Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Refleksyjna noc

Walka na szczycie UE

Miało być bardzo ciężko i jest. Stosunkowo niewielkie korekty, przedstawione przez przewodniczącego Rady Europejskiej, nie zadowoliły najbardziej jastrzębich płatników netto. Mało kto liczy na sukces negocjacji.

Tym razem nie było nocnego maratonu targów o pieniądze, bo po północy rozmowy zostały przerwane. Dzięki temu szefowie państw i rządów mogą się trochę wyspać, a trzeźwy umysł bardzo by się niektórym przydał. Przywódcy Francji i Niemiec ten szczyt już w zasadzie pogrzebali, jasno deklarując, że na żadne porozumienie nie liczą. Angela Merkel wprost mówi o drugiej rundzie i ostrzega, iż droga do celu jest jeszcze bardzo daleka.

Polska oficjalnie nadziei wciąż nie straciła, ale i my nie możemy się łudzić. O ile obecna propozycja Hermana van Rompuy’a jest dla nas do przyjęcia, choć zachwytu nie wzbudza, to wciąż nie przekonuje ona Brytyjczyków. A przedstawione przez nich żądania cięć dla Polski byłyby wizerunkową i finansową porażką; są zresztą absurdalne także dla wielu innych państw.

David Cameron wyciąga z rękawa populistycznego asa i chce przeforsować cięcia w wydatkach na administrację, psując nastroje eurokratów. Mieliby oni pracować do 68. roku życia i stracić część przywilejów. W obronie urzędników staje Francja – zapewne nieprzypadkowo, bo to właśnie Francuzi są wyjątkowo licznie reprezentowani w unijnej administracji. Jeśli negocjatorzy muszą zajmować się tak marginalnymi z punktu widzenia całości budżetu problemami, nic dziwnego, że kompromis jest prawie niemożliwy.

Jeśli szczyt zakończy się bez porozumienia, będzie to oczywiście gorzka lekcja małostkowości europejskich liderów, ale jeszcze nie kompletna katastrofa. Cała nadzieja wówczas w kolejnym spotkaniu szefów państw i rządów po Nowym Roku. Może wtedy zdążą już ochłonąć po listopadowych emocjach, które w tej chwili wielu uniemożliwiają racjonalne myślenie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną