Co może ukraińskie wojsko

Pozszywana armia
Ukraińscy żołnierze, którzy walczą w Donbasie, wyposażenie mają od Sasa do Lasa. Buty, hełmy, kamizelki. Podobnie musiała wyglądać polska armia w 1920 r., gdy odpierała bolszewików: mundury trzech zaborców plus co popadło.
Ukraina, bez zachodniej pomocy militarnej, wojny nie wygra.
Andrew Kravchenko/Reuters/Forum

Ukraina, bez zachodniej pomocy militarnej, wojny nie wygra.

Żołnierze ukraińscy przygotowujący się do odwrotu z okolic Debelcewe, luty 2015 r.
Gleb Garanich/Reuters/Forum

Żołnierze ukraińscy przygotowujący się do odwrotu z okolic Debelcewe, luty 2015 r.

Eksperci krytykują ukraińską taktykę i przeżarty przez rosyjską infiltrację wywiad.
Gleb Garanich/Reuters

Eksperci krytykują ukraińską taktykę i przeżarty przez rosyjską infiltrację wywiad.

Maryna, dziennikarka i aktywistka z Dniepropietrowska, bierze udział w akcjach „ubierz żołnierza”: ludzie składają się na hełm, kamizelkę, nagolenniki, rękawiczki, ciepłą bieliznę – i wysyłają to wszystko na front. Bo ukraińska armia niedoinwestowana, niebogata. Trzeba pomagać.

Po rozpadzie ZSRR Ukraina objęła władzę nad tą częścią radzieckiego wojska, które znajdowało się na zajmowanym przez nią terytorium, i był to arsenał naprawdę imponujący, choć już wtedy przestarzały: armia rakietowa, po kilka armii lotniczych, pancernych, Flota Czarnomorska i broń atomowa. Ledwie stojąca na nogach, z trudem ogarniająca postapokaliptyczną przestrzeń Ukraina, w której poziom życia upadł tak nisko, jak wysoko wywindował się poziom przestępczości, w której brakowało prądu i środków na zaspokajanie podstawowych potrzeb, została atomowym, pancernym i morskim mocarstwem. Zaczęło się zatem wyłuskiwanie spod ukraińskiej władzy co ważniejszych kawałków sił zbrojnych. Najpierw załatwiono sprawę z bronią atomową (wówczas trzecim co do wielkości arsenałem nuklearnym na świecie), której świat Ukrainie nie chciał zostawiać w ręku. I Ukraina, w zamian za gwarancje bezpieczeństwa złożone przez USA, Wielką Brytanię, Rosję, Chiny i Francję, oddała atom w ręce Rosji. Gwarancje były marchewką, ale był też kij: jeśli Ukraina, zapowiedziano, nie zechce zrezygnować z broni atomowej, poddana zostanie międzynarodowej izolacji.

Dziś, gdy gwarancje bardzo by się akurat przydały, poznajdowano w nich odpowiednie kruczki, które sprawiły, że wszyscy sygnatariusze uznali je za historyczną ciekawostkę bez większego znaczenia. A Rosja dodaje, że to Ukraina jest agresorem, więc żadne gwarancje nie działają.

W 1997 r., po latach tarć z Moskwą, podzielono ostatecznie również Flotę Czarnomorską: ponad 80 jej procent wzięła sobie Rosja, dzierżawiąc od Ukrainy dodatkowo port w Sewastopolu. W 2014 r., po zajęciu Krymu, rosyjska Duma anulowała umowę o podziale floty i przejęła wszystkie wojskowe obiekty pozostające na półwyspie. Ukraińska marynarka praktycznie przestała istnieć. Nie było również ukraińskiej obrony Krymu. Nie miało jak: krótkoterminowy opór zapewne dałoby radę zorganizować, ale byłaby to raczej sprawa głównie honorowa. Mało kto miał wątpliwości, że w bezpośrednim i otwartym starciu z Rosjanami Ukraina byłaby bezradna, ale głód choć symbolicznego oporu w społeczeństwie był ogromny.

Ludzie radzieccy

Na ukraińskiego bohatera krymskiego konfliktu awansował płk Julij Mamczur, który poprowadził pokojowy marsz bez broni na własną bazę w Balbeku, obsadzoną przez Rosjan. Rozżalenie z powodu bezsilności armii podczas krymskiego kryzysu na Ukrainie jest powszechne.

Przez ćwierć wieku ukraińskiej niepodległości jej armia zarastała chwastami, była rozkradana, a rzadkie i nieśmiałe próby reform torpedowane były m.in. przez ukraińskich oficerów, którzy widzieli w nich zagrożenie dla swoich stanowisk i pozycji. W czasach rządów Wiktora Janukowycza wojsko zostało dobite wyprzedażami sprzętu wojskowego za granicę i wyrzucaniem z niego doświadczonych dowódców. Zmniejszano też liczbę wojskowych, próbując armię uprofesjonalnić. Sprawa udała się częściowo: w 2012 r. żołnierzy zostało na Ukrainie już tylko ok. 140 tys., o profesjonalizmie niestety trudno było mówić.

Efekt jest taki, że teraz, w chwili próby, ukraińskie wojsko i bataliony są uzbrojone w mocno przestarzały sprzęt, a dowodzenie jest dalekie od finezji. Eksperci krytykują ukraińską taktykę i przeżarty przez rosyjską infiltrację wywiad. Twierdzą też, że wielu oficerów Kijów nie może być pewien: służą po ukraińskiej stronie, bo tak się złożyło, ale to „ludzie radzieccy”, których lojalność w najlepszym razie waha się pomiędzy Moskwą a Kijowem, o mentalności podobnej do tych, z którymi walczą: oglądający te same rosyjskie kanały i czytający te same gazety.

Przydałaby się wielka lustracja w ministerstwie obrony, bo inaczej nic z tego wszystkiego nie będzie – przyznaje Roman Hankiewicz, lwowski dziennikarz specjalizujący się w sprawach wojskowych.

Mimo że od początku konfliktu armia okrzepła, to w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. W tym roku Ukraina chce podnieść wydatki na wojsko do 5 proc. budżetu i zwiększyć stan liczebny do 250 tys. żołnierzy. To się może nawet udać, bo teraz jest już ich grubo ponad 200 tys. Do tego trzeba doliczyć członków ochotniczych batalionów i specjalnych oddziałów milicji oraz wojsk pogranicznych, co według różnych szacunków daje w sumie dodatkowe 100 tys. ludzi. Do walki z separatystami skierowano jakąś jedną dziesiątą tych sił. Siły separatystów liczą obecnie ok. 15 tys. bojowników, jednak trzeba pamiętać, że to oni kontrolują granicę z Rosją, a przez granicę nieprzerwanie płynie do Donbasu rosyjskie wsparcie.

Ukraińska armia jest chronicznie niedoinwestowana, nie stanowi zwartej całości – mówi Tadeusz Wróbel z „Polski Zbrojnej”. – Potrzebne są reformy, których w czasie wojny nie przeprowadza się łatwo. Ukraińcy muszą wyszkolić kadrę oficerską, usprawnić logistykę, bo żołnierze mają poczucie, że są słabo dowodzeni, że wielu z nich oddaje za darmo życie, bez sensu ryzykuje. To nie wpływa dobrze na morale.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną