Ofensywa separatystów w okolicach Mariupola. Co najmniej 30 ofiar

Teraz Mariupol
Politycy są zaskoczeni i poruszeni. Bruksela, za wspieranie rebeliantów wbrew postanowieniom z Mińska, grozi Rosji nowymi sankcjami. Prezydent Poroszenko nazwał atak na Mariupol zbrodnią przeciw ludności cywilnej.
Mikhail Sokolov/Forum

Separatyści zapowiadają atak. Rząd odpowiada, że będzie walczył do zwycięstwa. W ostrzale Mariupola na południowym wschodzie Ukrainy zginęło kilkadziesiąt osób. Liczba rannych to kolejne sto ofiar. Separatyści ostrzelali miasto pociskami GRAD, zniszczone są domy mieszkalne i sklepy. Ludzie robili zakupy, nikt się nie spodziewał tragedii.

Ważny strategicznie Mariupol był już atakowany wiosną ubiegłego roku. Separatyści próbowali go zająć, co otworzyłoby im drogę na Krym. Ale miasto się obroniło. To właśnie tam mieszkańcy utworzyli łańcuch żywych tarcz, stanęli do kopania rowów i budowy umocnień. Potem przyszło z pomocą wojsko, odepchnięto rebeliantów. Separatyści sądzili, że uda się zdobyć poparcie i przejąć rządy w Mariupolu, jak to się stało w Doniecku, jednak ponieśli porażkę.

W Mariupolu długo jeszcze mówiono, że jeśli nastąpi atak, to najpewniej tutaj. Ale miasto znów żyło własnym rytmem, życie było silniejsze, ludzie pracowali, firmy Rinata Achmetowa produkowały jak przed wojną, wieczorami kawiarnie i bary były zatłoczone.

Po podpisaniu memorandum w Mińsku we wrześniu ubiegłego roku wydawało się, że wojna nie wróci na południe. Uwagę przykuwały walki o lotnisko w Doniecku, które broniło się ponad 240 dni. Separatyści, łamiąc ustalenia memorandum, ostrzeliwali pozycje wojsk rządowych. I o tym się mówiło każdego dnia, o naruszaniu uzgodnionych warunków rozejmu. Ataku na miasto, na cywilnych mieszkańców, nikt się nie spodziewał. Nawet teraz, gdy separatyści nasilili ostrzał, gdy wojska rządowe musiały praktycznie opuścić kompletnie zrujnowane lotnisko w Doniecku. Separatyści zawiesili tam swoje symbole, żołnierze jeszcze się bronią, ale tak naprawdę nie wiadomo, co udaje się utrzymać w rękach sił rządowych.

Okazało się niespodziewanie, że separatyści powiększyli swój stan posiadania – obszar, jaki kontrolują. Że są silniejsi, znów otrzymują mocne wsparcie z Rosji. Przyznają to również ukraińskie władze. Przyznają także, że rządowej armii brak nowoczesnej technologii i nowoczesnego sprzętu.

Rozmowy o kolejnych planach pokojowych nie dały rezultatu, żaden format się nie sprawdza, ani genewski, ani normandzki, niestety. Jak to nazwać? Bezradność?

Szef tzw. Donieckiej Republiki Ludowej Aleksander Zaharczenko oświadczył, że nie będzie już o pokoju rozmawiał z nikim. Nie zamierza respektować dokumentów, jakie sam podpisał. Ma całkiem inne zamiary, zamierza zająć cały obwód doniecki, odwojować cały Donbas. I wygląda na to, że już zaczął realizować ten plan. W Doniecku pochowano właśnie ofiary ataku na autobus.

Politycy są zaskoczeni i poruszeni. Bruksela za wspieranie rebeliantów wbrew postanowieniom z Mińska grozi Rosji nowymi sankcjami. Prezydent Petro Poroszenko nazwał atak na Mariupol już nie tylko aktem terroryzmu, lecz zbrodnią przeciw ludności cywilnej. Obiecał, że armia będzie walczyć do zwycięstwa. Że nie odda Donbasu.

Należy mieć nadzieję, że ukraińskim żołnierzom starczy serca do walki i dobrych dowódców. Wkrótce minie rok zmagań z separatystami na wschodzie kraju. I z każdym dniem jest trudniej o zakończenie tego bezsensownego konfliktu. Natomiast przybywa zabitych, rannych, zniszczeń i dramatów. Wymknęło się spod kontroli i nikt nie wie, co dalej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną