Świat

Powrót przyszłości

Jak przepowiadać, żeby się sprawdziło

Nie można przewidzieć dokładnie przyszłości, można jednak zaproponować jej alternatywne wizje i w oparciu o nie zaplanować działania. Nie można przewidzieć dokładnie przyszłości, można jednak zaproponować jej alternatywne wizje i w oparciu o nie zaplanować działania. Allan Swart / PantherMedia
Koniec świata odwołany. Nie spełniła się najbardziej apokaliptyczna przepowiednia na 2012 r., podobnie jak nie sprawdziło się wiele mniej radykalnych prognoz. Mimo tych niepowodzeń człowiek nieustannie próbuje zaglądać w przyszłość. Z jakim skutkiem?
Prognozowanie, czyli próba dokładnego przewidzenia co się wydarzy, nie jest aż tak ważne, to tylko bardzo niewielki fragment zarządzania przyszłością.Matthias Kulka/Corbis Prognozowanie, czyli próba dokładnego przewidzenia co się wydarzy, nie jest aż tak ważne, to tylko bardzo niewielki fragment zarządzania przyszłością.

Artykuł w wersji audio

Zapowiadający się jako szalony rok 2012 nie był wcale taki nieprzewidywalny, jak by wynikało z popularnej tezy, że żyjemy w szczególnie ciekawych czasach. Kto na początku roku obstawił, że prezydentem Rosji zostanie Władimir Putin, nie miał wielkiej szansy popełnić błędu. Nieco więcej emocji dostarczyła kampania w Stanach Zjednoczonych. Nie wszystkim – Nate Silver, miłośnik internetowego hazardu i ekspert w dziedzinie analizy statystycznej oraz prognozowania przewidział nie tylko zwycięstwo Baracka Obamy, lecz także wyniki cząstkowe we wszystkich stanach. Przypadek? Nie, przekonuje Silver w książce „The Signal and the Noise” (Sygnał i szum), gdzie odsłania kulisy swego prognostycznego kunsztu. Czytelnicy POLITYKI okazali się jednak równie przenikliwi jak Silver – aż 72 proc. wskazań w konkursie „Zostań prorokiem”, ogłoszonym w styczniu 2012 r., padło na Baracka Obamę; na Putina jako zwycięzcę wskazało 93 proc.

Niewiele też ryzykowali ci, co postawili na François Hollande’a we Francji. Rozwój sytuacji w Egipcie także nie powinien zaskakiwać – wzrost znaczenia politycznego Bractwa Muzułmańskiego, mimo że najmniej bezpośrednio angażowało się w rewolucję przed dwoma laty, znawcy regionu przewidywali wiele miesięcy temu. A sama Arabska Wiosna była zaskoczeniem jedynie dla tych, co sięgali po złe prognozy. Bo nie brakowało analiz zapowiadających nieuchronność wybuchu, nie pasowały one jednak do kulturowych stereotypów i politycznych oczekiwań na Zachodzie.

Zgodnie z przewidywaniami nic przełomowego nie wydarzyło się podczas wielkiej konferencji ONZ Rio+20, poświęconej „zrównoważonemu rozwojowi Ziemi” w perspektywie następnych 20 lat; podobnie zresztą jak pół roku później podczas Szczytu Klimatycznego w Dausze, gdzie także pokłócono się o rzetelność prognoz klimatycznych.

Przypadkowość świata

W kraju martwić musi (opozycję), że nie sprawdziły się zapowiedzi nadejścia kryzysu, co jednak oznacza, że nieźle spełniły się prognozy makroekonomiczne, jakimi posługiwał się rząd. Choć zieleń na polskiej wyspie nieco wyblakła, ciągle jednak daleko do recesji. Najtrudniej chyba było przewidzieć, że 2013 r. rozpocznie się z niższymi cenami gazu. Niestety, zaczyna się natomiast realizować prognoza, że wydatki na mistrzostwa Euro 2012, głównie na niepotrzebne teraz nikomu stadiony, staną się źródłem problemów dla miast gospodarzy rozgrywek.

Na pewno zaskakujące, zwłaszcza dla rządu, były protesty uliczne przeciwko porozumieniu ACTA, najbardziej oryginalne wydarzenie społeczno-polityczne ubiegłego roku. Ale też i w tej sprawie wcześniej alarmowały różne organizacje pozarządowe.

Skąd więc przekonanie, że dzisiejsze czasy są wyjątkowe, dynamiczne i tym samym życie staje się bardziej niepewne i nieprzewidywalne niż dwie lub trzy dekady wstecz? „Naruszone są same podstawy cywilizacji współczesnej we wszystkich jej kształtach ustrojowych, ponieważ coraz trudniej pomyśleć przyszłość zarazem osiągalną i pożądaną”. To słowa znakomitego polskiego historyka i filozofa, prof. Krzysztofa Pomiana. Tyle tylko, że uczony ogłosił je w 1980 r. pod znamiennym tytułem „Kryzys przyszłości”.

 

Od tamtego czasu wiele katastroficznych prognoz nie spełniło się, a też większość ekspertów nie przewidziało pozytywnych wydarzeń i procesów, które rzeczywiście zmieniły świat; takich jak upadek komunizmu w 1989 r. i Związku Radzieckiego w 1991 r., rozwój Internetu i telefonii komórkowej. Jeszcze na początku lat 80. XX w., kiedy Krzysztof Pomian ogłaszał „kryzys przyszłości”, przewidywano, że w 2000 r. tylko około miliona osób na całym świecie będzie gotowych korzystać z usług telefonii mobilnej. Rzeczywista liczba abonentów zbliżyła się do miliarda. Później, już w XXI w. eksperci nie przewidzieli tempa, z jakim telefony komórkowe podbiją społeczeństwa krajów rozwijających się. Wydawało się, że biedni mieszkańcy Bangladeszu, Somalii lub Kenii mają inne, pilniejsze potrzeby niż nowe elektroniczne gadżety. Po dekadzie liczba użytkowników komórek wzrosła do 6 mld i są czymś tak oczywistym, że trudno sobie wyobrazić świat bez nich. Ta pomyłka w dużej mierze wynikała z błędnej wiedzy na temat ludzkich potrzeb. Mieszkańcy Bangladeszu gotowi są ograniczyć i tak skromną konsumpcję jedzenia, byle sfinansować możliwość korzystania z komórki. Fanaberia? Nie, bowiem komórka umożliwia zaspokojenie innej, nie mniej podstawowej potrzeby autonomii, która rośnie dzięki dostępowi do informacji i komunikacji.

Rozwój telefonii komórkowej doskonale ilustruje, że prognozowanie może być jednocześnie niezwykle trudne i banalnie proste. A za wszystko winę ponosi przypadkowość świata. Czym jest przypadek? Czy nieoczekiwane wydarzenia zaskakują, bo były w sposób fundamentalny nie do przewidzenia, czy też dlatego, że eksperci nie dysponowali wystarczającą wiedzą? Jak wyjaśnia prof. Michał Heller w swej najnowszej książce „Filozofia przypadku” filozofowie, teologowie i uczeni setki lat szukali odpowiedzi na to pytanie. Od niej bowiem zależała o wiele ważniejsza kwestia: czy świat w ogóle jest racjonalny, a więc i przewidywalny, czy też kieruje nim kapryśny tyran objawiający się w przypadkowych wydarzeniach?

Dziś już wiemy, że nie ma sprzeczności między racjonalnością a przypadkowością. Nauczyliśmy się rachunku prawdopodobieństwa i kalkulacji ryzyka.

Największy jednak problem polega na słabej zdolności wykorzystywania dobrych prognoz lub wyceny ryzyka. Wspomniany Nate Silver pisze w swej książce, że nikt nie miał prawa być zaskoczony wybuchem kryzysu finansowego w 2008 r., poprzedzonego rok wcześniej amerykańskim kryzysem na rynku kredytów hipotecznych. Świadomość nadchodzącej katastrofy, mimo licznych ostrzeżeń autorstwa poważnych ekonomistów, nie miała jednak wpływu ani na decyzje polityków, ani też zarządy wielu instytucji finansowych.

Wyjaśnienie tak masowego przejawu zaprzeczania rzeczywistości wymaga odwołań zarówno do psychologii, logiki życia politycznego, jak i statystyki. Człowiek słabo radzi sobie z niezwykle rzadkimi zdarzeniami, kształtowany przekonaniem, że życiem rządzi statystyka rozkładu normalnego – zgodnie z nią można np. spodziewać się, że na ulicach przeważnie spotka się osoby o wzroście oscylującym wokół 175 cm, a kontakt z ponaddwumetrowym gigantem jest rzadkością.

 

Nassim Nicholas Taleb w książce „The Black Swan” (Czarny łabędź) tłumaczy, że codzienny kontakt z „normalnością” pozbawia ludzi zdolności myślenia o wydarzeniach niezwykle rzadkich, które jednak okazują się brzemienne w skutkach. Jako przykład podaje los indyka, którego przez wiele miesięcy karmią troskliwi gospodarze. Indyk na podstawie powtarzającego się rytuału karmienia wyrabia sobie coraz silniejsze przekonanie, że taki już jest świat. Aż nadchodzi Dzień Dziękczynienia, kiedy miliony amerykańskich indyków zaskakuje niezwykle rzadkie zdarzenie – pierwszy i ostatni kontakt z tasakiem.

Wielu polityków, inwestorów, szefów firm, zwykłych ludzi zachowuje się jak indyk z opowieści Taleba, nie przyjmując do wiadomości abstrakcyjnych rachunków ekspertów. Tymczasem wydarzenia takie jak kryzysy finansowe, choć bardzo rzadkie, i tak zdarzają się częściej, niżby wynikało ze statystyki „normalności”. Mimo to za każdym razem wydajemy się zaskoczeni. Ku uciesze ludzi takich jak Silver i Taleb, którzy na „indyczej” mentalności ludzi zbijają fortuny, obstawiając rzadkie zdarzenia.

Planowanie scenariuszy

Czy można więc przewidywać przyszłość, czy potrafimy to dziś robić lepiej niż w przeszłości? Listy nietrafionych prognoz są długie. Podobnie zresztą, jak katalog dobrych przepowiedni, których jednak nikt nie uwzględnił. W istocie jednak samo prognozowanie, czyli próba dokładnego przewidzenia co się wydarzy, nie jest aż tak ważne, to tylko bardzo niewielki fragment zarządzania przyszłością.

Pojęcie to jawi się jako wewnętrznie sprzeczne: jak można zarządzać czymś, czego jeszcze nie ma? Każdy jednak robi to na swój sposób. Najprościej, przekazując zarząd sile wyższej – Bogu, Opatrzności. Kiedy już jednak w grę wchodzi np. zaciągnięcie kredytu, zaczyna się kalkulacja, kiedy obie strony – pożyczkobiorca i pożyczkodawca – muszą wybiec w przyszłość i oszacować, czy kasa wróci do właściciela, i to z odpowiednim zarobkiem. Nie sposób w takiej sytuacji mówić o pewności, można natomiast posługiwać się kategorią ryzyka. Odpowiednio do tej kalkulacji szyta jest oferta – im ryzyko większe, tym większy koszt kredytu. To jest właśnie praktyczne zarządzanie przyszłością.

Mimo rosnącej złożoności świata coraz lepiej potrafimy szacować ryzyko i oddzielać go od niepewności. Tyle tylko, że oprócz prognozowania i kalkulacji ryzyka na stole pojawiają się już inne techniki – najciekawsza to planowanie scenariuszy. Owszem, nie można przewidzieć dokładnie przyszłości, można jednak zaproponować jej alternatywne wizje i w oparciu o nie zaplanować działania. Metodę scenariuszy po raz pierwszy w praktyce korporacyjnej wykorzystał koncern Shell, dzięki czemu jako wyjątek w branży był przygotowany do kryzysu naftowego w 1973 r.

To prawda, że świat się zmienia, lecz większość megatrendów jest doskonale widoczna, przynajmniej na tyle, by można było budować wyraźne scenariusze. Paradoksalnie, świat polityki pozostaje najbardziej przewidywalnym elementem globalnego systemu – politycy, choć w telewizji starają się udowodnić, że z rozumem nie mają wiele wspólnego, w pracy zachowują się inaczej, posługując się dość prostą racjonalnością. Wynika ona z gry mierzalnych interesów. To właśnie dlatego, znając te interesy, można przewidzieć choćby wynik takich przedsięwzięć, jak negocjacje dyplomatyczne na szczycie.

Oczywiście zawsze może zaskoczyć nieprzewidywalny przypadek. Taka już jest natura rzeczywistości. Historia ludzkości pokazuje jednak, że do najbardziej zaskakujących konsekwencji prowadzi głupota. Głupota polegająca na niezdolności lub niechęci do traktowania przyszłości w sposób poważny, jako zasobu, którym można racjonalnie zarządzać, a nie fatum, któremu trzeba się z lękiem poddawać.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Dlaczego książki dla młodzieży już nie uczą i nie wychowują

Ukazanie się „Księgi dla starych urwisów”, książki Krzysztofa Vargi o twórczości Edmunda Niziurskiego, to dobry powód, by zapytać, dlaczego nie ma już miejsca na literacki dydaktyzm.

Mirosław Pęczak
20.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną