Świat

Towarzysze chowają zegarki

Chiny: zmiana władzy w czasach blogerów

Wśród 20 najbardziej zanieczyszczonych miast dziesięć jest w Chinach. Po raz pierwszy można o tym głośno mówić. Wśród 20 najbardziej zanieczyszczonych miast dziesięć jest w Chinach. Po raz pierwszy można o tym głośno mówić. Diego Azubel/EPA / PAP
Xi Jinping otrzymuje we władanie dużo bardziej skomplikowane Chiny. To pierwsza wymiana władzy w czasach sieci i blogów.
Chiny to społeczeństwo 20-80. Na 20 proc. przypada 80 proc. bogactwa.DIEGO AZUBEL/EPA/PAP Chiny to społeczeństwo 20-80. Na 20 proc. przypada 80 proc. bogactwa.
Już połowa Chińczyków mieszka w miastach, ale wieś zarabia dziesięć razy mniej niż miasto.Shizhao/Wikipedia Już połowa Chińczyków mieszka w miastach, ale wieś zarabia dziesięć razy mniej niż miasto.

Artykuł w wersji audio

Nowy przywódca Xi – sekretarz generalny partii, a od marca także prezydent – ma swój fanklub. Powstał na Weibo, platformie internetowych mikroblogów, kiedy Xi Jinping ruszał w pierwszą podróż inspekcyjną do Kantonu. Fanklub poinformował o niej ze szczegółami, zanim zdążyły oficjalne agencje i telewizja CCTV. I od tej pory z wiadomościami o sekretarzu generalnym Xi jest krok do przodu. Fanklub nazywa swego gospodarza familiarnie: Pingping, zamieszcza fotografie z dzieciństwa. Też rzecz niespotykana, bo przywódcy Chin nie mieli życia prywatnego. Pisze o zainteresowaniach i hobby, np. piłce nożnej. Założyciel bloga jest anonimowy, mówi o sobie: zwykły obywatel. Akurat, komentują współblogerzy.

Widać wielkie starania, żeby to wyglądało na nowy rozdział. Samej podróży inspekcyjnej towarzyszyło ogłoszenie ośmiu nowych przykazań. Oficjalne spotkania mają być krótsze i do rzeczy, bez pustej retoryki, bez czytania z kartki. Podczas powitania ma już nie być transparentów, czerwonych dywanów, kompozycji z kwiatów. Podczas wizyt zagranicznych należy zrezygnować na lotnisku z wiwatujących tłumów. W mediach, przedstawiając codzienne działania osób z kierownictwa, trzeba się kierować merytoryką. Należy odstąpić od wydawania oficjalnych monografii działaczy i nie powinni oni rozdawać autografów.

Xi pokazuje się w rozpiętej koszuli bez krawata i w kurtce na suwak. – Puste gadanie szkodzi społeczeństwu – powiedział przedstawicielom mediów, zwiedzając wystawę w Pekinie. Li Keqiang, nowy numer dwa w partii (w marcu zostanie też premierem), podczas narady w kwestii rolnictwa kazał schować przygotowane referaty. Wang Qishan, numer trzy, odpowiedzialny za dyscyplinę partyjną, na naradzie w sprawie korupcji poprosił uniwersyteckich ekspertów, aby mówili, co myślą, i przewidział czas na wymianę opinii. I tak dalej, dzień po dniu.

Od 1 stycznia można już podawać stan zanieczyszczenia powietrza. Na początek w 74 miastach. W Pekinie, gdzie jesienią z powodu zapylenia groziło odwołanie wielkiego maratonu, posługiwano się do tej pory danymi z ambasady USA, ogłaszanymi na bieżąco w sieci. Ale teraz, jak na złość, kiedy ruszyły oficjalne liczniki, przyszła taka fala smogu, że prawie zabrakło skali. W przykrytym burą mgłą Szanghaju danych dostarczał tylko amerykański konsulat. Właśnie trwa operacja usuwania poza obszar miasta ponad 10 tys. zakładów przemysłowych, co łączy się z przesiedleniem miliona osób.

Ma nie być wiz. Na razie dla 45 krajów (w tym Polski), na trzy doby, w Pekinie. Jak się sprawdzi, to się rozszerzy. Cudzoziemcy od 1 stycznia łatwiej mogą zakładać konta. Na próbę mają zostać zalegalizowane prywatne banki działające w szarej strefie. Na razie lokalnie, w portowym Wenzhou. Właśnie na niedostatkach systemu bankowego potknęła się Wu Ying, co kosztowało ją karę śmierci (z dwuletnim zawieszeniem, co w praktyce może oznaczać dożywocie). Wu, chłopska córka, fryzjerka, nazywana w mediach Cudowną Chinką, zanim skończyła 26 lat stworzyła imperium salonów kosmetycznych warte pół miliarda dolarów. Ale pożyczała prywatnie, bo nie mogła legalnie, narobiła długów i dostała wyrok za defraudacje.

Potrzebna konsumpcja

W ten sposób przechodzimy do listy pilnych spraw do załatwienia. Banki to ważny punkt na liście Xi. Co prowadzi do kwestii hamującej rozwój nierówności sektorów: państwowe molochy mogą pożyczać łatwo, czasami zbyt łatwo, sektor prywatny się dusi. Nie ma też atrakcyjnych form oszczędzania dla ludności, lokat, funduszy. Nadwyżki idą do skarpety, a duże, poza (kapryśną) giełdą, można włożyć właściwie tylko w nieruchomości. Stąd spekulacyjna bańka mieszkaniowa i ceny dochodzące w Pekinie do 20 tys. dol. za metr kw.

Tymczasem obywatele powinni zacząć wydawać. Dotychczas Fabryka Chiny pracowała głównie na eksport, ale po kryzysie popyt jest mniejszy, wzrosły płace (w 2012 r. o 9 proc.), więc zmalała konkurencyjność. – Dziś patriotycznym obowiązkiem powinno być kupowanie – tłumaczy Zhao Heng, ekspert gospodarczy w Komitecie Centralnym Partii Komunistycznej. – Chińczycy mają rekordowe oszczędności, bo odkładają na edukację dzieci, na opiekę socjalną i medyczną oraz na starość – wyjaśnia. Wszędzie tam wsparcie państwowe jest jeszcze niewielkie. Trzeba płacić z własnej kieszeni. A i do bezpłatnej edukacji należy grubo dopłacać, aby dziecko miało jakiekolwiek szanse.

Konsumpcję bierze na siebie głównie klasa średnia. Szacuje się ją już na 475 mln. 120 mln Chińczyków ma roczne dochody powyżej 40 tys. dol. na rodzinę, a wielomilionowa grupa – powyżej 200 tys. dol. Występuje tu bardzo silna potrzeba potwierdzania statusu, pogoń za tym, co na topie, przy czym bardzo szybko poprawia się gust i rosną wymagania. Na przykład w trzy lata eksplodował tu rynek zachodnich win. Wszystko to w mediach prezentowane bywa z szokującą ostentacją. Oto Wu Hongbo, 37-letni prawnik, „wreszcie spełnił swój sen” – odbiera kluczyki do nowego BMW model 320 Li o podwyższonym standardzie. To milionowa sztuka, sprzedaż samochodów tej marki wzrosła w 2012 r. o 35 proc.

Ale towarzyszowi Zhao nie do końca o takich konsumentów chodzi. Już połowa Chińczyków mieszka w miastach, ale wieś zarabia dziesięć razy mniej niż miasto. 130 mln ma na utrzymanie poniżej dolara dziennie. Te dwie połówki coraz mniej do siebie przystają. – Mamy społeczeństwo 2080 – tłumaczy Zhao. Na 20 proc. przypada 80 proc. bogactwa. O ile tym na górze drabiny zależy pewnie głównie na stabilizacji, jasnej perspektywie, zanikaniu rozmaitych barier i większym wpływie na decyzje, które ich dotyczą (i często irytują), o tyle ci na dole krzyczą o sprawiedliwość.

Przywiązanie do ziemi

System, o dziwo, jest bardzo zdecentralizowany. Właściwie wszelkie świadczenia dotyczą wyłącznie danej prowincji i np. nie wędrują za robotnikami napływowymi, których miliony przeniosły się za pracą. Tę kwestię przerobimy na przykładzie historii z prowincji Guizhou: śmierci piątki bezdomnych dzieci, które nocowały w kontenerze na śmieci, ogrzewały się węglem i zatruły czadem. Informacje zamieścił na swoim blogu lokalny dziennikarz, obiegła całe Weibo i trafiła do mediów. Władze szybko zawiesiły ośmiu urzędników, ale okazało, że chłopcy, którzy zaginęli 10 dni wcześniej, byli kuzynami pod opieką niewidomej babci, bo ojcowie pracowali jako zbieracze złomu w Shenzhen.

Tu dochodzimy do hukou, obowiązkowego meldunku. Nie masz miejscowego hukou, nie masz prawa do szkoły. Dlatego tyle rodzin jest rozbitych i cierpi dodatkową poniewierkę. Hukou było rodzajem przywiązania do ziemi, porządkującego kraj i jego ogrom, ale po trzech dekadach masowej migracji wywołuje wielkie napięcia. Trzeba i to poluzować, ale pewnie znów jako eksperyment lokalny. Jak się uda, poluzuje się dalej.

Przepustką na studia jest odbywający się w całym kraju pisemny egzamin, gaokao. Według miejsca zameldowania. W Pekinie, gdzie obok 15 mln legalnych mieszkańców 6 mln żyje w szarej strefie, pod komisją rekrutacyjną zderzyły się dwie demonstracje. Przybyszów, domagających się zniesienia rejonizacji, i miejscowych – w obronie przywilejów stołecznej edukacji.

Tak się objawia społeczna gorączka. Protest goni protest, w skali kraju to kilkaset demonstracji dziennie. Przeważnie w życiowych kwestiach, np. studentek w Wuhanie przeciwko obowiązkowym szczegółowym badaniom ginekologicznym przy rekrutacji do administracji państwowej. Ostatnio do bardzo trudnych egzaminów do służby cywilnej przystąpiło 1,1 mln kandydatów, 150 tys. więcej niż przed rokiem.

Debaty odbywają się wokół spraw jednostkowych. Właściwie nie wiadomo, dlaczego akurat te trafiają do centralnych mediów, są komentowane i wszechstronnie nicowane, z konkluzją, że administracja powinna coś z tym zrobić. Weźmy historię 80-letniego Liu Chunshan z prowincji Lianoning, skierowanego do obozu pracy. Liu ma kłopoty z ciśnieniem i z zębami, żywi się kleikiem ryżowym, po tygodniu trafił do szpitala. Okazało się, że został skazany na reedukację za zakłócanie porządku publicznego i że wcześniej odbył 37 podróży do Pekinu, do centralnego biura skarg. Dotyczą najczęściej ziemi, krzywd wyrządzanych przez lokalnych urzędników. To produkt uboczny Wielkiej Budowy, milionów inwestycji zmieniających kraj. Rozmach wymaga śmiałych ruchów na mapie. No i z tego wszystkiego lecą wióry.

Dziennikarz Ji Xuguang zamieścił na swoim blogu historię Lei Zhengfu, miejskiego szefa partii z Chongqingu. Ów został sfilmowany, jak uprawia seks z 18-letnią przyjaciółką. Ji opublikował tylko stopklatki, film umieścił u siebie dziennikarz Zhu Ruifeng, na antykorupcyjnej stronie jdwsy.com, operującej z Hongkongu. Zhu twierdzi, że dygnitarz spotykał się z dziewczyną przynajmniej od pięciu lat i że stanowiła łapówkę za kontrakty. Dostawała od firmy 300 juanów (ok. 150 zł) za noc. To, zdaniem Zhua, codzienna ogólnochińska praktyka w biznesie budowlanym. Film został nakręcony pięć lat temu, teraz, w 71 godzin od umieszczenia w sieci, towarzysz Lei stracił posadę. Jego pogromca dziennikarz Ji chwali się, że od lokalnej policji dostał jeszcze pięć podobnych filmów.

Gorąco wokół partii

Chongqing, 32-milionowy obszar miejski nad Jangcy, dostarcza dziś wielu negatywnych historii. Miastem kierował do niedawna Bo Xilai, członek Biura Politycznego partii, uważany nawet za kandydata na przyszłego przywódcę. Przed listopadowym zjazdem został usunięty z partii pod zarzutem korupcji, oczekuje na proces. Sam zresztą walczył z korupcją i przestępczością zorganizowaną, aresztował 2 tys. osób, co było szeroko opisywane, dzięki czemu zyskał status bohatera. Jest tu też podtekst polityczny, bo Bo tęsknił za czasami rewolucji kulturalnej. Raz do 13 mln mieszkańców Chongqing wysłał esemesy z cytatami z czerwonej książeczki Mao. Jego żona, oskarżona o zlecenie zabójstwa brytyjskiego biznesmena, z którym prowadziła interesy, dostała karę śmierci.

Dawno nie było wokół partii takiej gorączki i tylu skandali. Można powiedzieć, że to pierwsza wymiana władzy w czasach sieci i mediów społecznościowych. Chiński Internet, poddany kontroli służb, to codzienna konfrontacja możliwości i ograniczeń. W dniach zjazdu, czyli shibada, na forach dyskutowało się dla niepoznaki o Sibada, antycznej Sparcie (nagle użyto tego słowa na Weibo 3 mln razy). Z kolei po głośnym wypadku drogowym w Pekinie z udziałem syna dygnitarza w wyszukiwarkach wyklęte było słowo „Ferrari”, a po rewelacjach „New York Timesa” na temat 2,7 mld dol. majątku zgromadzonego przez krewnych premiera Wen Jiabao nie reagowały one na hasło „klan”.

Ale też można odnieść wrażenie, że ta wielka publiczna debata, rozpisana na przypadki i przykłady, jest świadomą, odgórną operacją edukacyjną. W Chinach nic tak skutecznie nie działa, jak przykład płynący z góry. Jakie mają być nowe czasy, opisuje wiele haseł, na przykład „Piękne Chiny”. Ale praktyczne przesłanie, co wolno działaczom, aparatowi, lokalnym bonzom, przekazuje właśnie ta debata. Stąd, odnotowane na blogach, masowe chowanie przez dygnitarzy drogich zegarków, nijak mających się do pensji. Aby nie kłuły w oczy.

Trzy dekady wzrostu

Operację, która teraz rusza pod kierunkiem Xi Jinpinga, można nazwać wielką ucieczką do przodu. Szczyt niezmąconej pomyślności przypadł na 2008 r., czas pekińskiej olimpiady, kiedy na oczach świata eksplodowały Megachiny, wyłaniająca się superpotęga XXI w. Z ambicjami w dziedzinie najnowszych technologii, podboju kosmosu. I nowy Pekin sześciu koncentrycznych obwodnic, pięciopasmówek zapchanych najdroższymi samochodami, i światowej klasy architektury. Pekin Pekinem, ale weźmy taki Guiyang (ledwie 3,5 mln mieszkańców), stolicę najuboższej, rolniczej, lesistej prowincji Guizhou. Też ma swoje superwieżowce, obwodnice i korki. I tu rzuca się w oczy inna chińska gorączka: energia i przedsiębiorczość zwykłych ludzi. Na każdym kroku mały rodzinny biznes, handel, kuchnia, fryzjer, spa – i mordercza konkurencja.

Przez trzy dekady dwucyfrowego wzrostu Chiny zadziwiająco skutecznie omijały pułapki i łączyły sprzeczności (komunistyczny kapitalizm). Kiedy świat pogrążał się w marazmie, wpompowały w gospodarkę 400 mld dol., głównie w infrastrukturę. Ale to, co było siłą napędową (darmowa siła robocza, tanie zasoby, generalne posłuszeństwo obywateli), zaczęło stawać się hamulcem. Główną przyczyną kłopotów okazał się model rozwoju. Od siedmiu kwartałów malała stopa wzrostu. Zatrzymała się na 7,4 proc. I w tych okolicach powinna pozostać. Ale nie niższych.

Każdy procent wzrostu to mniej więcej milion nowych miejsc pracy – tłumaczy Zhao Heng z KC. Aby był spokój społeczny, potrzeba ich co roku 7–8 mln, dla napływowców ze wsi i absolwentów. Jeśli wzrost spadnie poniżej 7 proc. rocznie, niezbędne będą pakiety ratunkowe, a to złe dla gospodarki. Aby zachować spokój, zjazd zapowiedział podwojenie zarobków w 10 lat. Co ma przy okazji rozkręcić popyt wewnętrzny. Koniec dogmatu eksportu. Koniec rozwoju opartego na surowcach. Na poważnie trzeba się zająć środowiskiem. Nowe czyste technologie. Strategia „dwóch g”: going global. – Ale przede wszystkim stabilność – rzuca hasła towarzysz Zhao.

Wszyscy w koło powtarzają: reformy, reformy, zmiany, zmiany. I że dzisiejsze przekazanie władzy dokonuje się w trudniejszych warunkach niż poprzednie, dekadę temu. Xi będzie się musiał bardziej dzielić władzą niż poprzednik Hu Jintao. Po prostu otrzymuje we władanie dużo bardziej skomplikowane Chiny. Jeśli wierzyć sinologom, rządzi nimi dziś de facto 500 wielkich rodzin dawnej nomenklatury, które przejęły publiczny majątek jeszcze w latach 80. za rządów Deng Xiaopinga, a w drugim i trzecim pokoleniu zbudowały wielką siatkę firm, gdzie państwowe przenika się z prywatnym. Poza tym istotą wszelkich zmian była tu ostrożność. Nie na darmo system bezpieczeństwa ma większy budżet niż armia.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną