy jest w buszu, cały czas sprawdza przez komórkę ceny metalu na rynkach. – Czasami w godzinę potrafią się znacznie zmienić. Steve widział w dżungli wiele. Przede wszystkim, jak ludzie potrafią (i często muszą) dla odrobiny złota ryzykować życie. – Niektórzy spędzają pod ziemią nawet i miesiąc. Kopią głęboko, nie zważając na to, że to się wszystko może w każdej chwili zawalić. I często się zawala. Albo podchodzi wodą i wszyscy się topią.

Dr Gavin Hilson z University of Reading w Wielkiej Brytanii, ekspert od rzemieślniczych kopalni złota w Ghanie, wylicza, że każdego miesiąca w nielegalnych galamsey ginie lub ulega wypadkom kilkaset osób. – Większość takich wypadków nigdzie nie jest raportowana, a statystyki rządowe są znacznie zaniżone – mówi.

Zwraca przy tym uwagę, że kopacze z galamsey często wpadają w coś, co nazywa pułapką biedy. – Co robisz, jeśli jesteś zdesperowany, żeby wykarmić rodzinę? Postanawiasz szukać złota. Ale by to robić, potrzebujesz choćby łopaty, nieco innego sprzętu, kilku pomocników do oczyszczenia złota, no i rtęci, którą możesz kupić od licencjonowanych kupców złota. Jak nie masz pieniędzy, taki kupiec może ci rtęć zasponsorować, ale w zamian będziesz musiał sprzedawać mu złoto po znacznie zaniżonych cenach. Z czasem musisz pracować coraz ciężej i ciężej, aby spłacić dług. Z takiej pułapki ciężko się wydostać.

Rząd Ghany raz po raz zapowiada rozwiązanie problemu nielegalnych kopalni. Zwykle próbuje to zrobić, ogłaszając, że poszukiwacze z galamsey są przestępcami. Kampanie edukacyjne, które mają ludziom choćby uświadamiać zagrożenia dla zdrowia, jakie niesie używanie rtęci, są zwykle ograniczone tylko do pracowników legalnych kopalni. – Prawda jest taka, że ludzie w Ghanie nigdy nie przestaną szukać złota – uważa Steve.

Polityka 31.2012 (2869) z dnia 01.08.2012; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Biedne Złote Wybrzeże"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Rozmowa z lesbijkami, szczęśliwymi małżonkami

Gdy słyszę, że ktoś krzyczy za mną lesba, wzruszam ramionami i idę dalej. A nawet gdybym miała zareagować, powiedziałabym: tak, lesba, i co z tego? – rozmowa z Małgorzatą Rawińską i Ewą Tomaszewicz.

Joanna Cieśla
12.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną