Świat

Niby-wojna

Świat z niepokojem patrzy na Koreę

Kim Dzong Un w odwiedzinach w kobiecej kompanii Koreańskiej Armii Ludowej. Sierpień 2012 r. Kim Dzong Un w odwiedzinach w kobiecej kompanii Koreańskiej Armii Ludowej. Sierpień 2012 r. KCNA/Reuters / Forum
W pierwszych dniach kwietnia znudzeni korespondenci prasy zagranicznej w Seulu z rozczarowaniem przyznali, że w Korei Płd. nie tylko nie było czuć lęku przed ewentualną wojną nuklearną, ale nie było tam nawet widać jakichkolwiek oznak niepokoju.
10-milionowy Seul leży niebezpiecznie blisko granicy obu państw.MS/Polityka 10-milionowy Seul leży niebezpiecznie blisko granicy obu państw.

Jim Clancy, który dla CNN relacjonował wiele konfliktów zbrojnych, tym razem ze zdziwieniem donosił, że seulczycy kompletnie nie przejmowali się serią wojennych gróźb Kim Dzong Una i traktowali je jako coś absolutnie oczywistego, spodziewanego i równie naturalnego jak nadejście wiosny. Tymczasem 10-milionowy Seul (w regionie stołecznym mieszka połowa państwa, czyli aż 26 mln ludzi) leży 40 km od granicy z Północą. Samochodem od granicznych zasieków z drutu kolczastego do centrum miasta jedzie się około godziny. Artyleryjski pocisk wystrzelony z działa z terytorium komunistycznej Korei pokonuje ten dystans około minuty.

W stolicy nie przeprowadzano próbnych alarmów, nie ćwiczono ewakuacji do schronów ani nie odwołano żadnych imprez kulturalnych, w tym wystawy mistrzów malarstwa czeskiego i przeglądu dorobku duńskich ilustratorów książek dla dzieci. 30 marca, w dniu, kiedy Północ ogłosiła, że obie Koree „są w stanie wojny”, na Południu ruszył tegoroczny sezon ligi bejsbolu, bardzo w kraju popularnego. Stadiony były pełne, tak samo na meczach piłkarskich. Klienci nie szturmowali sklepów spożywczych i banków, seulska giełda zareagowała spokojnie, delikatnymi spadkami, bardziej nerwowi okazali się nabywcy koreańskich obligacji skarbowych, którzy wywindowali ich cenę do najwyższego poziomu od października.

Oczywiście informacje dochodzące z Północy trafiły na pierwsze strony gazet, ale jeśli ktoś się naprawdę kłopotał, to najstarsi Koreańczycy, którzy pamiętali koszmar wojny domowej, w wyniku której Seul był zniszczony jak Warszawa, a rodziny zostały rozdzielone na zawsze. Młodsi bratobójczy konflikt znają z opowieści rodziców, dziadków lub ze szkoły, krewnych zza granicy nie widzieli nigdy i na co dzień raczej o nich nie myślą. Północ to dla nich fantasmagoria, daleki świat z filmu science fiction, gdzie ich rówieśnicy, z powodu niedożywienia kilka centymetrów niżsi, nie mają dostępu do Internetu.

Polityka 15.2013 (2903) z dnia 09.04.2013; Świat; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Niby-wojna"
Reklama