Ukraińskie władze robią porządek na wschodzie kraju. Za późno?

Ofensywa ruszyła
Ołeksandr Turczynow, pełniący obowiązki prezydenta Ukrainy, potwierdził w parlamencie, że rozpoczęła się zapowiadana ofensywa antyterrorystyczna na wschodzie kraju. W akcji bierze udział wojsko – ma chronić bezpieczeństwa mieszkańców i powstrzymać secesjonistów od działań wymierzonych przeciwko ukraińskiemu państwu.
Ukraińskie władze rozpoczynają akcję 'antyterrorystyczną' na wschodzie kraju.
Dmitry Madorsky/Reuters/Forum

Ukraińskie władze rozpoczynają akcję "antyterrorystyczną" na wschodzie kraju.

Na razie nie widać spektakularnych efektów tego zamierzenia, podjęto jednak walki w Kramatorsku i Słowiańsku, wkroczyły tam ukraińskie wojska, transportery opancerzone i śmigłowce, słychać strzały od strony zajętego lotniska w Kramatorsku. Dziś, niestety, coraz więcej miejscowości znajduje się w rękach secesjonistów. Już kilkanaście w pobliżu Doniecka. Nie są to przygodne mieściny, lecz punkty strategiczne, zwykle leżące na skrzyżowaniu dróg, węzłów kolejowych lub tam właśnie, gdzie znajduje się ważne lotnisko. Rosną barykady utrudniające dojazd do dużych miast. Rośnie też determinacja: ludowa milicja i separatyści – obrońcy barykad – mówią, że się nie cofną, że gotowi są umierać. Nie zamierzają słuchać poleceń rządu ani zastosować się do jakiegokolwiek ultimatum, bo zwyczajnie nie uznają ani rządu, ani pełniącego obowiązki prezydenta, to dla nich samozwańcy, hunta faszystowska. Kijów może sobie mówić co chce, nikt głosów stamtąd nie usłucha. Gubernator Doniecka Sierhij Taruta przyznaje, że rozmowy nie przynoszą żadnych rezultatów. W Doniecku ponownie włączono rosyjskie kanały telewizyjne, wyłączone po przejęciu władzy przez tymczasowy rząd. A to oznacza kolejny dopływ antyukraińskiej propagandy.

Władza w Kijowie wyraźnie nie kontroluje obszaru państwa, nie panuje nad biegiem zdarzeń, bo nie ma się na kim oprzeć. Odbijanie z rąk separatystów budynków administracji to nie jest zadanie dla czołgistów, lecz dla służb specjalnych. Tych natomiast brakuje, bo Berkut został rozwiązany, a nowa formacja – Gwardia Narodowa – dopiero powstaje i jej funkcjonariusze nie mają żadnego doświadczenia, niezbędnego w takich działaniach. Milicja natomiast dość gremialnie i z uzbrojeniem przechodzi na stronę rebeliantów, a ci już bez problemów przejmują posterunki w miastach. Widać coraz więcej umundurowanych i uzbrojonych mężczyzn, i nie jest to pospolite ruszenie, lecz najwyraźniej rosyjscy komandosi. Wielu takich przejmuje dowodzenie.

Większość mieszkańców Doniecka czy Ługańska biernie przygląda się wydarzeniom, nie protestuje przeciw ani za. Ale czy jutro nie przyłączy się do separatystów? Społeczeństwo oczekuje spokoju, a spokój może zapewnić rosyjska armia, skoro ukraińska sobie nie radzi... Flagi Donieckiej Republiki Ludowej powiewają już na wielu budynkach w obwodzie. To wyraźne echa Doniecko-Krzyworoskiej Republiki Radzieckiej, powstałej w 1918 r. Jej żywot był jednak krótki, przetrwała niewiele ponad miesiąc i została zlikwidowana, gdy przestała być użyteczna dla Sowietów. Jak na ironię, językiem urzędowym był wówczas ukraiński. Tymczasem Rosja – ustami ministra Ławrowa – zapewnia, że nie ma nic wspólnego z destabilizacją Ukrainy i to nie jej służby specjalne tam działają. Ale w rzeczywistości Rosja wyprzedza wszystkie ruchy Kijowa.

Niestety, istnieje obawa, że na walkę z separatystami i zaprowadzenie ładu jest już trochę późno. Przez cały miniony tydzień rząd w Kijowie zastanawiał się, co począć. Choć na dobrą sprawę nie miał wyboru, wiadomo było, że separatyści ruszą do ataku. Trzeba było stoczyć z nimi walkę i wygrać ją, bo wtedy była do wygrania. Dziś już może nie jest i obym się pomyliła. Zabrakło woli, wiary we własne siły, w armię ukraińską czy wreszcie nie starczyło determinacji? Mówi się, że Ołeksandr Turczynow, który jest również ewangelickim pastorem, za wszelką cenę chciał uniknąć rozlewu krwi. W Kijowie działacze Straży Majdanu i Prawego sektora obwiniają rząd o grzech zaniechania, domagają się dymisji ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa. Zagrozili, że wyruszą na wschód, zresztą część sotni już to zrobiła. Jeśli dojdzie do starcia z równie zdeterminowanymi członkami ludowej milicji donieckiej, może się to zakończyć dramatycznie. Jednak jeśli Ukraińcy nie wykażą dziś prawdziwej determinacji, to wkrótce utracą Donbas. Pytanie, czy stać ich na pokazanie siły? Tu i ówdzie pojawiają się już zadziwiające głosy, że bez Donbasu kraj może się mieć lepiej, nie będzie problemów z rosyjskojęzycznymi ani z kopalniami, wymagającymi nakładów. Bardzo to niebezpiecznie brzmi. Że to jak gangrena, którą trzeba odciąć. Jedność kraju za wieczne ustępstwa wobec wschodu – czy to się opłaca?

W czwartek w Genewie zasiądą do stołu przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, Rosji i Ukrainy. Mają rozmawiać o zażegnaniu kryzysu. Pozycja Ukrainy w tych rozmowach byłaby dużo silniejsza, gdyby udało się spacyfikować secesjonistów.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj