Kruche zwycięstwo Obamy

Teraz piknik pod wiszącą skałą
Tuż przed 7 rano naszego czasu gubernator Mitt Romney pogratulował zwycięstwa Barackowi Obamie. Barack Obama wygrał wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Ale od razu powiedzmy – rywalizacja wyborcza była jedną z najzaciętszych w historii kraju, a różnice w liczbie głosów wyborców (nie samych głosów elektorskich) oddanych na Obamę i Romneya jest bardzo niewielka.

Romney w krótkim przemówieniu – jak na duchownego i dawnego misjonarza przystało – wezwał Amerykanów do jedności, a nawet do modlitwy za przywódcę kraju. Trzeba widzieć ludzi najpierw, a politykę potem – apelował. Ale wszyscy obserwatorzy zgadzają się, że kraj jest wyjątkowo podzielony, mówi się ciągle o „dwóch Amerykach” pokłóconych i niechętnych sobie.

Gospodarka była głównym terenem batalii. Chociaż gubernator Romney trąbił do znudzenia, że – jako przedsiębiorca – lepiej się na niej zna, to ciekawe, że na kilka dni przed wyborami, zarówno tygodnik „The Economist” jak i dziennik „Financial Times” (pierwszy otwarcie, a drugi w dorozumiany sposób) uznały, że jednak Obama poprowadzi lepiej USA na tym froncie. Oczywiście miliony wyborców nie czytają przecież tych tytułów, jednak wyczuwało się, że Romney wcale nie jest tak popierany przez wielki business, jak by się mogło wydawać.

Głównym terminem języka politycznego, którego trzeba się nauczyć jest „fiscal cliff” – stroma, pionowa ściana fiskalna. Tak dziś Amerykanie nazywają trudności budżetowe w sytuacji ogromnego długu państwa. Co gorsza, obie partie – skrajnie skłócone co do sposobu rozwiązania sytuacji – nie były dotąd skłonne do współpracy w Kongresie i niewiele wskazuje na to, by Republikanie chcieli Obamie pomagać w gospodarce. Jaśniejszym punktem są nieco lepsze wskaźniki wzrostu, choć – jak na Amerykę – bezrobocie ciągle stanowi ogromny problem.

Trudne czasy czekają partię republikańską. Nie miała ona najlepszego kandydata, czego najlepszym dowodem jest przegrana w warunkach poważnego kryzysu gospodarczego i narzekań na trudności. Republikanie muszą poszukać bardziej przekonującego polityka. Wczoraj mówiło się nawet o ponownym wystawieniu Johna McCaina, który 4 lata temu stawiał czoło Obamie. Zwłaszcza powinni pozyskać sympatie Latynosów i elektoratu kobiecego. W USA obie te grupy wyborców mocno wsparły Obamę.

W polityce zagranicznej nie dojdzie do większych zmian. Z punktu widzenia Europy, która była sercem za Obamą – to dobrze. Lepiej mieć prezydenta, którego się ceni, niż takiego, który Europę i jej wartości otwarcie wyśmiewa. Ale i Europę czeka ciężki czas, który wspólnie trzeba przezwyciężyć.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj