Świat

Wysoki alert

Australijskie władze przechodzą do ofensywy w walce z islamskimi radykałami

Jamie Kennedy / Flickr CC by 2.0
Każdy, kto walczy przeciwko Australii, straci jej obywatelstwo i związane z tym przywileje – zapowiada australijski premier Tony Abbott.

W zeszłym tygodniu w wybrzeże Australii uderzyły dwa potężne cyklony, które wyrywały drzewa, zrywały dachy i podtapiały ulice. Ale w światowych mediach nie cyklony, tylko zaostrzenie przepisów o obywatelstwie, które miałyby ochronić Australię przez terroryzmem, wywołało prawdziwą burzę. „Osoby, które walczą przeciwko Australii, stracą obywatelstwo naszego kraju” – mówił premier Tony Abbott, stojąc w siedzibie głównej policji w Canberze. Dotyczy to również osób, które urodziły się w Australii. Mówiąc o przywilejach, premier miał na myśli możliwości swobodnego wyjazdu i powrotu do kraju, ograniczenie dostępu do świadczeń socjalnych czy usług konsularnych za granicą.

Abbott przypomniał, że australijscy żołnierze walczą w Afganistanie i w Iraku, a jesienią zeszłego roku Australia wysłała do walki z Państwem Islamskim 600-osobowy kontyngent żołnierzy i osiem samolotów wielozadaniowych. Ze słów premiera wynikało też, że australijscy żołnierze walczą z terrorystami nie po to, żeby w domu mieć ataki terrorystyczne. Czyli albo walczysz z nami, albo jesteś przeciw nam.

Mocne słowa australijskiego premiera to konsekwencja nasilającego się strachu. Jesienią gruchnęła wiadomość o tym, że bojownicy z Państwa Islamskiego (IS) planowali w Sydney publicznie ściąć kilkadziesiąt przypadkowych osób. Australijski wywiad przechwycił apele zajmującego wysoką pozycję w strukturach Państwa Islamskiego Australijczyka (według prokuratora generalnego Australii nawołująca osoba pochodziła z Afganistanu, ale mieszkała w Australii i miała australijskie obywatelstwo). Zabójstwa miały być pokazówką. Miały zasiać strach. Zatrzymano wówczas 15 osób. Kilka tygodni temu policja aresztowała kolejne dwie osoby podejrzane o terroryzm, 24- i 25-latka, którzy przygotowywali atak w imieniu Państwa Islamskiego.

Rząd już w sierpniu zeszłego roku zaproponował pakiet przepisów, które miały wspomóc walkę z terroryzmem. Przekazano też 630 mln dolarów australijskich (590 mln dolarów amerykańskich) na potrzeby wywiadu i służb bezpieczeństwa oraz ponad 60 mln dolarów na walkę z ekstremizmem i radykalizacją postaw wśród młodych ludzi. Podobnie jak teraz, kiedy prokurator generalny zapowiedział, że rząd stworzy zespół do monitorowania mediów społecznościowych i wychwytywania propagandy terrorystycznej.

Australijskie władze od dawna ostrzegają, że kraj stoi w obliczu rosnących zagrożeń terroryzmem, w tym zwłaszcza ze strony islamskich radykałów. Po raz pierwszy od 2003 r. w kraju podniesiono alert antyterrorystyczny z umiarkowanego na wysoki. Według danych rządowych ze 110 Australijczyków, którzy wyjechali do Syrii, żeby walczyć w szeregach Państwa Islamskiego, zginęło już co najmniej 20 osób, ale część z tych ludzi aktywnie wspiera dżihadystów z kraju albo wręcz wróciła do Australii i dzisiaj może stanowić zagrożenie.

Tyle że nie można wszystkich terrorystów wrzucać do jednego worka. Czego najlepszym przykładem jest Man Haron Monis, uchodźca z Iranu, który w połowie grudnia zeszłego roku wziął kilkunastu zakładników w kawiarni w Sydney. Bo choć na początku również twierdził, że działa w imieniu Państwa Islamskiego, a policja nazywała go „samotnym wilkiem” i mówiła o nowym obliczu terroryzmu, to w trakcie śledztwa wyszło na jaw, że Monis, który uważał się za duchowego uzdrowiciela i znawcę czarnej magii, już wcześniej miał problemy z prawem, był oskarżony o napaści na tle seksualnym oraz pomoc w zabójstwie własnej żony.

Dzisiaj Australia ma najwyższy od 1998 r. poziom bezrobocia wśród młodych ludzi. Wielu z imigrantów, którzy przyjechali do Australii w poszukiwaniu lepszego życia, nie poprawiło swojego losu. Po latach walki i próbach znalezienia pracy, zapewniającej godne życie, efekt końcowy często jest taki, że ideologia terrorystyczna, sączona przez zwolenników Państwa Islamskiego, ma często dla tych ludzi większy urok niż wartości, jakie niesie za sobą przynależność do australijskiego społeczeństwa.

Odpowiedź Australii na terroryzm nie może być obliczona na szybki zysk polityczny, powinna być raczej szerszą strategią, biorącą pod uwagę problemy, które doprowadziły do niezadowolenia społecznego. Mówienie ludziom, że jeśli podniosą rękę na państwo australijskie, to w konsekwencji stracą obywatelstwo i związane z nim przywileje, potwierdza tylko ich poczucie rozczarowania i wykluczenia.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

W ciągu roku wymarło nam miasto

W pandemicznych śmierciach Polska pobiła rekordy. W ciągu roku wymarło nam małe miasto wojewódzkie.

Paweł Reszka
06.05.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną