Francuska prawica na obyczajowym froncie

Byle nie gender
Według francuskiej prawicy rząd z nowym rokiem wprowadził gender do szkół i przedszkoli. W odwecie prawica wyprowadza teraz ludzi na ulice.
Uliczne protesty stowarzyszenia Manifestacja dla Wszystkich zgromadziły w Paryżu demonstrantów różnych opcji religijnych i politycznych.
Benoit Tessier/Reuters/Forum

Uliczne protesty stowarzyszenia Manifestacja dla Wszystkich zgromadziły w Paryżu demonstrantów różnych opcji religijnych i politycznych.

Problemy dotyczące tożsamości płciowej i płci kulturowej (tzw. gender) i to, jak mają być ukazane w szkołach, poróżniły środowiska liberałów i konserwatystów we Francji.
Kurt Löwenstein Educational Center International Team/Wikipedia

Problemy dotyczące tożsamości płciowej i płci kulturowej (tzw. gender) i to, jak mają być ukazane w szkołach, poróżniły środowiska liberałów i konserwatystów we Francji.

Farida Belghoul, kiedyś działaczka antyrasistowska, dziś - antygenderowa.
ERTV

Farida Belghoul, kiedyś działaczka antyrasistowska, dziś - antygenderowa.

Bunt zaczął się 27 stycznia. Wczesnym rankiem w jednej ze szkół podstawowych Strasburga na 240 uczniów brakowało 86. Tego dnia klasy były niemal puste jeszcze w ponad stu francuskich placówkach pierwszego stopnia, a liczba nieobecnych przekroczyła 48 tys. Tym razem nie chodziło jednak o epidemię grypy.

Trzy dni wcześniej tysiące rodziców otrzymało esemesy nawołujące do bojkotu szkoły z powodu wprowadzanego przez ministra edukacji, socjalistę Vincenta Peillona, programu walki z seksistowskimi stereotypami już w najmłodszych klasach. Podczas gdy oficjalne źródła mówiły o nauce tolerancji i wpajaniu dzieciom zasad równości płci, autorzy esemesów straszyli „teorią gender” i indoktrynacją przejawiającą się w tłumaczeniu malcom, „że nie urodzili się jako chłopcy czy dziewczynki, ale mogą wybierać, czy chcą się nimi stać czy nie”.

Dyrektor wspomnianej szkoły w Strasburgu, znajdującej się w mieszanej pod względem etnicznym dzielnicy, musiał odpierać szturm oburzonych matek, przekonanych, że pod egidą ministerstwa ich pociechom będzie się pokazywać filmy pornograficzne i uczyć je masturbacji.

1.

Reakcja władz była zdecydowana – minister Vincent Peillon nakazał dyrektorom państwowych placówek wzywać rodziców odmawiających posyłania dzieci do szkoły, przypominając na łamach prasy, że w Republice Francuskiej nauczanie jest obowiązkowe. Zareagowała także przewodnicząca największego w kraju stowarzyszenia rodziców uczniów, komentując, że „organizatorzy akcji starają się wzbudzić strach, przekonując, że szkoła próbuje podważyć biologiczne bazy seksualnej tożsamości”.

Z początku wszyscy w rządzie bagatelizowali sprawę i wskazywali na kłamliwe esemesy jako źródło całego zamieszania. Pomysłodawczynią ich wysyłania była Farida Belghoul, w latach 80. jedna z czołowych działaczek ruchu przeciw dyskryminacji rasowej, która spod skrzydeł radykalnej lewicy przeniosła się teraz pod opiekę prawicy spod znaku Frontu Narodowego.

Ta prawdziwie surrealistyczna wolta (Belghoul jest pochodzenia algierskiego, a Front Narodowy słynie z rasistowskich wystąpień) oraz apel o bojkot państwowej szkoły ze strony rosnącego w siłę ruchu Dzień bez Szkoły zapewniły energicznej kobiecie szerokie społeczne poparcie. Do buntu przyłączyły się również ekstremalne grupy prawicy – Civitas i Francuska Wiosna, bardzo aktywne w organizowaniu ubiegłorocznych manifestacji przeciwko małżeństwom homoseksualistów.

Ze względu na swój radykalny profil obie grupy zostały poproszone tym razem o zachowanie dystansu, nie przeszkodziło im to jednak w opublikowaniu komunikatu, w którym gratulują Belghoul „ostrzeżenia rodziców, jak nienaturalna i perwersyjna ideologia nauczana jest w przedszkolnych klasach pod hasłami równości i walki z homofobią”. Belghoul, która nie przyznaje się do związków ze skrajną prawicą, twierdzi, że w ramach nowego programu nauczania aktywiści lobby LGBT wpraszają się do klas i tłumaczą dzieciom, że są zniewolone przez rodziców.

2.

Belghoul chodzi o pilotażowy program nauczania „ABCD równości”, który od nowego roku obowiązuje w ponad 600 francuskich klasach. To wspólny pomysł wspomnianego ministra edukacji i minister praw kobiet Najat Vallaud-Belkacem. Jego oficjalnymi celami są dekonstrukcja stereotypów, wpajanie kultury równości, szacunku między chłopcami i dziewczynkami oraz uczulenie na sposób przedstawiania płci i ról zwyczajowo im przypisywanych. Jeszcze tej wiosny eksperyment zostanie poddany ocenie i jeśli jego rezultaty okażą się obiecujące, będzie stopniowo wprowadzany do programów szkolnych w całym kraju.

Zgodnie z tym programem w najmłodszych klasach, odpowiedniku polskiego przedszkola, zajęcia pedagogiczne polegają na „ukazywaniu ewolucji wizerunku dziecka, kobiet i mężczyzn” na przestrzeni wieków. Jako pomoc pedagogiczną proponuje się m.in. portret Ludwika XIV w butach na wysokich obcasach, zdjęcia kobiet w smokingu Yves’a Saint Laurenta, reinterpretację bajek oraz współpracę z wydawcami książek dla młodych czytelników, w których mama w fartuszku wciąż przygotowuje obiad dla całej rodziny. Ministerstwo edukacji twierdzi, że zamierza tym samym wpłynąć na kształtowanie mentalności przyszłych pokoleń.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną