Świat

Wtopa

MSZ znów ujawnia dane białoruskich opozycjonistów

Ministerstwo spraw zagranicznych zaliczyło kolejną wpadkę z ujawnieniem danych białoruskich opozycjonistów. Wcześniej zarzekało się, że taka sytuacja już się nie powtórzy.

Nawet jeżeli zawinił jeden ministerialny urzędnik, nawet jeśli został natychmiast i dotkliwie ukarany, nie zmienia to faktu, że odium spada na cały urząd, Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Tego co się wydarzyło nie można nazwać brakiem wyobraźni. Najpierw służby finansowe ujawniły informacje, które zaprowadziły czołowego opozycjonistę Białorusi, Alesia Bialackiego pod sąd, a następnie prosto do kolonii karnej, gdzie odsiaduje wyrok za uchybienia podatkowe jakich się rzekomo dopuścił.

Mówiło się o tym i pisało, oburzali się politycy, zapewniali, że taka rzecz się nie powtórzy. Ale minęło kilka miesięcy i powtórzyła się, jak najbardziej. Polskie MSZ wysłało działaczom opozycji białoruskiej, na ich prywatne adresy PITy: łatwo sprawdzić, kto ile zarobił i kiedy do Polski przyjeżdżał. Nie chodzi o wielkie pieniądze, jakieś 500 zł diety za udział w konferencji organizowanej w związku z polską prezydencją. Ale część opozycjonistów białoruskich jest objętych zakazem opuszczania kraju i przyjeżdżają do Polski używając rozmaitych sztuczek. Jest więc dowód, że kraj opuszczali. A teraz się okazuje, że dane dotyczące pomocu rozwojowej, szczegółowe informacje o pieniądzach przekazanych białoruskiej i ukraińskiej opozycji zawisły w Internecie.

W przypadku PIT-ów urzędnicy MSZ tłumaczą, że musieli je wysłać, a odbiorcy sami podali swoje adresy, choć mogli podać adresy pełnomocników, prawdziwych lub nie. W tym ostatnim – że dane są jawne i ustawa zobowiązuje do ich podania. Bo nie przewidziała sytuacji trudnej, jak z Białorusią choćby. Że organizacje pozarządowe aplikują o pomoc jawnie, odbywają się konkursy na zgłoszone programy, czyli wszystko lege artis. Że na żądanie MSZ ma obowiązek udostępnić wszystkie te dane.

Ale oprócz tych wszystkich biurokratycznych przepisów, księżycowego prawa, obowiązuje zdrowy rozsądek i odrobina wyobraźni. W MSZ pracują chyba ludzie od których można tego wymagać. Bo inaczej ośmieszają nasz kraj, naszą politykę i pozycję w Europie – znawcy Wschodu , o czym tak chętnie mówimy. MSZ zamiast poważnego urzędu pokazuje się jak sztubak z zerówki.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną