Coraz więcej imigrantów nad Łabą

Przepis na Niemca
Potomkowie imigrantów będą mogli zachować obywatelstwo kraju rodziców – obiecuje rządząca koalicja. Ale mają inny wielki kłopot: jak w Niemczech zostać Niemcem?
Kanclerz Angela Merkel z przybyłą z Indii rodziną, której przyznano obywatelstwo Niemiec.
Michael Dalder/Reuters/Forum

Kanclerz Angela Merkel z przybyłą z Indii rodziną, której przyznano obywatelstwo Niemiec.

Na czele Partii Zielonych stoi od kilku lat Cem Özdemir, syn Czerkiesa i Turczynki ze Stambułu.
Heinrich Böll Stiftung/Wikipedia

Na czele Partii Zielonych stoi od kilku lat Cem Özdemir, syn Czerkiesa i Turczynki ze Stambułu.

Znamionuje to Niemców, iż pytanie: »co jest niemieckiem?« nie zamiera u nich nigdy” – pisał w „Poza dobrem i złem” Fryderyk Nietzsche. Dziś słowa XIX-wiecznego filozofa są aktualne bardziej niż kiedykolwiek.

20-letnia Derya Ustabaşi urodziła się w miasteczku Langen na zachodzie Niemiec, ale jej rodzice pochodzą z Turcji. Derya ma podwójne obywatelstwo – niemieckie i tureckie. Jeśli przepisy się nie zmienią, w ciągu najbliższych trzech lat z jednego paszportu będzie musiała zrezygnować. „To bardzo dziwne i niesprawiedliwe – tłumaczy dziennikowi „Frankfurter Rundschau”. – Czuję się i Niemką, i Turczynką”.

Czy można jednak być lojalnym obywatelem Niemiec, mając jednocześnie paszport innego kraju? – pyta z kolei część konserwatywnych publicystów, jakby nie dostrzegając, że podwójne obywatelstwo już dziś jest w Niemczech akceptowane – w przypadku obywateli innych krajów Unii Europejskiej, a także Szwajcarii.

Podwójne życie

To jednak tylko część odżywającej właśnie wielkiej debaty o niemieckiej tożsamości, która wyraźnie dzieli rządzącą koalicję. W oczach wielu konserwatystów z CDU obywatelstwo to wciąż coś, na co trzeba sobie zasłużyć – ukoronowanie długiego procesu integracji z niemieckim społeczeństwem. Zupełnie inna z kolei jest wizja niemieckiej lewicy. Socjaldemokraci z SPD, a jeszcze bardziej opozycyjni Zieloni obywatelstwo byliby gotowi dawać na kredyt. Nie jako nagrodę za udane wtopienie się w niemieckie społeczeństwo, lecz bardziej jako zachętę do dalszej integracji.

Mimo tych różnic w Bundestagu pojawił się właśnie koalicyjny projekt ustawy, która ma poprawić sytuację takich osób jak Derya Ustabaşi. W podpisanej w grudniu ubiegłego roku umowie koalicyjnej chadecy Angeli Merkel i współrządzący socjaldemokraci zgodzili się bowiem, że urodzone i wychowane w Niemczech dzieci imigrantów będą mogły zachować obywatelstwo więcej niż jednego kraju. Ma to dotyczyć kilku, maksymalnie kilkudziesięciu tysięcy osób rocznie.

To jednak nie koniec sporu między lewicą a prawicą. Miejsce urodzenia łatwo zweryfikować – wystarczy akt urodzenia. Jak jednak sprawdzić, czy dziecko faktycznie wychowało się w Niemczech? Thomas de Maizière, chadecki minister spraw wewnętrznych, proponuje, by zainteresowani musieli dostarczyć świadectwo ukończenia niemieckiej szkoły lub zaświadczenie o odpowiednio długim zameldowaniu na terenie Niemiec. Aydan Özoğuz z SPD, pełnomocniczka rządu ds. migracji, uchodźców i integracji, nie chce słyszeć o takim warunku.

Podwójne obywatelstwo i bez sporu o takie szczegóły budzi kontrowersje. Tylko co trzeci Niemiec godzi się na poluzowanie przepisów w tej sprawie – wynika z listopadowego sondażu ośrodka YouGov. Nawet wśród wyborców SPD pomysł liberalizacji prawa nie zyskał ostatnio poparcia większości.

Szczególnie że to nie pierwsza liberalizacja przepisów. Już Gerhard Schröder, poprzednik Angeli Merkel na stanowisku kanclerza Niemiec, sprawił, że od 2000 r. niemieckie obywatelstwo uzyskuje również urodzone w Niemczech dziecko, którego oboje rodzice są cudzoziemcami. Warunek: jedno z rodziców musi od ośmiu lat być zameldowane w Niemczech i dysponować nieograniczonym prawem pobytu.

Takie dzieci dorastają zwykle jako obywatele dwóch krajów. Po uzyskaniu pełnoletniości muszą jednak w ciągu pięciu lat zdecydować, czy chcą zachować niemiecki paszport. Jeśli tak, tracą obywatelstwo drugiego kraju (o ile nie jest to państwo Unii Europejskiej lub Szwajcaria). To właśnie dylemat, przed którym stanęła Derya Ustabaşi.

Gdy na przełomie 1998 i 1999 r. rząd Schrödera zastanawiał się nad dopuszczeniem podwójnego obywatelstwa, CDU i CSU – wówczas będące w opozycji – zbierały podpisy przeciwko takim planom. Choć krytycy zarzucali im populizm, a nawet rasizm, akcja okazała się sukcesem. Zebrano 5 mln podpisów, a CDU niespodziewanie wygrała regionalne wybory w Hesji.

Tor przeszkód

Od tego czasu sporo się zmieniło. Dziś już prawie co piąty mieszkaniec Niemiec ma imigranckie korzenie. Do tej kategorii zaliczani są cudzoziemcy imigranci przybyli po 1955 r. i ich potomkowie. Daje to rzeszę 15 mln ludzi.

Niemieckie społeczeństwo – jak powiedzieliby entuzjaści tego procesu – stało się bardziej kolorowe. Na czele partii Zielonych stoi od kilku lat Cem Özdemir, syn Czerkiesa i Turczynki ze Stambułu. Szefem liberalnej FDP i wicekanclerzem Niemiec był do niedawna Philipp Rösler, z pochodzenia Wietnamczyk, adoptowany jako dziecko przez małżeństwo z Dolnej Saksonii. Bez imigrantów trudno sobie wyobrazić piłkarską reprezentację Niemiec. Dziś wyróżniają się w niej Sami Khedira, urodzony w Stuttgarcie syn Tunezyjczyka i Niemki, Mesut Özil, wnuk imigrantów z Turcji, i pochodzący z Gliwic Lukas Podolski.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną