Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Jak Niemcy świętowali mundialowe zwycięstwo

Niemieccy kibice do późnej nocy cieszyli się ze zwycięstwa Niemieccy kibice do późnej nocy cieszyli się ze zwycięstwa !Koss / Flickr CC by 2.0
„Götze sei dank!” – komentowali internauci, przerabiając na użytek chwili popularne „Gott sei dank!”. Niemieccy kibice nie zamierzają pożegnać się szybko z euforią ostatnich dni mundialu.
Niedzielna noc należała do nich.!Koss/Flickr CC by 2.0 Niedzielna noc należała do nich.

„Jesteśmy numerem jeden świata” – na ten pełen radości i triumfu śpiew pozwoliła sobie niemiecka drużyna dopiero po powrocie do swojego hotelu przy jednej z plaż Rio de Janeiro. Zwycięzcy poczuli się wreszcie „u siebie”. Poza zasięgiem wielotysięcznego tłumu wielbicieli i (niekoniecznie przychylnych) komentatorów z całego świata.

Skromni i umiarkowani byli już wcześniej, m.in. podczas konferencji prasowej po miażdżącym zwycięstwie nad Brazylijczykami. Szaleli za to ich fani w Niemczech. Niedzielny finał przyniósł pewne otrzeźwienie. Niemiecka drużyna spotkała na boisku godnego siebie rywala – losy meczu ważyły się do ostatniej chwili. „Götze sei dank! – komentowali w poniedziałek internauci, przerabiając na użytek chwili popularne „Gott sei dank!” (Bogu niech będą dzięki). 22-letni Mario Götze, który strzelił zwycięskiego gola, może liczyć na wdzięczność i chwałę kibiców.

A ci nie zamierzają tak szybko pożegnać się z euforią ostatnich dni mundialu. Na niemieckich ulicach nadal łopocą narodowe flagi. Jest ich więcej niż w dniu Niemieckiej Jedności Narodowej, która przypada 3 października. Nadal też jeżdżą prywatne auta przystrojone narodowymi barwami.

– Nie rozumiem tego szaleństwa – mówi 36-letni Stefan Hüsselbeck. W poniedziałek pojechał do pracy zły, bo niewyspany. Noc należała bowiem do kibiców, którzy w karawanach aut krążyli po ulicach niemieckich miast do późnych godzin. Klaksonami i okrzykami dawali wyraz radości „z naszego zwycięstwa”. Sam Stefan meczu nie oglądał – nie interesuje się piłką nożną. Wielkie spektakle sportowe uważa za jeszcze jeden przejaw komercjalizacji życia społecznego, a euforię widzów – za zastępcze projekcje ich, nie zawsze nazwanych i uświadomionych, emocji.

Kibiców z berlińskiej dzielnicy Neukölln ta diagnoza zapewne niewiele by obeszła. Po zwycięskim meczu nocne niebo rozświetliły fajerwerki, ludzie na ulicach pozdrawiali się radośnie. – Zrobiło się tak jakoś sympatycznie – mówi Marysia Kossak, mieszkanka tej wielokulturowej dzielnicy. Turcy byli sercem z Mesutem Özilem, Polacy mogli kibicować Mirosławowi Klose, Arabowie nie kryli entuzjazmu dla całej drużyny, a w końcu wszyscy gratulowali sobie zwycięstwa.

Marysia oglądała mecz w niemiecko-polskim gronie. Zauważyła, ze reakcje na zwycięstwo były rożne. Niemcy byli zatroskani tym, czy zdobyte po raz czwarty mistrzostwo świata w piłce nożnej nie spowoduje wzrostu agresji, arogancji i nacjonalizmu wśród rodaków.

Doświadczenie podpowiada, że podobne podejrzenie może zakiełkować w głowach niemieckich socjologów, a tutejsze instytuty badania opinii publicznej dostarczą wkrótce stosownych analiz na ten temat.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną