Świat

Kraj ze snu, mundial z koszmaru

Wielu Brazylijczyków nie chce Mundialu

Rio de Janeiro, plaża w dzielnicy Copacabana Rio de Janeiro, plaża w dzielnicy Copacabana Mario Tama / Getty Images
Piłkarskie mistrzostwa świata mają pokazać światu nową, wspaniałą Brazylię. Tymczasem wszystko, co się dzieje wokół tej imprezy, przypomina obraz jak z krzywego zwierciadła.
Siły policyjne przygotowane do obławy na handlarzy narkotyków w slumsach Rio de Janeiro. Mieszkańcy traktują policjantów z pobłażaniem.Ricardo Moraes/Reuters/Forum Siły policyjne przygotowane do obławy na handlarzy narkotyków w slumsach Rio de Janeiro. Mieszkańcy traktują policjantów z pobłażaniem.
„Po co te mistrzostwa? Brak nam opieki zdrowotnej, bezpieczeństwa, edukacji. Może, by ogłupić lud?”Cramunhao/Wikipedia „Po co te mistrzostwa? Brak nam opieki zdrowotnej, bezpieczeństwa, edukacji. Może, by ogłupić lud?”

Pierwszy dzień w dzielnicy Copacabana: szok. Liczba bezdomnych na ulicach, jakiej nie było tu od kilkunastu lat. Śpią, polegują, wyciągają ręce po grosz albo nie zważając na przechodniów, prowadzą niby-normalne życie, jakby leżeli we własnej sypialni.

Copacabana zawsze przyciągała bezdomnych i żebraków. To ulubiona dzielnica turystów, z najbardziej spektakularną plażą, hotelami – duża szansa, że ktoś rzuci choć reala. Tym razem jednak liczba dorosłych i dzieci bez dachu nad głową może szokować nawet przywykłych do widoku wychudzonych, brudnych, połamanych w środku istot przykrytych kartonami.

Działacz organizacji pozarządowej, która od lat prowadzi programy w fawelach, jest zaskoczony obserwacją (sam mieszka w luksusowej dzielnicy).

– W Copacabanie zawsze byli bezdomni – mówi.

– Tak, ale teraz jest ich więcej.

– Ile razy więcej?

– Pięć, dziesięć. Dużo więcej.

– Może to przez remonty w śródmieściu, widziałeś, jakie rozkopane? Jesteśmy spóźnieni na mundial ze wszystkim. Może bezdomni wynieśli się do Copacabany.

Może.

1.

Pewnego styczniowego ranka do faweli Metro Mangueira wjechały buldożery i zaczęły wyburzać marnie sklecone biedadomy. Mieszkańcy w panice wybiegali na zewnątrz. Buldożery osłaniali policjanci. W ciągu paru godzin kilkanaście domów zamieniło się w gruzowisko.

Tego samego dnia po południu kilkudziesięciu mieszkańców Metro Mangueira wyszło na szosę, która wiedzie z faweli do stadionu Maracana – to tutaj 13 lipca rozegrany zostanie finał piłkarskich mistrzostw świata. Chcieli zamanifestować przeciwko brutalności władz miasta. Zatrzymały ich gumowe kule, gazy pieprzowy i łzawiący, bomby ogłuszające. Zaatakowani odpowiedzieli kamieniami i butelkami.

Fawelę Metro Mangueira założyli 35 lat temu biedni ciemnoskórzy robotnicy z północnego wschodu, którzy przyjechali do Rio de Janeiro budować metro. Osiedliło się tu około 700 rodzin. Po ogłoszeniu Brazylii organizatorem mundialu władze Rio postanowiły zlikwidować slums. Na miejscu faweli miał powstać parking dla kibiców Maracany, ale – jak tłumaczy Giselle Tanaka, urbanistka z Uniwersytetu Federalnego w Rio, która pomaga favelados – okazało się, że to jedno z wielu oficjalnych kłamstw, które uzasadniają czystkę społeczną.

Mieszkańcy dostali propozycję nie do odrzucenia: albo przenoszą się do osiedla Cosmos 70 km stąd, albo nie dostaną nic – opowiada Giselle. – Mogli też wybrać odszkodowanie, za które nie można kupić ani zbudować niczego.

70 km od miasta samo mieszkanie ma wyższe standardy od sypiącego się domku w faweli. Nie ma tam jednak żadnej pracy. Codzienne dojeżdżanie przekracza często domowy budżet favelados, a jeśli nawet kogoś na to stać, musiałby przebijać się przez zakorkowane Rio i spędzać na dojazdach w obie strony cztery–pięć, a w skrajnych sytuacjach nawet osiem godzin dziennie.

Władze nie wyjaśniły, dlaczego zburzono fawelę. Parking dla kibiców Maracany wytyczono w innym miejscu. Według jednej z plotek, ma tu powstać park ze ścieżkami dla rowerzystów i jeżdżących na rolkach. Według innej – centrum handlowe. Władze raz kręcą, raz milczą. – Biedni mają nie psuć humoru i widoku turystom oraz ludziom z klasy średniej. Oto cała tajemnica – mówi Giselle.

Właśnie tego dnia, kiedy rozmawiałem z Giselle, rozpoczęto wyburzenia w innej faweli – Vili Autodromo, która znajduje się obok powstającego Parku Olimpijskiego (igrzyska w Rio odbędą się za dwa lata). Giselle, która pomaga również tutaj, rozkłada na stole alternatywny plan budowy kładki dla pieszych prowadzącej do Parku Olimpijskiego oraz nitki szosy, która jest pretekstem do wyburzeń. Pokazuje czarno na białym, że wyburzanie faweli nie ma uzasadnienia innego niż, powiedzmy, „klasowo-estetyczne”. Chodzi o to samo co przy Maracanie: biedni psują krajobraz. Ma być, cholera, ładnie!

2.

Gdy ogłoszono, że w 2014 r. mistrzostwa odbędą się w Brazylii, władze i obywatele pękali z dumy. Rządził wtedy prezydent Luiz Inácio Lula da Silva, trybun ludu; programy społeczne jego rządu wyciągały z biedy miliony ludzi. Mundial i olimpiada miały zaprezentować Brazylię jako modelowy kraj Południa, który gospodarczo wzrasta i nie zostawia za burtą najbardziej potrzebujących. Pokazać, że tu znaleziono receptę dla ubogiego świata, która łączy to, co uważano za ogień i wodę, tj. pomyślność gospodarczą i ambitną redystrybucję dochodów.

Ladislau Dowbor, społeczny wizjoner i były doradca Luli, ilustruje to liczbami. Rządy Luli i jego następczyni Dilmy Rousseff wyciągnęły z biedy 36 mln ludzi. Powiększyły i pogłębiły rynek konsumencki. Dochód miesięczny na głowę wzrósł o ok. 350 reali, co w rodzinie trzyosobowej oznacza wzrost o ponad 1 tys. reali (1350 zł). Ludzie żyją średnio o 9 lat dłużej.

Dostępność edukacji to prawdopodobnie największy skok. 20 lat temu tylko 13 proc. młodych między 18 a 20 rokiem życia miało ukończoną szkołę średnią, obecnie to 41 proc. – Wciąż ogrom roboty przed nami, ale te liczby mówią same za siebie – opowiada z entuzjazmem Dowbor. Podaje kolejny przykład: uniwersalny wskaźnik rozwoju (IDH), który jest kombinacją m.in. dochodu na głowę, poziomu edukacji i zdrowia, wzrósł z 0,493, tj. niskiego, do 0,727, czyli wysokiego.

Wszystko to i dużo więcej – kraj olśniewających krajobrazów i zadowolonych mieszkańców, bogatej kultury i obyczajowej wolności – miał zobaczyć świat przy okazji mundialu. Ku pożytkowi Brazylii i, rzecz jasna, rządzącej ekipy, która wynalazła know-how dla krajów w podobnym stadium rozwoju.

Tymczasem jak mówi Orlando Santos z obywatelskiego komitetu przeciwko mundialowi i igrzyskom obserwujemy przykry paradoks. – Rząd federalny prowadzi politykę redystrybucji w duchu keynesizmu, a na poziomie lokalnym wspiera politykę segregacji i wykluczenia społecznego. Przykładem brutalne niszczenie niektórych faweli w miastach gospodarzach mundialu i prowadzenie inwestycji zgodnie z interesami deweloperów, którzy są sponsorami wielu polityków. Coś poszło nie tak.

3.

Instytut Ethos, szacowny think tank z São Paulo, prowadzi projekt o nazwie „Gra fair play – na stadionach i poza nimi”. Zbiera dane w każdym z 12 mundialowych miast o wydatkach, korupcji, łamaniu praw człowieka i obywatela. Instytut przyznaje punkty za przejrzystość mundialowych inwestycji. Belo Horizonte i Porto Alegre mają dużo punktów, co znaczy, że władze i inwestorzy grają tam względnie fair. Czystość gry w São Paulo jest taka sobie, w Rio jest raczej gorzej niż lepiej, zaś czempionami inwestycyjnych fauli są Salvador, Manaus, Recife i Natal. Stadiony w trzech ostatnich będą po mundialu bezużyteczne. Decyzje o budowie akurat tu były efektem zakulisowych politycznych bojów, a nie sportowego czy społecznego meritum.

Lista grzechów władz kraju, włodarzy miast, FIFA i inwestorów jest długa. Po pierwsze, rząd Brazylii obiecał, że 12 stadionów powstanie z prywatnych pieniędzy, tymczasem ponad 90 proc. środków pochodzi z pieniędzy publicznych. To pieniądze wydane przez rząd federalny i rządy stanowe lub pośrednio przez państwowy bank rozwoju, który daje kredyty na niski procent. Mundial pochłonie około 30 mld reali (14 mld dol.).

Po drugie, jak twierdzą ludzie z Ethos, oddano Brazylię na kilka miesięcy – przed, w trakcie i po mundialu we władanie FIFA. Federacja dostała ulgi podatkowe, podobnie jej biznesowi partnerzy brazylijscy i zagraniczni. FIFA wywiezie z Brazylii ok. 10 mld reali (4 mld dol.), powinna zapłacić około miliarda reali podatku, ale tego nie zrobi. – Zwolnienia podatkowe były jednym z głównych warunków FIFA, a Brazylia bardzo chciała być gospodarzem mundialu – mówi Caio Magri z Ethosu. – Suma zwolnień wystarczyłaby na zbudowanie brakujących żłobków i przedszkoli w São Paulo, Rio, Belo Horizonte i Salvadorze.

Morze pieniędzy wydano bezmyślnie, choć trudno nie widzieć w tym intencji – czytaj: korupcji i nieczytelnych dla opinii gier. Na przykład w São Paulo wystarczyło zrobić remont stadionu Morumbi, ale jego właściciel nie chciał się zgodzić – słusznie na zasady prowadzenia biznesu narzucone przez FIFA. Dlatego remontuje się inny stadion, Itaquerao, co kosztuje trzy razy więcej.

Dalej. Specustawy uchwalone na czas mundialu (i olimpiady w 2016 r.) pozwalają na uznanie demonstrantów i strajkujących w trakcie imprezy za dokonujących zamachu na ład publiczny. W promieniu 2 km od stadionów powstaną też specjalne strefy, w których działalność handlową, promocyjną i inną mogą uprawiać tylko partnerzy i sponsorzy FIFA, na czym najwięcej stracą drobni sklepikarze i uliczne przekupki.

4.

Już teraz specyficznie dotkniętą grupą są pracownice seksualne (w politycznie poprawnym języku nie używa się tu słowa „prostytutka”). Z jednej strony, kluby nocne i hotele z Salvadoru, Recife, Fortalezy to centra handlu kobietami oferują pracę dziewczynom w charakterze hostess, recepcjonistek, lecz w istocie mają one wykonywać usługi seksualne. To zagrożenie pracą niewolniczą. – Z drugiej strony – mówi Ana Angelica z Ethosu – pracownice seksualne, np. z Kurytyby, obawiają się prześladowań ze strony policji i utraty źródła zarobkowania, do czego mają prawo. Policja w niektórych miastach przepędza pracownice seksualne z ulic, a lokalne władze zamykają niektóre kluby nocne, żeby pokazać upiększony wizerunek kraju.

Polityka samorządów krytykowana jest z wielu stron. Np. guru architektów i urbanistów z Rio Sergio Magalhaes kwestionuje ulokowanie inwestycji w mieście. Władze mówi realizują plany modernizacji z lat 60. i 70., kiedy Rio było mniejsze, a przestrzeń miejską pojmowano według anachronicznej zasady, że człowiek mieszka, pracuje i bawi się w innych częściach miasta. Przy dzisiejszych rozmiarach Rio, przeludnieniu i zakorkowaniu inwestowanie według tej zasady to samobójstwo. Magalhaes uważa, że błędnie dowartościowano puste tereny zamiast modernizować zaniedbane części metropolii, gdzie żyją miliony ludzi. Obecna polityka dobrze służy deweloperom, a nie mieszkańcom.

Oliwy do ognia dolał też cesarz futbolu Pele. Po ósmym już śmiertelnym wypadku na budowie stadionów, tym razem w São Paulo, gdzie 12 czerwca piłkarze Brazylii rozegrają inauguracyjny mecz z Chorwatami, Pele powiedział, że to normalne, „takie rzeczy w życiu się zdarzają”. Rok temu surowo krytykował rodaków, którzy protestowali przeciwko faraonicznym wydatkom na mundial.

Pozaboiskowe kopanie się nawzajem ikon futbolu to ilustracja podzielonej wokół mistrzostw Brazylii. Mistrzowie przeciwko mistrzom. Romario (obecnie kongresman jednej z lewicowych partii) i Rivaldo krytykują władze za źle wydawane pieniądze i fałszywe priorytety. Pele i Ronaldo bronią decyzji o organizacji mistrzostw. Romario, znany z ostrego języka, nazwał szefów FIFA Seppa Blattera i Jérôme’a Valckego odpowiednio złodziejem-skurwysynem i szantażystą.

5.

Symulacje zysków wskazują, że gospodarka Brazylii na mundialu zarobi niewiele. Owszem, zyskają restauracje i hotele, ale mniej, niż się spodziewano. Oczekiwano 700 tys. turystów, a wszystko wskazuje, że przyjedzie tylko połowa. Duża w tym wina hotelarzy i najemców mieszkań: podyktowali ceny z kosmosu (kilkaset dolarów za noc), a kiedy teraz na gwałt je obniżają, wielu klientów, np. z Europy, ma już inne plany wakacyjne.

Do przyjazdu nie zachęcają dochodzące z Rio wieści o nowej wojnie między narkogangami a policją i wojskiem, mimo że toczy się ona z dala od turystycznych części miasta. W kilku wielkich fawelach gangi, wypchnięte w ostatnich latach, próbują odzyskać terytoria. Rząd federalny wysłał wojsko, bo stanowa policja nie dawały rady.

Czy ofensywa narcotraficantes oznacza, że sztandarowy program włączania faweli w obręb miasta przeżywa kryzys? – Tak – mówi radny Marcelo Freixo, demaskator korupcji władz i krytyk mundialu, który uważa, że cały ten program to pokazówka. Że nigdy nie chodziło o inkluzję faweli. Więc o co? – O zapewnienie bezpieczeństwa jedynie klasie średniej i turystom w czasie mundialu i olimpiady. O ułatwienia dla deweloperów. Do faweli dotarła policja, ale nie edukacja, nie służba zdrowia, nie usługi publiczne – twierdzi Freixo.

Ma przekonującą hipotezę, skąd nagle w Copacabanie tylu bezdomnych. W fawelach, opanowanych przez policję w ramach przygotowań do mundialu i olimpiady, gwałtownie wzrosły ceny wynajmu i inne koszty. Wielu favelados nie stać teraz na życie nawet w faweli. Wylądowali na ulicy. Inna grupa to przyjezdni ze slumsów Baixady Fluminense, okalających Rio. Mundial dał im nadzieję na pracę albo wyżebrane grosze, a nie stać ich, żeby codziennie jeździć w dwie strony. Śpią więc na chodnikach, a do domu wracają na weekend. Czy Copacabana zostanie „oczyszczona” tuż przed mundialem? Prawdopodobnie.

6.

Warto więc było organizować mundial? – Być może tak – mówi Ana Angelica – gdyby zrealizowano oryginalne założenia, tj. budowano stadiony z prywatnych pieniędzy, zachowano transparentność, przeprowadzano konsultacje społeczne, jak w Norwegii i Niemczech, gdzie ludzie nie chcieli, żeby zorganizowano olimpiadę zimową.

Caio uważa, że mundial to błąd. Brazylia niewiele zarobi. Połączenie inwestycji w infrastrukturę – które i tak trzeba zrobić – z mundialem uzmysłowiło obywatelom, że oni sami mało się liczą.

– Gdyby jednak ktoś powiedział słowo przeciwko mundialowi w 2007 czy nawet 2012 r., zostałby ukrzyżowany. Dopiero masowe protesty ubiegłego roku otworzyły przestrzeń dla społecznej krytyki mistrzostw – przekonuje Caio. Źródłem protestów było przekonanie milionów Brazylijczyków, że kraj powinien mieć inne priorytety niż budowanie stadionów choćby inwestycje w edukację i służbę zdrowia. Były prezydent Lula celnie odpowiadał, że – paradoksalnie protesty wybuchły dzięki zmianom na lepsze. Bo ludzie wreszcie uwierzyli, że coś daje się zmienić naprawdę, coś zależy od nich.

Tak oto impreza sportowa, która miała pokazać, że wszystko w Brazylii jest na medal, zaczyna ukazywać, że ten medal to podróba. Że postęp to fasada, propagandowe czary-mary. A przecież to wniosek nieprawdziwy i niesprawiedliwy. Brazylia naprawdę zmienia się na lepsze. Piłkarska samba pod batutą Felipe’a Scolariego z solistą Neymarem może jednak nie wystarczyć, by naprawić szkody.

Złoty medal zatarłby kiepskie nastroje części obywateli, którzy wkrótce zamienią się w kibiców. Bo nawet surowi krytycy nie mają wątpliwości, że od początku mundialu Brazylia będzie przyklejona do telewizorów. Władza może popełniać błędy, FIFA być „wielkim złodziejem”, ale Bóg jest Brazylijczykiem, nasi muszą wygrać, amen! Gorzej, jeśli drużyna nie zagra na złoto. W kibicach mogą zwyciężyć obywatele, którzy jak rok temu wyjdą na ulice, a wtedy lepiej nie być w skórze rządzących. Jesienią ci sami obywatele pójdą do urn wyborczych. Choć nie wszystkie boiska gotowe, piłka od dawna jest w grze.

Artur Domosławski z Rio de Janeiro i São Paulo

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Kiedy lekarze podlegają karze

Lekarze do więzień za błędy medyczne? Co jest zagrożeniem dla zdrowia: kadra medyczna czy polityczna?

Ewa Siedlecka
11.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną