Szczyt klimatyczny w Limie zakończył się skandalem wywołanym przez ekologów

Greenpeace przesadził
Po dwóch tygodniach obrad w stolicy Peru uczestnicy szczytu klimatycznego rozjechali się do domów, a działacze z Greenpeace zbezcześcili sztandarowy zabytek kultury preinkaskiej.
„Czas na zmianę. Przyszłość jest odnawialna. Greenpeace”.
Rodrigo Abd/AP Photo/EAST NEWS

„Czas na zmianę. Przyszłość jest odnawialna. Greenpeace”.

Sam szczyt COP20 nie był zbyt ważny ani ciekawy. Uzgodniono jedynie projekt porozumienia, które ma przyczynić się do drastycznego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych w przyszłości. Porozumienie to być może uda się podpisać na szczycie w Paryżu w 2015 r. Nim do tego dojdzie, potrzeba jednak kolejnych spotkań i ustaleń jeszcze przed Paryżem. Jedyny konkret, jaki udało się ustalić, to deklaracje państw uczestników Koalicji Klimatycznej o wysokości wpłat do tzw. Zielonego Funduszu Klimatycznego, który ma zasilić budżety państw rozwijających się, ponoszących koszty dostosowania swoich gospodarek do zmian klimatu.

Jednak Szczyt w Limie przejdzie do historii z innego powodu. Otóż działacze Greenpeace’u, w liczbie kilkudziesięciu, udali się do oddalonego od Limy o ponad 300 km płaskowyżu Nazca i tam, przekraczając strefę zakazu wejścia, umieścili obok słynnego geoglifu przedstawiającego ptaka napis: „Czas na zmianę. Przyszłość jest odnawialna. Greenpeace”. Napis, wykonany z tworzywa sztucznego, został umieszczony obok wizerunku ptaka. Kilkadziesiąt osób, które zajmowały się tym przedsięwzięciem, poważnie uszkodziło otoczenie niezwykle cennego i chronionego zabytku.

Rysunki z płaskowyżu Nazca są uznawane za jeden z najważniejszych zabytków świata. Zostały wykonane przez Indian Nazca – ważnej cywilizacji preinkaskiej, istniejącej w tzw. okresie kultur regionalnych – mniej więcej tysiąc lat temu. Są to niezwykłe geoglify – utworzone przez wybranie wierzchnich warstw gruntu – przedstawiające wizerunki zwierząt, roślin i figur geometrycznych. Są widoczne tylko z dużej wysokości. Jest ich kilkadziesiąt. Ich przeznaczenie nie jest wyjaśnione, uważa się jedynie, że prawdopodobnie były to szlaki procesyjne, po których podążali kapłani Indian Nazca w czasie ważnych religijnych uroczystości.

To oczywiście skandal i dostrzegło to szybko również kierownictwo Greenpeace’u. Kumi Niadoo, główny dyrektor organizacji, bezzwłocznie przeprosił władze w Limie i udał się na miejsce, by pomóc w neutralizowaniu strat archeologicznych, które spowodowali jego ludzie. Ale wiceminister kultury Peru stwierdził, że władze w Limie nie są gotowe przyjąć tych przeprosin. Nic dziwnego.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że bojownicy Greenpeace’u atakują statki przewożące niebezpieczne substancje lub eksplorujące dziewicze wody Oceanu Arktycznego, albo że rozwieszają na wieżowcach w metropoliach świata wielkie banery ze swoimi hasłami. Wiele osób nawet to pochwala.

Jednak w Peru działacze Greenpeace’u musieli doznać jakiegoś umysłowego zaćmienia. Nie można walczyć o skądinąd słuszne sprawy świata, niszcząc bezcenne zabytki jego kultury lub choćby zagrażając im. To zupełne pomieszanie. Mało tego: ten incydent może mieć bardzo negatywne skutki dla samego Greeneace’u. Wiele osób sympatyzujących z ruchem po skandalu w Nazca może odwołać swoje poparcie dla tej organizacji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną