Czy los wschodniej Ukrainy jest już przesądzony?

Dlaczego Putin gra w piegi
Mimo że od połowy marca jest na unijnej „czarnej liście” z zakazem wjazdu na jej terytorium, przewodniczący rosyjskiej Dumy już po raz drugi poleciał do Francji. Z kolei niemiecki „Der Spiegel”, powołując się na naradę strategów NATO, cytuje jednego z generałów, który stwierdza, że „militarnie konflikt jest już przez Kijów przegrany”.
Władimir Putin niewiele robi sobie z gróźb Zachodu.
Unia Europejska

Władimir Putin niewiele robi sobie z gróźb Zachodu.

Władimir Putin z lubością demonstruje, że nic sobie nie robi z gróźb, jakie kierują w jego stronę państwa zachodnie. Nawet gorzej: im więcej gróźb, tym Moskwa posyła większą i skuteczniejszą pomoc dla separatystów na wschodzie Ukrainy. Efekty widać: padł Nowoazowsk. Zagrożony jest Mariupol, Ukraina może zostać odcięta od morza. Pod ostrzałem artylerii siły rządowe zmuszone były wycofać się i oddać rebeliantom lotnisko w Ługańsku. Atakowane jest lotnisko w Doniecku, Ukraińcy wciąż się bronią, ale jak długo wytrzymają?

Musieli oddać Iłowajsk. Żołnierze zamknięci przez rebeliantów w okrążeniu nie doczekali się skutecznej pomocy. Części żołnierzy udało się przedrzeć, część została wyprowadzona z miasta w kajdankach. Władze i dowódcy nie chcą na razie informować o stratach, a podobno są ogromne.

Armia ukraińska słabnie, pozbawiana dostaw z zewnątrz. Bataliony ochotników proszą prezydenta o broń. Jakże mają iść na czołgi z gołymi rękami czy choćby kałaszami? Separatyści przeciwnie: rosną w siłę dzięki rosyjskiemu wsparciu, ciężkiej broni, systemom rakietowym, transporterom i całej kupie wojennego żelastwa. Po jednej stronie są ochotnicy, przeszkoleni na pospiesznie zorganizowanym tygodniowym kursie czyszczenia karabinu. Oni zginą w pierwszym starciu. Po drugiej – regularna rosyjska armia i doświadczeni w bojach najemnicy. To nie są równe siły. Czy los wschodniej Ukrainy jest przesądzony?

Bruksela, wobec błagalnych słów i wezwań Petra Poroszenki, przygotowuje nowy pakiet sankcji. Poroszenko po powrocie ze szczytu Unii mówił o tym w Kijowie, ale bardziej ku pokrzepieniu serc niż z wiarą, że ta pomoc nadejdzie na czas lub przesądzi o zwycięstwie. Europa może dać pieniądze, ale i na to nie ma pełnej zgody wszystkich państw. Nikt nie chce umierać za Donbas, niemieccy pacyfiści palą czołgi i ani myślą szykować się do walki. Nikt nie chce umierać, bo lepiej żyć, a umieranie jest po prostu głupie. Tak myślą zachodni Europejczycy i trudno nie przyznać im racji: umieranie jest głupie, zwłaszcza gdy ma się 20 lat.

Ameryka nie będzie interweniować militarnie na Ukrainie, zapowiedział to już prezydent Obama. Tam też wojna nie jest nikomu potrzebna. Dość już było trumien i pogrzebów. Również NATO nie zamierza podjąć interwencji. Łatwo było bombardować Serbię bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ i mimo sprzeciwu Rosji. Wtedy Serbia walczyła z separatystami z Kosowa, których wsparła Ameryka i NATO. Teraz sytuacja jest z gruntu inna: interwencja NATO po stronie Kijowa mogłaby wywołać światowy konflikt. Świadomość niebezpieczeństwa powstrzymuje sojusz. Owszem, może jest silniejszy niż Rosja, ale lepiej nie sprawdzać tego w praktyce.

Putin to wszystko dobrze wie. Wie też, że sankcje to broń nieskuteczna i zazwyczaj obosieczna. Poradziła sobie Kuba, objęta sankcjami przez dziesięciolecia. Poradziły sobie Serbia, Iran, Białoruś. Łukaszenko, kiedy z powodu sankcji nie mógł jeździć do państw Unii jako prezydent, jeździł jako szef białoruskiego związku hokeja albo komitetu olimpijskiego. I wszystko było OK. Nie przyjmowano go na czerwonym dywanie, ale tym się nie przejmował. Putin wie, że zawsze znajdzie się ktoś, kto się wyłamie, zaprosi, przyjmie, bo nie zgadza się z próbą dominacji Brukseli albo z ambicjami Ameryki. A takich sojuszników nie brakuje, zawsze znajdą furtkę, lukę w przepisach. W dodatku rosyjska gospodarka jest nieporównanie silniejsza niż na przykład białoruska, wcale nie jest łatwo rzucić ją – tym bardziej szybko – na kolana.

Ten kij ma poza tym dwa końce. Zachód, w procesie oswajania Rosji, sprzedał jej wiele technologii. Umieścił też w Rosji mnóstwo fabryk i firm. Wcale nie z przyczyn dobroczynnych, po prostu tam był (i jest) ogromny rynek, chłonny, spragniony. Tam są pieniądze. I tańsza siła robocza. Wycofanie się zupełne z rosyjskiego rynku jest chyba niemożliwe i mało prawdopodobne. Kosztowałoby zbyt wiele zachodnie gospodarki, nasiliłoby falę bezrobocia, wsparłoby skrajną prawicę, osłabiłoby tym samym Unię. Putin to wie, przecież nie jest durniem, jedynie cynikiem. Bruksela może spróbuje chwycić go za gardło, ale on też nie jest bezbronny. Pytanie, kto straciłby więcej, pozostaje otwarte.

Jest jeszcze jedna kwestia, o której Putin lubi mówić głośno. Jego zdaniem to państwa zachodnie są winne obecnej sytuacji na Ukrainie, bo to one wspierały Majdan, przekonywały Ukraińców, że kierunek Bruksela to lepszy wybór niż Unia Celna z Rosją, Białorusią i Kazachstanem. A potem przystały na to, że złamano porozumienie podpisane z udziałem polskiego i niemieckiego ministra spraw zagranicznych w Kijowie 21 lutego. Nie powstał rząd jedności narodowej, a nawet przeciwnie, obalono demokratycznie wybraną władzę prezydenta i powołano własny rząd. Putin pyta głośno, dlaczego Zachód na to nie reagował, nie dotrzymał umów? Przy okazji przemilcza memorandum z Budapesztu, w którym Rosja zobowiązała się strzec integralności terytorium Ukrainy w zamian za zrzeczenie się broni atomowej.

A do Ukraińców kieruje własne przesłanie: przyjrzyjcie się tej Europie z bliska. Czy wam pomoże? Przyśle wojska na Ukrainę, zapłaci za gaz? Rosja tymczasem pomaga Ukraińcom walczyć z uzurpatorami, i to pomaga skutecznie. W imię braterstwa, bo – jak mówił niedawno Putin w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji – Rosjanie i Ukraińcy to przecież jeden naród. Teraz, drodzy Ukraińcy, zobaczcie, kto mówi prawdę, a kto kłamie. Taka idea, sączona każdego dnia, może wkrótce napotkać podatny grunt.

Dlatego Putin kpi sobie w żywe oczy: zna słabości przeciwnika i własne atuty. Ma propagandę i poparcie narodu. Dlatego też Zachód jest smutny ze swoimi groźbami. I bezradny. Nie ma tak wielkiego poparcia, nie ma czołgów, ma za to pacyfistów, rusofilów i większość obywateli, których interesuje wyłącznie to, żeby nie stracili pracy i zarobków. I wcale dziś nie mam pewności, że ta wojna skończy się pomyślnie dla Ukrainy.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj