Świat

Nieposłuszny obywatel USA

Poszukiwacze pozytywnej alternatywy konsumpcjonizmu

Phinneus Sonin i Ren Walden z The New World Manifesto. Phinneus Sonin i Ren Walden z The New World Manifesto. Natalia Gańko-Laska / Polityka
Mówią: konsumpcjonizm stał się religią większości Amerykanów, my chcemy odzyskać wolność od własnej chciwości. Uciekinierzy z amerykańskiego stylu życia.
Dom Jean Wilson w tzw. Cop free zone w Detroit. W tej dzielnicy można się nauczyć od sąsiadów alternatywnego stylu życia.Natalia Gańko-Laska/Polityka Dom Jean Wilson w tzw. Cop free zone w Detroit. W tej dzielnicy można się nauczyć od sąsiadów alternatywnego stylu życia.
Wilie Stecklow, prawnik z Nowego Jorku, zrezygnował z pracy dla korporacji. Broni aktywistów przed systemem.Natalia Gańko-Laska/Polityka Wilie Stecklow, prawnik z Nowego Jorku, zrezygnował z pracy dla korporacji. Broni aktywistów przed systemem.

Ekipa The New World Manifesto to szóstka społecznie zaangażowanych dziennikarzy. Mają kamery, laptopy, sprzęt do rejestracji dźwięku. Na swojej stronie internetowej zamieszczają krótkie filmy dokumentalne, które „łapią zeitgeist”. Obraz końca epoki powszechnego zadowolenia z amerykańskiego life style.

W Nowym Jorku chcieli rozmawiać o realnej wartości pieniądza z Williamem Dudleyem, szefem tamtejszego Federalnego Banku Rezerw. Nie wyszło. W Cleveland, Ohio, przeprowadzili wywiad z Ivanem Stangiem, założycielem The Church of SubGenius, kościoła, który jest parodią religii. Spędzili popołudnie z farmerami z Pensylwanii, walczącymi za pomocą pikiet z firmą wydobywającą gaz łupkowy.

Załoga TNWM przez 40 dni i 40 nocy przemieszcza się 22-letnim szkolnym autobusem, napędzanym olejem roślinnym (galon na 9 mil).

– W Teksasie to nielegalne. W innych stanach przymykają oko, kiedy odwiedzamy zaplecza restauracji i pytamy o olej po smażonych hamburgerach i frytkach. Mamy kanistry i minipompę. Olej dostajemy za darmo. Ale czasami po prostu tankujemy, nie pytamy, bo załoga kuchni pracuje na czarno i nie chce brać udziału w czymkolwiek z pogranicza prawa.

Średnia wieku zespołu TNWM to 24 lata. Zasada: nie pracujemy dla korporacji. Raeychel Severance, 26 lat, graficzka komputerowa, fotograficzka; po skończeniu Art Institute w San Francisco uznała, że nie chce się jej zarabiać kasy; mieszka w Burlington, Vermont, w minibusie zaparkowanym przed domem należącym do komuny artystów, płacących symboliczny czynsz.

Ren Walden, 26 lat, pochodzi z Nowego Jorku, prowadzi własną kampanię przywrócenia Amerykanom kultury gotowania w domu. Preferuje slow cooking, namiętnie marynuje; jest aktywistką ruchu Earth Liberation Front, odpowiedzialnego za 200 aktów ekoterroryzmu (m.in. podpalenia budynków Monsanto, międzynarodowej korporacji rolno-biochemicznej).

Miałam 19 lat, kiedy zostałam aresztowana na podstawie zeznań agentki FBI, która przeniknęła do naszej organizacji. To był czas, gdy Bush podpisał Patriot Act (ustawę uchwaloną po zamachu na WTC, krytykowaną za ograniczanie wolności – przyp. red.). Nie trzeba popełnić przestępstwa, żeby zostać bezterminowo zatrzymanym. Dostałam sześć miesięcy domowego aresztu (z prawem wykonywania pracy w restauracji) i dwa lata w zawieszeniu na pięć lat. Rodzice zagwarantowali pół miliona dolarów depozytu za moją wolność.

Członkowie The New World Manifesto nie wstydzą się manifestowania skromnego budżetu. Kuchnia w autobusie pobrzękuje garami, patelniami, słoikami marynowanych ogórków, marchewek i cebuli (świeże warzywa to dary od rolników). Pod nitowanym sufitem autobusu wiszą girlandy czosnku, siatki ziemniaków. Załoga TNWM uprawia freeganism – grzebanie w śmietnikach na zapleczu ekskluzywnych restauracji dostarcza nie tylko ingrediencji na obiad, ale też satysfakcji z walki z marnotrawstwem.

– Konsumpcjonizm stał się religią większości Amerykanów. Szukamy pozytywnej alternatywy, ludzi, którzy wiedzą, co zmienić, żeby odzyskać wolność od własnej chciwości.

Dom bez ojczyzny

Jean Wilson, czterdziestolatka z Detroit, odnawia biura instytucji (pewnego razu malowała ściany w stanowym więzieniu dla kobiet). W latach 80. kupiła elegancką willę w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy miasta, zwanej Cop free zone. Policja bała się wjeżdżać na ulice zamieszkane przez dilerów narkotyków, złodziei i homoseksualną bohemę, zapadającą na HIV. Kończył się czas prosperity Motor City, kuźni fordyzmu – modelu industrialnego społeczeństwa, produkującego samochody do kupienia na kredyt.

– Od kiedy z Detroit uciekła większość białej populacji, okazało się, że Ameryka, wciąż rasistowska, ma nasze miasto w dupie. Nikt nie chce pomóc Detroit, to miasto bez ojczyzny.

Jean mówi, że zdecydowała się zostać z dwóch powodów: jej piękny dom jest nic niewart, jej sąsiedztwo to szkoła alternatywnego życia: – Czarni stoją plecami do systemu, nie boją się go. Uczę się od nich. Jean od sąsiadów nauczyła się nie dzwonić pod 911. Telefon alarmowy uruchamia reakcję łańcuchową. Pod domem parkuje straż pożarna, policja i pogotowie. Fakt wezwania 911 zwalnia służby z konieczności posiadania nakazu sądowego do przeszukania domu i upokorzenia mieszkańców. Wystarczy, że mieszkasz w złej dzielnicy – jesteś podejrzany. Jean nauczyła się też korzystać z Bridge Card – karty kredytowej z opieki społecznej na zakupy za 200 dol. miesięcznie.

Jak większość jej sąsiadów nie jest ubezpieczona, bo ma złe doświadczenia z publiczną opieką medyczną, leczy się sama (zioła, gotowana żywność), dentystę zastępuje pastą do zębów domowej roboty (zmielone skorupy kurzych i kaczych jaj).

Ludzie w przydomowych ogródkach w Detroit uprawiają teraz warzywa. Mamy już hodowców kur i kóz w centrum miasta. Rośnie poczucie solidarności. Radzilibyśmy sobie świetnie, gdyby nie rekiny z banków – wyrzucają ludzi z domów.

Jean ze znajomymi przygotowała broszurę na okazje eksmisji. Można ją dostać bezpłatnie w zamian za rozpowszechnianie wśród zagrożonych eksmisją albo „wręczenie nieznajomemu, który prosi o pracę, żeby zarobić na nocleg w tanim hotelu”.

Z rozdziału „Wybierając nowy dom”: „Zanim zdecydujesz się na miejsce, weź pod uwagę, czy pasuje do twojego stylu życia. Wolisz ciszę czy rodziny z dziećmi. Rozejrzyj się. Spędź tam trochę czasu, porozmawiaj z ludźmi. Być może będą zadowoleni, że do pustego domu ktoś się wprowadza. Notuj nazwiska, staraj się być pomocny. Dopytaj się, czy ekswłaściciele domu nadal mają do niego tytuł prawny. Czy dom był zadłużony. Kiedy wyprowadzili się gospodarze. Dlaczego. Sprawdź plany dla okolicy, czy nie interesuje się nią jakiś deweloper. Sprawdź, czy dom nie jest przeznaczony do rozbiórki (władze Detroit wydają miliony dolarów na wyburzanie pustych domów i koszenie trawników, które wyrastają w ich miejsce). Czasami dom jest pusty, bo nikt go już nie chce. Może właściciele nie żyją, a spadkobiercy nie są zainteresowani. Zarejestruj swój samochód pod nowym adresem. Napisz do siebie list i wyślij go na ten adres, zamontuj skrzynkę, idź do Municipal Center, do departamentu podatków od nieruchomości. Następny krok: pokój 120 – sprawdź stan płatności podatków. Jeśli możesz, zacznij je płacić – dowód zapłaty to pierwszy formalny krok, że rozpocząłeś proces nabywania własności. Jeśli płacisz podatki, utrzymujesz dom w dobrym stanie, masz rachunki na każdy wydatek, po 15 latach dom stanie się twoją własnością. W  tym czasie zadbaj o wygląd podwórka, o ogródek. Sąsiedzi to docenią. Nikt nie doniesie na policję, jeśli będzie zadowolony z twojej obecności.

Jeśli nie wiesz, gdzie jest zawór główny, zadzwoń po pogotowie, powiedz im, że sąsiada nie ma w domu i słyszysz cieknącą wodę. Dowiesz się, gdzie jest zawór, i sam go sobie odkręcisz. W Detroit przetrwają ci, którzy nie dadzą sobie wmówić, że biedni są głupi”.

Farma bez klozetu

– Rok temu wynieśliśmy się z dziewczyną z Chicago, żeby zacząć alternatywne życie na farmie – mówi Daniel Hinter, 22 lata. – Stać nas na zmianę stylu życia tylko dzięki temu, że rodzice byli w stanie opłacić nasze studia. Skończyliśmy college bez długu. Nie staliśmy się niewolnikami kredytu. Większość Amerykanów wychodzi z budynku szkoły z kilkoma tysiącami dolarów na minusie. Mechanizm jest prosty: pracujesz, żeby spłacić szkołę, potem bierzesz kredyt na dom, kredyt na samochód. Jesteś tyle wart, ile twój kredyt.

Easton, stan Pensylwania, drewniany domek, który w Europie widywany jest przy podmiejskich ogródkach działkowych. Sad i warzywniak zarabiają na siebie dzięki 40 okolicznym gospodarstwom, które wykupiły karnet na całoroczne zaopatrzenie w świeże produkty. Za domem stoi ogromny kompostownik.

Jest nielegalny, tak samo jak nasza ekotoaleta – Daniel z dumą pokazuje małą łazienkę, z której klozet został usunięty. – Wzorowaliśmy się na podręczniku Joe Jencks, słynnej aktywistki ekolog. Jesteśmy niezależni, ekologiczni, nie potrzebujemy rur kanalizacyjnych, opłat za szambo. To tylko dwa białe wiadra (każde o pojemności pięciu galonów). Na jednym zamontowana jest deska klozetowa. W drugim znajduje się kompost, nabieramy go w garść i posypujemy w momencie, w którym inni spuszczają wodę.

Daniel narzeka, że obok jego posesji jest klub golfowy. Do pielęgnacji perfekcyjnych trawników używają tam zabójczej chemii, która przedostaje się głęboko do gleby. – Skoro oni działają legalnie, nie pytam już, co legalne, a co nie, w naszej farmie. Po prostu robię, co uważam za słuszne. Wlepią nam mandat – trudno.

Aktywiści Free State New Hampshire stawiają na samowystarczalne communities. Renoma rewolucjonistów pozwala im zarabiać na sprzedaży folderów i czarnych T-shirtów z antyrządowymi hasłami. Mieszkają w pastelowym domku z wielką werandą, na której odbywają się debaty polityczne. Jedna lodówka, jeden ręcznik, jedna gitara. Hasło domowej sieci internetowej: peacebewithyou – pokój z tobą.

„Nienawidzimy agresji wobec naszych pokojowych akcji. Gliniarze potrafią nas zgarnąć, kiedy w sklepach monopolowych śpiewamy o legalizacji marihuany, wytykając hipokryzję rządu handlującego legalnie alkoholem zatruwającym miliony ludzi. Nie płacimy podatku gruntowego (to jedyny podatek w New Humpshire), nie chcemy finansowania brudnych amerykańskich wojen na Bliskim Wschodzie. Chcemy autonomii dla naszego stanu. Nawołujemy ludzi, żeby wprowadzili się tutaj; potrzebujemy 20 tys. aktywnych obywateli gotowych żyć w myśl hasła live free or die – żyj wolny albo umieraj. Amerykański system ekonomiczno-społeczny, zwany demokracją i wolnym rynkiem, to tylko przykrywka dla stosowania przemocy. Ich jedyną odpowiedzią na naszą działalność jest więzienie”.

ABC aktywisty

Obroną aktywistów przed systemem zajmuje się Wilie Stecklow, prawnik z Nowego Jorku, który zrezygnował z pracy dla korporacji: – To walka Dawida z Goliatem, ale nie mamy innego wyjścia, musimy się bronić przed symptomami państwa policyjnego.

Wśród alternatywnych aktywistów krąży broszura: „ABC bezpiecznego aktywizmu uprawianego przez demonstrantów, organizatorów związków zawodowych, rewolucjonistów i nieposłusznych obywateli”. Z rozdziału „Czego nigdy nie mówić”: „Nie mów publicznie, że jesteś zaangażowany w jakąkolwiek podziemną działalność. Nie mów, że ktoś, kogo znasz, chciałby się w taką działalność zaangażować. Nie pytaj innych, czy są członkami jakiejkolwiek podziemnej organizacji. Nie opowiadaj o swojej działalności w przeszłości, aktualnie i w przyszłości. O tym rozmawiasz tylko z zaufaną komórką aktywistów i nigdy przez Internet, telefon, w samochodzie albo domu należącym do rodziny innych aktywistów”.

Aktywiści Free State New Hampshire z historią kryminalną zyskują status bohaterów poświęcają wolność dla community. Prawie każdy już kilka razy siedział w stanowym więzieniu. Chcą żyć bez rządu, podatków i policji. Bez państwa albo wbrew niemu. Poza dominującym life style.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną