Świat

Steven legł

Oscary 2013: kto zaskoczył, kto zawiódł

To miała być kolejna koronacja władcy Hollywood, przypieczętowana Oscarem odebranym z rąk Pierwszej Damy, tymczasem nieopierzony, 41-letni młokos, parający się reżyserią od zaledwie dekady zgarnął Spielbergowi show sprzed nosa.

„Operacja Argo” to dopiero trzecia fabuła wyreżyserowana przez Bena Afflecka, członkowie Akademii potraktowali go jednak bardzo łaskawie, nie kierując się (tym razem) dorobkiem i wcześniejszymi zasługami. A czy rzeczywiście wygrał film najlepszy spośród dziewięciu nominowanych? Gdyby Oscary przyznawano w Europie, wygrałaby bezdyskusyjnie „Miłość” Austriaka Michaela Haneke, która dzień wcześniej otrzymała wianuszek najcenniejszych Cezarów, a wcześniej dziesiątki innych wcale nie mniej prestiżowych nagród.

W kategorii najlepszy reżyser, w której konkurentów wielkiego Stevena wycięto w pień przy ogłaszaniu nominacji (nie dostali jej ani Tarantino, ani Bigelow, ani Affleck) zwycięzca miał być tylko jeden. Ale i tu mistrza spotkała przykrość, bo Oscara otrzymał Tajwańczyk Ang Lee, niewątpliwie geniusz, ale czy zasłużenie?

Poza porażką twórcy „Lincolna” zaskoczeniem był Oscar Jennifer Lawrence w kategorii najlepsza pierwszoplanowa rola kobieca. Żeby go dostać, piękna gwiazda „Igrzysk śmierci” , „X Mana” oraz „Do szpiku kości” nie musiała się o dziwo oszpecić jak jej poprzedniczki: Charlize Theron, Nicole Kidman czy Hilary Swank, co może świadczyć o nawrocie (ewentualnie wzmocnieniu, to zależy z jakiego punktu widzenia się patrzy) konserwatywnych gustów wśród członków Akademii.

Niespodzianką -  in plus - było dostrzeżenie (po raz drugi) wielkiego talentu komicznego Christopha Waltza, scenariuszowej wirtuozerii Quentina Tarantino, wpadającej w ucho piosenki Adele do Bonda oraz fenomenalnego, pełnometrażowego dokumentu „Sugar Man”, który stanie się dzięki temu jeszcze większym przebojem na całym świecie.

Kino historyczne z wielkimi ambicjami politycznymi (m.in. „Wróg numer jeden”, „Lincoln”) przegrało z rozważnymi widowiskami z ambicjami rozrywkowymi (m.in. „Operacja Agro”, „Życie Pi”). Dla kina to chyba nawet lepiej. Pomnikowe, monumentalne dzieła wiodą zazwyczaj krótszy żywot. Dystans, humor, inteligentna ironia zachwycają dłużej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną