Świat

Nieczysta gra

Agresja Rosji na Ukrainę. O co chodzi Putinowi?

Maxim Shemetov / Reuters/Forum
Jeżeli rosyjskie wojsko – już nie w przebraniu, lecz umundurowane – wkroczyło na teren Ukrainy, to ukraińskie władze słusznie nie mają wątpliwości, że to rozpoczęcie niewypowiedzianej wojny rosyjsko-ukraińskiej.

To już nie są zbłądzeni żołnierze ani konwój widmo. To nawet nie jest ostrzał, prowadzony z terytorium Rosji, co stało się niemal codziennością. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk w dramatycznym wystąpieniu nazwał wojną to, co dzieje się na wschodzie i południu kraju, i zażądał zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. A Julia Tymoszenko domagała się od prezydenta Petra Poroszenki ogłoszenia stanu wojennego na terytorium całego kraju lub przynajmniej na terenach, gdzie toczą się walki.

Połączenie z Krymem

Walki nigdy jeszcze nie toczyły się tak daleko na południu Ukrainy. Padł Nowoazowsk, zagrożony jest Mariupol, ważny ukraiński port, a w przyszłości być może Odessa. Patrząc chłodno – Rosja zamierza odciąć Ukrainę od Morza Azowskiego i Czarnego, zamierza utworzyć korytarz na Krym. To nie tylko droga lądowa, przebiega tamtędy także ważna linia kolejowa. Bez połączenia lądowego, jak teraz, sytuacja na Krymie staje się coraz trudniejsza. Wkrótce może tam zabraknąć żywności i innych towarów powszechnego użytku. Na to Moskwa nie może czekać.

Takim dzwonkiem alarmowym okazała się niedawna krymska wizyta Władimira Putina. Zaproszeni na spotkanie z prezydentem członkowie Dumy nie mogli dotrzeć na czas, bo kolejka oczekująca na przeprawę promową przez Cieśninę Kerczeńską przekraczała 20 km. Doszło do incydentu, zdenerwowani kierowcy TIR-ów przewrócili do góry kołami samochód jednego z deputowanych, chcącego ominąć kolejkę. Może to był ten ważny sygnał, że dłużej nie może być tak, jak jest? W każdym razie ofensywa na południu ruszyła. Być może Moskwie chodzi jedynie o rozciągnięcie frontu, rozproszenie wojsk ukraińskich, które muszą zmierzyć się z nową sytuacją. I w ten sposób przyjść z pomocą siłom tzw. Donieckiej Republiki Ludowej.

Prezydent Petro Poroszenko przyznaje, że sytuacja jest trudna, ale pod kontrolą. Wzywa do zachowania spokoju i powstrzymania się od histerii. Ogłoszenie stanu wojennego – odpowiada nerwowej Julii Tymoszenko – to nie jest dobry pomysł. Taki krok zamykałby Ukrainie możliwości zakupu broni i amunicji. Czyli prowadziłby prostą drogą do klęski. Bo za chwilę Ukrainie wyczerpią się zapasy i będzie musiała skapitulować.

Wprowadzić stan wojenny?

Na froncie, z powodu silnego rosyjskiego wsparcia, sytuacja ukraińskich sił jest trudniejsza. Bez wsparcia Rosji separatyści byliby dawno pokonani, rebelia zduszona. Przyznaje to zresztą sam „premier” Donieckiej Republiki Ołeksandr Zacharczenko: właśnie dziś zdobył się na szczerość i powiedział, że bez pomocy Rosji nie daliby rady. Walczą tu zawodowi rosyjscy żołnierze.

Jedynie Rosja wciąż nie przyznaje się do uczestnictwa w tej wojnie. Władimir Putin odgrywa kolejny akt operetki, jak podczas niedawnego spotkania w Mińsku, gdzie zakpił sobie ze wszystkich, którzy liczyli na szybkie rozwiązanie konfliktu na drodze dyplomatycznej. On kpi z takich oczekiwań, a Europa jest bezradna wobec cynizmu rosyjskiego prezydenta.

Dziś w Mariupolu demonstrowano przeciw Rosji, pod ukraińskimi flagami. A w Kijowie, przed administracją prezydenta, wiecowano za odwołaniem ministra obrony Ukrainy, któremu zarzuca się podejmowanie błędnych decyzji i którego obwinia się za ostatnie ukraińskie niepowodzenia na froncie. Pojawiły się nawet oskarżenia o sprzyjanie Rosji, czyli zdradę. Takie sygnały nadciągnęły z frontu. Żołnierze walczących tam batalionów czekali na rozkazy, na wsparcie ciężkiego sprzętu, artylerię. Bezskutecznie. Jeśli dziś doszłoby do walk o Donieck – bastion separatystów – tego wsparcia artylerii też by się nie doczekali. Tam, na froncie, codziennie giną ludzie, ochotnicy. Strasznie jest patrzeć, że to śmierci bez sensu. Morale armii wyraźnie się pogorszyło. To zły sygnał.

Kampania w Kijowie

A w Kijowie rozpoczęła się kampania przed wyborami do parlamentu. Wczoraj na scenie politycznej zaszły istotne zmiany: swoje macierzyste ugrupowanie, partię Batkiwszczyna, opuścili premier Jaceniuk, szef Rady Najwyższej Ołeksandr Turczynow, minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow oraz były sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego, legendarny dowódca Majdanu Andrij Parubij i wielu innych polityków.

Wszyscy oni nie zgadzali się, żeby w kampanii atakować ugrupowanie prezydenckie Blok Poroszenki, które prowadzi w sondażach poparcia. Prowadzenie napastliwej kampanii, atakowanie prezydenta i jego partii uznali za szkodliwe w obecnej sytuacji. Znacząco zmienia to układ sił, być może Jaceniuk reaktywuje swoje ugrupowanie Front Zmian i z tą partią wystartuje w wyborach. Turczynow, najwierniejszy człowiek Tymoszenko, musiał być zdeterminowany, żeby dokonać takiego wyboru. Szable będzie zmuszona policzyć także Tymoszenko: jak widać, była pani premier nie wyciągnęła żadnych wniosków z wydarzeń na Ukrainie.

Łatwej sytuacji nie ma wreszcie Poroszenko: Ukraińcy nie oczekują ustępstw, uwierzyli, że mogą pokonać separatystów i odeprzeć rosyjską interwencję. W tej sytuacji, gdy przelano tyle krwi, gdy zginęło tylu żołnierzy, mężów i synów, nikt nie chce słyszeć o wycofaniu. Jeśli prezydent chce utrzymać popularność i zapewnić wyborcze zwycięstwo Blokowi Poroszenki (partia wczoraj zmieniła nazwę, poprzednio nazywała się Solidarność), nie może się cofnąć. Byłby okrzyknięty zdrajcą. A uzbrojeni ochotnicy, odwołani z frontu, tę broń skierowaliby natychmiast przeciwko władzy w Kijowie. To zdesperowani młodzi ludzie, którzy nie wrócą – tak po prostu – do domów. Ustępstwa wobec Rosji spowodowałyby także trudny do przewidzenia wzrost popularności partii prawicowych i radykalnych, zwłaszcza radykałów Oleha Laszki. To źle wróży kształtowi przyszłego ukraińskiego parlamentu.

W tym miejscu i z tego powodu rozchodzą się możliwości i dążenia Ukrainy oraz oczekiwania Europy, zwłaszcza Niemiec, które wciąż liczą na dyplomatyczne zakończenie konfliktu. Dyplomacja jest grą. Ale czy można ją uprawiać z Władimirem Putinem, który oszukuje, kłamie i gra znaczonymi?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną