Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Szczyt hipokryzji

Spotkanie w cztery oczy Putina i Poroszenki. „Rozmowy skomplikowane i bardzo trudne”

Przełom nie nastąpił, choć rozmowa prezydentów trwała dwie godziny. Przełom nie nastąpił, choć rozmowa prezydentów trwała dwie godziny. Sergei Bondarenko / Forum
Spotkanie w Mińsku szefów państw Unii Celnej oraz Ukrainy i komisarzy Unii Europejskiej to tylko zwykłe pogaduchy. Największym newsem szczytu była informacja, że prezydenci Petro Poroszenko i Władimir Putin uścisnęli sobie ręce.

Dalej było już tylko gorzej. Mimo że ukraiński konflikt miał być najważniejszym tematem spotkania, tego przynajmniej oczekiwali przedstawiciele Ukrainy i Unii Europejskiej, prezydent Putin poświęcił tej sprawie – jak precyzyjnie wyliczyli dziennikarze – zaledwie 33 słowa, czyli 2,83 proc. swojego wystąpienia, liczącego 1165 słów.

Podczas gdy pozostali politycy podkreślali przede wszystkim, że należy powstrzymać rozlew krwi i doprowadzić do deeskalacji na wschodzie Ukrainy, a prezydent Poroszenko apelował o poparcie jego planu pokojowego dla Donbasu, pozwalającego wyjść z twarzą wszystkim stronom konfliktu, rosyjski prezydent mówił wyłącznie o ekonomii i pieniądzach. O tym, ile straci rosyjski przemysł i rolnictwo z powodu podpisania przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z UE. Moskwa wylicza, że będzie to 100 miliardów rubli. Zastrzeżenia Kremla wyglądają jak pretekst, co ciekawe – prezydent Kazachstanu oświadczył, że jego kraj, także członek Unii Celnej, nie poniesie żadnych strat z tego powodu. Całkiem tak, jakby tuż obok nie toczyła się wojna, nie ginęli ludzie, zresztą po obu stronach konfliktu.

W tym samym czasie kolejny konwój rosyjskich czołgów i ciężkiego sprzętu przekroczył granice Ukrainy. Rosyjscy żołnierze walczą i giną: ich rodziny dowiadują się, że uczestniczyli w ćwiczeniach w Rostowie. Z Petersburga dochodzą informacje, że tamtejsze szpitale są przepełnione rannymi. Putin natomiast kolejny raz podkreśla, że wydarzenia w Donbasie nie zależą od Rosji.

Oczekiwano spotkania w cztery oczy Poroszenko – Putin. Długo nie było potwierdzenia, że do niego dojdzie. Doszło. Wiadomo, w jakim miejscu je rozpoczęto: Poroszenko żądał kontroli granicy i wstrzymania dostaw dla rebeliantów. Jego celem jest utrzymanie integralności Ukrainy i zaprowadzenie pokoju jak najszybciej. Ale nie za cenę ustępstw czy kapitulacji. Oczywiście trzeba korzystać z wszelkich możliwości, także drogi dyplomatycznej, jeśli jest tylko taka szansa. Ukraina ma dziś jednak małe pole manewru. Walki trwają, nic nie wskazuje na to, że separatyści zostaną szybko pokonani.

Putin tymczasem zainteresowany jest przedłużaniem konfliktu, osłabianiem Ukrainy, a w końcu rzuceniem jej na kolana, gdy zabraknie zimą gazu, ogrzewania, ciepłej wody, węgla, a może stanie produkcja przemysłowa. Jego celem jest destabilizacja Ukrainy. W tej sytuacji kompromis jest niemożliwy.

Czym zakończono spotkanie? Przełom nie nastąpił, choć rozmowa prezydentów trwała dwie godziny. Petro Poroszenko opuścił spotkanie w pośpiechu, nie wydając oświadczenia. Powiedział jedynie, że rozmowy były trudne. To znaczy, że ukraiński prezydent nie osiągnął żadnego celu, nie uzyskał od Putina obietnicy ani w sprawie wstrzymania pomocy dla separatystów, ani uszczelnienia granicy.

Władimir Putin wystąpił jak zwykle: oczywiście chce spokoju i pokoju na Ukrainie, smuci go sytuacja humanitarna i rozlew krwi. Chce spotkania grupy kontaktowej. Mówi, że dołoży wszelkich starań, aby doszło do procesu pokojowego. Jego zdaniem nie wszystko zależy od Moskwy, to Kijów powinien rozmawiać ze zbuntowanymi „republikami”, Doniecką i Ługanską. Rosyjski prezydent gra na czas.

Ważniejsza dla Putina jest ekonomia: trzeba wznowić dialog energetyczny – a dziś w tej kwestii panuje impas. Zagrożony jest tranzyt gazu do krajów Unii. Trzeba też chronić gospodarkę Rosji przed zagrożeniami, jakie niesie podpisanie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z UE. Powiedział, że Rosja czeka na propozycje Brukseli. To brzmiało jak ultimatum. Źle to wróży na przyszłość: spotkanie nie przyniosło żadnych konkretnych rozwiązań, nie zapowiada szybkiego spokoju i pokoju na Ukrainie. Putin wie, że to on ma decydujące słowo. Nie zamierza z tego skorzystać. Czy Bruksela potrafi zmusić go do zmiany stanowiska? Wątpliwe, póki Europa jest zależna od rosyjskiego gazu.

Największym zwycięzcą tego szczytu jest prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. Skreślony przez Brukselę, marginalizowany, objęty rozmaitymi sankcjami i niechęcią, okrzyknięty ostatnim dyktatorem Europy, wyrasta na człowieka porozumienia i pokoju. W dodatku Mińsk gościł komisarzy europejskich, a wydawało się, że ich noga tutaj nie postanie. Jeśli to prawda, że grupa kontaktowa ukraińsko-rosyjska plus OBWE ma się spotykać w Mińsku, to Białoruś ma szansę urosnąć do rangi drugiego Dayton czy Rambouillet. A prezydent Łukaszenka zyska miano gołąbka pokoju. 

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną