Ukraińcy wybrali prezydenta: Petro Poroszenkę

Uspokoić sytuację
Petro Poroszenko – wszystko w tej chwili na to wskazuje – wygrał wybory prezydenckie na Ukrainie. W dobrym stylu, bezwzględnie pokonując swoją rywalkę Julię Tymoszenko. Zdobył 56, może nawet 57 proc. głosów.
Petro Poroszenko wygrywa wybory prezydenckie
REUTERS/Stringer/Forum

Petro Poroszenko wygrywa wybory prezydenckie

Zwycięstwo w pierwszej turze to sukces Poroszenki i Ukraińców. Mimo walk na wschodzie, rozlanej krwi, nacisków Rosji, straszenia, dramatycznej sytuacji gospodarczej – poszli do głosowania i wybrali kandydata, który prowadził w sondażach. Nie zmarnowali swoich głosów. Nie tylko w centrum, także we wszystkich pozostałych regionach kraju. Chyba po raz pierwszy w historii niepodległej Ukrainy południe, zachód, centrum głosowały podobnie, wschód pewnie też, choć do urn mogło tam pójść zaledwie kilkanaście procent wyborców. Nie dlatego, że nie chcieli wybierać, po prostu nie było gdzie głosować. Separatyści zastraszali ludzi i niszczyli punkty wyborcze. Ale nie udało się sparaliżować kraju, zatrzymać przemian. To połowa wygranej.

Ten rozsądek Ukraińców wynikał z faktu, że zmęczeni są niepewnością i chaosem, trwającym przecież od listopada ubiegłego roku, kiedy na kijowski Majdan wyszły protestujące tłumy. Że wszystko, co tam się stało, śmierć tak wielu młodych ludzi, to trauma, jaka pozostanie na długo. Tak nie musiało być, ale może ta trauma dziś i jutro na coś się przyda.

Ukrainie potrzebna jest silna władza pochodząca z powszechnego wyboru: do tego przekonywał na swych wiecach przedwyborczych Poroszenko, to on i jego sojusznik Witalij Kliczko, który swoje poparcie i głosy wyborców scedował na Poroszenkę, przekonywali i prosili żeby rozstrzygnąć wybór w pierwszej turze. Z pewnością decyzja Kliczki pomogła wygrać, może nawet zdecydowała o tym niedzielnym zwycięstwie.

Poroszenko jest doświadczonym w bojach politykiem i znanym biznesmenem, który zbudował czekoladowe imperium. W polityce wiodło mu się dotychczas gorzej niż w interesach, zmieniał partie i przyjaźnie polityczne. Kłócił się, odchodził, był dymisjonowany i wracał do gry. Jest też właścicielem kanału telewizyjnego, w parlamencie ma sojuszników i wrogów. Rząd Jaceniuka to dziś rząd opozycyjny, zdominowany przez partię Batkiwszczyna Julii Tymoszenko i pod jej ciągłym wpływem. Ale Poroszenko jest pełen optymizmu. Obiecuje przywrócenie spokoju w kraju, już zapowiedział, że w pierwszą podróż wybierze się do Doniecka. Chce rozmawiać o przyszłości regionu, może uda mu się przekonać przeciwników, że Ukraina powinna być jednym krajem, ze stolicą w Kijowie. Zapowiada przyspieszone wybory parlamentarne, bo dzisiejszy parlament nie jest ani wiarygodny, ani reprezentatywny.

Chce rozmawiać z Rosją, bo to przecież sąsiad Ukrainy, nie można zabrać zabawek i przenieść się w inne miejsce na mapie. Przyrzekł też uparty marsz ku Unii Europejskiej, to będzie życie po nowemu, bez korupcji, bez strachu o jutro. Poroszenko uważa, że Ukraina nie powinna wstępować do NATO, tu chyba także podziela poglądy większości swoich wyborców.

Nowy prezydent ma trudne zadanie. Jeśli uda mu się uspokoić wschód, będzie to prawdziwy sukces. Jeśli dogada się z Putinem, bodaj w sprawie dostaw gazu, to też gratulacje.

Nie wszyscy Ukraińcy mu zaufali, część głosowała z przekonania, że trzeba wybrać prezydenta. Nie wszędzie panował entuzjazm, jak w Kijowie, gdzie do urn ustawiały się długie kolejki i trzeba było przedłużyć godziny głosowania, bo ludzie nie chcieli opuścić lokali. W wielu miejscach to była wyłącznie determinacja. Takiej samej determinacji będzie potrzeba na każdy kolejny dzień tej prezydentury.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj