Końcówka amerykańskiego wyścigu

Kto zmienia zdanie?
Cyklon Sandy (90 ofiar śmiertelnych, kilkanaście miliardów dolarów strat) spowodował przerwę w amerykańskiej kampanii wyborczej: prezydent Barack Obama słusznie uznał, że jako szef egzekutywy musi zostać w Waszyngtonie i skoncentrować na bieżących sprawach kraju, a nie na organizowaniu własnego zwycięstwa.

Taką postawę Amerykanie aprobują. Ale pytani jak nieszczęście wpłynie na wynik głosowania odpowiadają: nie wiadomo. Jedni mogą liczyć, że demokratów - bardziej skłonnych do pomocy poszkodowanym - trzeba tym bardziej wesprzeć. Drudzy, że teraz właśnie ma się zademonstrować republikański duch polegania na sobie, a nie na rządzie.

Zamiast Obamy na wielu wiecach pojawił się ciągle lubiany Bill Clinton, co było naturalnym wsparciem Partii Demokratycznej. Dlaczego zamiast Romneya nie pojawił się George Bush?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną