Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Blada tęcza

Dopiero kiedy nastąpiła przerwa w procesie biegacza Oscara Pistoriusa, jak wiadomo oskarżonego o zastrzelenie narzeczonej, na czołówki miejscowych mediów wypłynęła 20 rocznica pierwszych wolnych wyborów, które przeorały Republikę Południowej Afryki. Bo też gorzkie to święto. Powiódł się tylko generalny plan: pokojowej transformacji od apartheidu do „tęczowego społeczeństwa”, co wcale niemało. Gorzej poszło ze szczegółowymi obietnicami: w dziedzinie równych szans, pracy, edukacji, warunków mieszkaniowych, codziennego bezpieczeństwa. Nawet w sporcie niewiele się zmieniło: rugby i krykiet nadal są domeną białych, a futbol – czarnych.

Nowe wybory (7 maja, już piąte z kolei) wygra Afrykański Kongres Narodowy (ANC), za duży, aby ponieść porażkę, ale za każdym razem ze skromniejszym wynikiem. Teraz to może być poniżej 60 proc. Przeciw takim „wyborom bez wyboru” buntuje się coraz więcej wczorajszych zwolenników ANC, w tym charyzmatyczny arcybiskup Desmond Tutu. A nastrój dodatkowo popsuła Nkandlagate, sprawa ostentacyjnie luksusowej rezydencji prezydenta Jacoba Zumy, która postawiła go w jednym szeregu z innymi prezydentami – kleptokratami Afryki (a przecież miało być inaczej). W tych wyborach po raz pierwszy zabraknie Nelsona Mandeli, a brak postaci jego formatu będzie jeszcze bardziej dotkliwy. Zagłosuje za to po raz pierwszy „pokolenie wolności”, urodzone już w wolnej RPA. Ponad połowa w tej grupie wiekowej nie ma pracy, a na listach wyborczych zarejestrował się, co uprawnia do głosowania, tylko co trzeci z nich. Co tu świętować?

Polityka 19.2014 (2957) z dnia 06.05.2014; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 12
Reklama