Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Fajnie razem się pośmiać

Film: taksówką do sławy

materiały prasowe
Danny DeVito to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w Hollywood. Aktora o wzroście metr pięćdziesiąt nie da się zapomnieć.

Toż to Danny DeVito! Najbardziej wszechobecny aktor lat 80. i 90. XX w., z pewnością najbardziej charakterystyczny ze względu na swój nietypowy wygląd, stoi teraz w nijakim pokoju hotelowym przy Whitehall, zaledwie kilka przecznic od Downing Street 10. – Hej, jestem Danny. Miło mi, dzięki za spotkanie – mówi z akcentem z New Jersey, co sprawia, że jego głos brzmi trochę tak, jakby grał w serialu „Rodzina Soprano”.

Niewielu aktorów sprawia wrażenie, że bawią się tak świetnie. Od roli złoczyńcy w filmie „Miłość, szmaragd i krokodyl” u boku Michaela Douglasa i Kathleeen Turner po słowne gierki z Arnoldem Schwarzeneggerem w „Bliźniakach” i demoniczną postać Pingwina w „Powrocie Batmana”, DeVito nie schodzi z ekranu, odkąd sięgam pamięcią.

Przy tym emanuje entuzjazmem człowieka, który miał w życiu to szczęście, że udało mu się dostać pracę marzeń. Nawet jeśli nie jesteście fanami żadnego z tych filmów (czyli chyba nie jesteście normalni), pod koniec XX w. DeVito prawie na pewno kształtował wasze upodobania filmowe. To jego firma producencka Jersey Films wyprodukowała takie klasyki lat 90. jak „Dorwać małego”, „Erin Brockovich”, „Orbitowanie bez cukru” czy „Pulp Fiction”. – To dzięki nam ludzie usłyszeli o wytwórni Miramax – mówi, śmiejąc się ochryple.

W życiu jak na ekranie

Na żywo jest właściwie taki sam jak na ekranie: mówi szybko, jest ujmujący i – powiedzmy sobie szczerze – niziutki i okrągły. Mówi, że ma 152 cm wzrostu, ale gdy patrzę na niego, wydaje mi się, że trochę sobie dodał. Sięga mi ledwie do klatki piersiowej. Jak sam przez lata powtarzał, niski wzrost niewątpliwie pomógł mu w karierze aktorskiej. – Żaden spec od castingu nie zapomni faceta o wzroście metr pięćdziesiąt!

 

Fragment artykułu pochodzi z najnowszego 12/13 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 25 marca 2013 r.

Reklama

Czytaj także

null
Historia

Mieli rusyfikować, a się spolonizowali. Rosyjscy kolonizatorzy na Mazowszu

W XIX w. car sprowadził na Mazowsze rosyjskich kolonistów. Mieli krzewić rodzimą kulturę i zruszczać okoliczną ludność. Zamiast tego Rosjanie sami się spolonizowali.

Violetta Wiernicka
21.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną