Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Życie codzienne w Ługandzie

Okna Donbasu Okna Donbasu Shamil Zhumatov/Reuters / Forum

Wyborami do władz zbuntowanych republik, Donieckiej i Ługańskiej, żył cały Donbas, i ten jeszcze ukraiński, i ten trzymany przez separatystów. Tyle że każdy po swojemu: Kijów powtarzał, że wybory są nielegalne, pod lufami karabinów, i że nie uzna farsy. Donieck i Ługańsk obiecywały stabilizację, zbliżenie z Rosją i powstanie Noworosji.

Granica między Ukrainą i Doniecką Republiką Ludową (DRL) formalnie nie istnieje. Wyznacza ją linia, gdzie zatrzymała się wojna. Są błokposty, czyli punkty kontrolne na drogach. Betonowe zapory zatrzymują samochody, a ludzie w mundurach sprawdzają paszporty. Tam gdzie powiewa ukraińska flaga, terytorium kontroluje Kijów i żołnierze Gwardii Narodowej, ochotnicy z kałaszami. Posterunki przypominają powstańczą barykadę, pełno tu złomu, stoją ciężarówki rozszarpane przez pociski, a skrzynki po amunicji służą za ochronę przed ostrzałem. Żołnierze rąbią drewno, grzeją się przy ogniskach. Na błokpostach pod władzą separatystów też są flagi, tyle że Noworosji albo po prostu rosyjskie, ale sceneria ta sama.

Mieszkańcy stref kontrolowanych przez separatystów muszą wyjeżdżać po pieniądze: u nich nawet w Gosbanku brakuje hrywien, bankomaty nie działają, cały system bankowy jest wypatroszony. Urzędnicy uciekli, zasoby rozkradziono, teraz separatyści dobrali się także do ocalałych sejfów bankowych. Z kartami po gotówkę trzeba jeździć do strefy odbitej przez ukraińską armię. Tam pieniądze są, ale każdego dnia może zabraknąć.

– My tu zdychamy, od czterech miesięcy nie dostajemy emerytur ani wypłaty – mówi Jelena. Separatyści tłumaczą, że emerytury to nie ich sprawa, lecz rządu w Kijowie.

Polityka 45.2014 (2983) z dnia 04.11.2014; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 8
Reklama