Świat

Wróg numer jeden

Rusza proces najbardziej wpływowego blogera w Rosji

Prokuratura zarzuca Nawalnemu liczne malwersacje przy sprzedazy drewna w obwodzie kirowskim. Prokuratura zarzuca Nawalnemu liczne malwersacje przy sprzedazy drewna w obwodzie kirowskim. Kirill Kudryavtsev/AFP Photo / EAST NEWS
Nacjonalizm Putina można zwyciężyć tylko innym nacjonalizmem, jak przekonuje lider opozycji i najpotężniejszy bloger w Rosji Aleksiej Nawalny. Za rzucenie tego wyzwania może wkrótce trafić za kratki.
„Rosja bez drogi” - głosi transparent niesiony przez liderów opozycji: drugi od lewej Garri Kasparow, trzeci - Aleksiej Nawalny.Alexander Demianchuk/Reuters/Forum „Rosja bez drogi” - głosi transparent niesiony przez liderów opozycji: drugi od lewej Garri Kasparow, trzeci - Aleksiej Nawalny.

Jak próbujesz działać w rosyjskiej polityce, to musisz się liczyć z konsekwencjami – mówił Nawalny portalowi Gazeta.ru dzień przed rozpoczęciem swego procesu. – Inaczej jesteś głupkiem albo naiwniakiem, a ja nie jestem ani jednym, ani drugim.

W procesie, który rusza właśnie pełną parą, prokuratura zarzuca mu, że jako doradca liberalnego gubernatora obwodu kirowskiego Nikity Biełycha dopuścił się finansowych przekrętów przy sprzedaży drewna. Rzekomo utworzył spółkę pośredniczącą, która brała za pomoc w załatwianiu kontraktów 7 proc. od lokalnego kombinatu drzewnego Kirowlies. Państwowa spółka miała na tym stracić pół miliona rubli (50 tys. zł), co jak na rozmiary korupcji w Rosji jest kwotą śmiesznie małą.

Problem w tym, że w dokumentach nie ma śladu po rzekomych machinacjach Nawalnego. Kluczowym dowodem przeciwko niemu są zeznania jednego z byłych dyrektorów kombinatu, który ma wyrok za inne malwersacje. Hipoteza, że został zmuszony do złożenia zeznań przeciwko Nawalnemu w zamian za złagodzenie wyroku, wydaje się aż nadto prawdopodobna. Tym bardziej że żaden z innych dyrektorów kombinatu nie tylko nie słyszał o nadużyciach, ale w zeznaniach mówią, że znają Nawalnego jedynie z telewizji.

Przystojny, wysoki, ciemny blondyn, szczupły i wysportowany, ma inteligentne, przenikliwe spojrzenie. Jest wygadany, jak to prawnik. Nikt nie badał ilorazu jego inteligencji, ale jest na pewno spory – nie każdy kończy z wyróżnieniem Harvard. Nie każdy też, tak jak Nawalny, potrafi wyciągnąć z dużych państwowych spółek informacje, korzystając ze statusu akcjonariusza mniejszościowego i posiadając czasem tylko jedną akcję, aby w ten sposób odkryć nieprawidłowości i przekręty w tych spółkach.

Takich ludzi najczęściej wynajmują w Rosji niewielcy akcjonariusze albo fundusze inwestycyjne niemające czasu na dokładną kontrolę spółek. Rosyjski rynek na takie usługi jest ogromny, zwłaszcza odkąd zachodni inwestorzy zaczęli kupować akcje miejscowych spółek. Drenowanie ich zasobów finansowych przez większościowych akcjonariuszy jest powszechną praktyką. Nawalny był bardzo dobry w tropieniu takich afer i pewnie mógł dobrze z tego żyć, ale wciągnęła go polityka.

Na początku swojej publicznej przygody działał w liberalnej partii Jabłoko. W pewnym momencie uznał ją jednak za zbyt miękką. Z kolei szefowie Jabłoka nie mogli ścierpieć jego ostrych wypowiedzi o emigrantach z Kaukazu i Azji Środkowej, którzy zalewają Rosję i podejmują się wszystkich zajęć, których nie chcą wykonywać miejscowi. Rosja potrzebuje taniej siły roboczej, ale coraz więcej mieszkańców o słowiańskich korzeniach ma dosyć tego, że rosyjskie miasta zaczynają wyglądać tak samo jak miasta w Europie Zachodniej, tzn. stają się w dużej mierze islamskie.

Nawalny mówi o tym otwarcie. Wznosi hasła „Rosja dla Rosjan” oraz bierze udział w tzw. Ruskich Marszach, czyli demonstracjach przeciwników imigracji. W końcu wyrzucono go za to z Jabłoka, które jest rosyjskim odpowiednikiem polskiej Unii Wolności, partią szlachetną, prawą, ale zmarginalizowaną.

Nacjonalizm nie jest w rosyjskiej polityce przeszkodą, a raczej zaletą, bo nastroje ksenofobiczne rosną. Nawalny to czuje i umiejętnie wykorzystuje. Na jego korzyść działa to, że w przeciwieństwie do wielu innych liderów opozycji nie był umoczony w rosyjski eksperyment demokratyczny lat 90., który większości społeczeństwa kojarzy się z chaosem, korupcją i bandycką prywatyzacją.

Zdarzają mu się też wpadki. Niedawno, udzielając wywiadu ukraińskiej telewizji, rzucił, że Wielki Głód został w dużej mierze wymyślony, a Ukraina powinna tworzyć z Rosją jedno państwo, i dziwił się, dlaczego Kijów nie wstępuje do Związku Celnego Moskwy, Mińska i kazachaskiej Astany. Na Ukrainie zawrzało. Nie takich słów spodziewano się tam z ust rosyjskiego opozycjonisty i demokraty. Nawalny został zmieszany z błotem w ukraińskich mediach. W Rosji na takich wypowiedziach raczej zbiera punkty, niż traci.

Nawalny śledzi

Największą popularność przyniosła mu jego strona internetowa Rospil.info. W ciągu kilku lat stała się ona gigantyczną instytucją, wokół której działa fundacja, sztab współpracowników, a teraz powstaje partia polityczna Sojusz Ludowy (Narodnyj alians), którego rejestrację władze starają się zablokować na wszelkie możliwe sposoby.

Internetowe początki Nawalnego były bardziej niż skromne. Stworzył blog, na którym krytycznie analizował publiczne przetargi. Udało mu się udowodnić, że po zakończeniu budowy gigantycznego rurociągu do Chin Gazprom nie jest w stanie rozliczyć się z ok. 1,2 mld dol., a w czasie budowy kilka razy zawyżano jej koszty bez wyraźnej przyczyny. O dziwo nie został za to pozwany do sądu, choć spółka odgrażała się, że tak uczyni.

Nawalny bada też małe sprawy: przetargi na samochody dla urzędników, budowę i remonty dróg, usługi komunalne, jak wywóz śmieci, a także budowę obiektów i infrastruktury przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Soczi, które odbędą się już za rok. Pokazuje, że nawet w Rosji za pomocą ogólnie dostępnych źródeł można dowiedzieć się dużo ciekawych rzeczy.

Na przykład, że prezydent jednej z kaukaskich republik, która jest dotowana z centralnego budżetu, zamawia sobie terenowe Audi przewyższające kosztem samochody wielu europejskich głów państw. Albo że wywóz śmieci w Moskwie jest jednym z najdroższych w Europie, a w różnych dzielnicach dziwnym trafem wygrywa ta sama spółka.

„Przed stworzeniem mojego bloga nikt nie zwracał uwagi na dokumenty o przetargach, a urzędnicy czuli się całkowicie bezkarni – mówi Nawalny. – A teraz przynajmniej muszą się postarać, by zamaskować przekręty. Ale my też doskonale wiemy, jakie stosują chwyty”.

Na stronie Nawalnego każdy może zgłosić przypadki wytropionych nadużyć z całej Rosji. Jest także formularz ułatwiający napisanie skargi, pytania do urzędu albo zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

Strona szybko stała się niezwykle popularna wśród zwykłych obywateli, którzy zasilają ją nowymi informacjami, a sporo spraw jest prowadzonych lokalnie. Dzięki temu internetowemu pomysłowi Nawalny – w odróżnieniu od większości moskiewskich opozycjonistów – jest znany w całym kraju i wśród przeciętnych ludzi, a nie tylko wśród elit.

Nie jest do końca jasne, skąd wziął pieniądze na stworzenie bloga. Niektórzy twierdzą, że na początku wsparli go Amerykanie. On sam mówi, że finansuje go biznes, i to bardzo różny. Utrzymuje się też z datków od ludzi. Wszystkie wpłaty na konto są publikowane na jego stronie, co także jest sporą nowością w Rosji.

Formalnie do Nawalnego nie ma się o co przyczepić, ale władze niepokoi fakt, że jest jedyną postacią z opozycji, która ma charyzmę i potencjał, by stać się trybunem ludowym i rzucić rękawicę Kremlowi. W zasadzie już to zrobił przed wyborami parlamentarnymi w grudniu 2011 r., gdy nazwał rządzącą Jedną Rosję „partią żulików i złodziei”, co się przyjęło wyjątkowo dobrze w opozycyjnym słowniku.

W Rosji nikt nie ma złudzeń, że władza jest skorumpowana i ma wiele za uszami. Brakuje jednak politycznej alternatywy, opozycja jest starannie kompromitowana, osłabiana i rugowana z oficjalnych mediów i wyborów. W efekcie nikt nie wierzy, by mogła wygrać lub choćby mieć wpływ na cokolwiek. Nawalny natomiast potrafił obudzić nadzieję, że może być inaczej. I robi to stale. Niedawno ogłosił, że wystartuje w wyborach prezydenckich w 2018 r. jako rywal obecnego prezydenta. Był pierwszym politykiem rosyjskiej opozycji, który złożył taką deklarację. I prawdopodobnie dlatego naraził się władzom.

Rzecznik komitetu śledczego przy prokuraturze generalnej nawet nie ukrywa, że sprawa przeciwko Nawalnemu wypłynęła, bo zajmował się polityką. Kropkę nad i postawił sam Władimir Putin w czasie niedawnego wielogodzinnego wywiadu dla rosyjskich mediów: „Jeśli ktoś tropi korupcję, to musi być krystalicznie czysty. Nawalny nie powinien się niczemu dziwić”.

Kolejne rozprawy pokazują, że zarzuty są wyssane z palca. „Pan mnie w ogóle zna? Rozmawialiśmy kiedyś?” – Nawalny pyta kolejnych świadków, a ci zaprzeczają i nie potwierdzają oskarżeń. Główny świadek oskarżenia jeszcze nie stawił się w sądzie. Niewykluczone, że waha się, czy nie odwołać zeznań. Adwokatka Nawalnego złożyła wniosek, by sąd nie odczytywał zeznań świadków zapisanych przez śledczych, bo ułatwi im to trzymanie się wymyślonej przez władze fabuły. Sędzia o dziwo przystał na to i wszyscy muszą zeznawać od początku, często gubiąc się i plącząc. Pozwolił też Nawalnemu pojechać na wcześniej zaplanowany urlop na południe Rosji i do 14 maja anulował mu zakaz opuszczania miejsca zamieszkania.

Nawalnego może jednak zgubić własna pycha. Jeszcze dwa lata temu stosunkowo łatwo można było umówić się z nim na wywiad, odbierał telefon. Dziś przebiera w propozycjach i kontaktuje się z dziennikarzami, kiedy sam chce. Wywiadów udziela tylko najważniejszym telewizjom i gazetom świata oraz wybranym redakcjom rosyjskim. – Boję się takich ludzi jak Nawalny, ale to prawda, że jeśli on nie zmieni czegoś w Rosji, to nikt tego nie zrobi – wzdycha publicysta Iwan Prieobrażeński.

Kolejny więzień polityczny?

Dla Kremla każde rozwiązanie w sprawie Nawalnego będzie złe. Skazanie blogera walczącego z korupcją pod wydumanymi zarzutami tylko wzmocni jego legendę i pogorszy stosunki Rosji z Zachodem. Teoretycznie nawet wyrok w zawieszeniu wyeliminuje go z walki o prezydenturę za pięć lat, ale Nawalny nie odpuści i w przypadku skazania przejdzie wszelkie instancje, by się oczyścić z zarzutów. Z kolei wypuszczenie Nawalnego może być odebrane jako przyznanie się do prestiżowej porażki i słabości.

Choć tu zdania są podzielone. „Nie ma co przeceniać wagi tego procesu – pisze w komentarzu redakcyjnym portal Gazeta.ru. – Jeśli Nawalny ma być skazany, to będzie; tak samo jak setki ludzi, których skazano w Rosji w tego typu sprawach”.

Rosyjscy opozycjoniści są innego zdania. – Ten proces jest wyjątkowo symboliczny – mówi Siergiej Parchomienko, polityk Jabłoka, który mimo różnic pomaga Nawalnemu. Parchomienko przekonuje, że skazanie Nawalnego otworzy kolejną falę represji, jak proces zabójców Siergieja Kirowa w latach 30., który był sygnałem do rozpoczęcia wielkiej czystki przez Stalina: – Do tej pory władza miała pewne opory przed aresztowaniem ludzi, a jedynym więźniem politycznym był miliarder Michaił Chodorkowski. Według Parchomienki po wyroku na Nawalnego za kratki mogą trafić następni i może stać się coś nieodwołalnego.

Na razie Nawalny odpowiada z wolnej stopy. Przed wyjazdem na urlop wrócił do Moskwy, do dwupokojowego mieszkania w bloku na obrzeżach stolicy, do żony i do córeczki, której przed procesem powiedział, że musi wyjechać na jakiś czas, ale bez szczegółów. „W szkole dowiedziała się, co się ze mną dzieje – mówi Nawalny. – I wbrew pozorom dostała wielkie wsparcie od nauczycieli i kolegów. Ona wierzy, że robię porządek i walczę w dobrej sprawie”.

Polityka 20.2013 (2907) z dnia 14.05.2013; Świat; s. 41
Oryginalny tytuł tekstu: "Wróg numer jeden"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Prezydent Wojciechowski i premier Grabski – życiorysy równoległe

Dobrą okazją do przypomnienia ludzi i dokonań, z których II Rzeczpospolita naprawdę może być dumna, jest ogłoszenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, prawnuczki prezydenta Wojciechowskiego i premiera Grabskiego, kandydatką Koalicji Obywatelskiej na premiera.

Tomasz Nałęcz
14.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną