Czy chrześcijaństwo może zastąpić w Chinach ideologię komunistyczną?

Bóg bogatych
Chrześcijaństwo było zawsze postrzegane w Chinach jako wpływ obcy.
Tumblr

Poniższy tekst ukazał się w POLITYCE nr 28/2007.

Przed olimpiadą w Pekinie władze ostrzegły, że kto liczy, iż przy okazji igrzysk będzie nawracał Chińczyków na swoją religię i urządzał w tym celu publiczne imprezy, srodze się rozczaruje. Przybysze z zagranicy muszą przestrzegać w tych sprawach prawa Chińskiej Republiki Ludowej – żadnych misjonarskich złudzeń, panowie! Ale napomnienie raczej zwraca uwagę na problem, niż go likwiduje.

W kosmologii chińskiej tao (dao – droga, którą toczy się rzeczywistość) to zasada harmonii Wszechświata. To „przodek wszystkich nauk i tajemnica przekraczająca wszystkie tajemnice”, jak czytamy w starych taoistycznych pismach chińskich. Przez tysiąclecia Chińczycy chadzali różnymi drogami – konfucjańską, taoistyczną, buddyjską. Za czasów przewodniczącego Mao i jego czerwonej książeczki – drogą narodowego komunizmu, a dziś?

Co zajmie miejsce ideologii Marksa i Mao? Może neokonfucjanizm – władze przychylniejszym wzrokiem patrzą na odradzanie się zainteresowań naukami Mistrza Kunga, czyli Konfucjusza („Niezbędnik Inteligenta” 8/06). A może chrześcijaństwo? Istnieje ono w Chinach w sposób względnie trwały i zorganizowany wprawdzie zaledwie od kilku wieków, ale w końcu i tak dłużej niż komunizm czy kapitalistyczna ideologia ciężkiej pracy i konsumpcji. – Wielu Polaków wyobraża sobie, że chrześcijaństwo jest jedyną religią na świecie – zżyma się sinolog prof. Karin Tomala z Zakładu Krajów Pozaeuropejskich PAN. – Ale niby dlaczego chrześcijaństwo miałoby zapanować w Chinach? Dla Chińczyków jest ono czymś obcym, historycznie związanym z kolonializmem.

Inaczej uważa prof. Roman Malek, misjonarz werbista, także znawca Chin, naczelny redaktor kwartalnika „Chiny dzisiaj” wydawanego przez polski episkopat. – Nikt tam nie patrzy na chrześcijaństwo jak na artykuł z importu. Już od XVIII w., choć było zakazane, stało się czymś chińskim.

Były polski konsul generalny w Szanghaju Jerzy Bajer przypomina, że w XIX w. w Chinach działali przede wszystkim misjonarze protestanccy – z Anglii, Szkocji, Niemiec, USA. – Katolików było najmniej. Katolickie dogmaty – na przykład o grzechu pierworodnym czy Bogu wcielonym w człowieka niespecjalnie trafiają do Chińczyka. On jest z natury bardzo pragmatyczny, dlatego bardziej może do niego przemawiać etos protestancki z kultem ciężkiej pracy. Konsul opowiada anegdotę, jaka jest różnica między Chińczykiem a Malajem, a ściślej między trzema Chińczykami a trzema Malajami. Jeden Malaj śpi, a jeden Chińczyk się uczy; dwóch Malajów śpi lub się modli, a dwaj Chińczycy o coś grają, czyli ćwiczą umysł; trzech Malajów śpi albo się modli, a trzej Chińczycy zakładają firmę.

Chrześcijaństwo było zawsze postrzegane w Chinach jako wpływ obcy – zgadza się Bajer z prof. Tomalą – choć przyznaje, że w pierwszych latach XX w. w obliczu ciężkiej niewydolności cesarstwa chińskiego część elit odrzuciła wręcz chińską spuściznę kulturową, a chciała przyswajać Chinom myśl zachodnią, w tym wiarę chrześcijańską. Chrześcijaninem był Czang Kaj-szek, przywódca nowoczesnego nacjonalizmu chińskiego, który przegrał z komunistami i wycofał się wraz ze swoją armią na Tajwan. Przyswojenie chrześcijaństwa Chinom ostatecznie się nie powiodło. – Bo co innego cienka warstwa inteligencji, a co innego wielkie masy ludowe. Mao Zedong powiedział dalajlamie w 1954 r., że religia to trucizna– mówi Bajer.

Skoro trucizna – trzeba było się bronić. Komuniści niszczyli świątynie, klasztory, obiekty kultu różnych wiar, z podobnym rewolucyjnym zapałem prześladowali, więzili i mordowali duchownych i wyznawców. Partia rosła w siłę, konkurencji żadnej nie miała, więc setki milionów Chińczyków wierzyły teraz w komunizm. Wielu z nich bynajmniej nie pod przymusem, lecz z najszczerszego wewnętrznego przekonania.

– Chińczyk może być buddystą i taoistą – opowiada prof. Tomala. – Jak dziś mówi, że jest chrześcijaninem, to należy mu wierzyć. Ale Chińczycy zmieniają wiarę w zależności od sytuacji. Jako młodzi mogą być buddystami, potem często przechodzą na taoizm, a potem i w chrześcijaństwie mogą szukać odpowiedzi.

Atrakcyjność chrześcijaństwa w Chinach XXI w. przypomina nieco sytuację w radzieckiej Rosji. Kiedy komunizm się tam wypalał, a prześladowania za wiarę nie były już tak surowe jak za Lenina i Stalina, wśród inteligencji obudziło się żywe zainteresowanie katolicyzmem. Rodzime prawosławie uważano za antynowoczesne i podporządkowane komunistom. Za to katolicyzm był oknem na duchowy świat Zachodu postrzegany jako raj utracony.

– Wielu akademików i intelektualistów chińskich interesuje się chrześcijaństwem nie z powodów kościelnych czy religijnych, lecz etycznych – zaznacza o. Malek. – Podstawowe pytania, jakie stawia sobie współczesny człowiek – po co ja żyję? Po co ten szalony rozwój gospodarczy Chin? Czym się to wszystko skończy? – nie znajdują odpowiedzi w konfucjanizmie, buddyzmie czy taoizmie, bo te systemy nie mają takiej etycznej orientacji. Chrześcijaństwo – tłumaczy o. Malek – stało się atrakcyjne dla ludzi myślących o przyszłości i przeznaczeniu Chin, ale niezwiązanych z jakimkolwiek kościołem. Młodzi chińscy uczeni odkryli współzależność między rozwojem gospodarczym i społecznym a etycznymi fundamentami. Dostrzegli, że modernizacji świata zachodniego towarzyszyło chrześcijaństwo.

Część chińskich elit interesuje się więc chrześcijaństwem jako systemem wartości odnoszącej sukcesy cywilizacji zachodniej.Uważają, że chińska droga do kapitalizmu i demokracji potrzebuje etycznej busoli i liderów mających do zaproponowania coś więcej niż kult dorabiania się. A co z masami? Niedawno na zaproszenie misjonarzy werbistów odwiedziła Polskę grupa chińskich katolików. Jeden z nich, ks. Liu Xiu Hua, tak tłumaczy powody przechodzenia na katolicyzm: –Młodzi Chińczycy mają mnóstwo kłopotów, uważają, że chrześcijaństwo pomoże im zrozumieć, dokąd zmierzają, że doprowadzi ich do podobnego dobrobytu jak na Zachodzie. Wierzyłem w taoizm, myślą sobie, ale to nic nie zmieniło w moim życiu, może mi się poprawi, jak zostanę katolikiem.

Motywacja taka może nie brzmi zbyt budująco dla żarliwego katolika zachodniego, ale nie samą etyką i duchowością żyje człowiek. Tak czy owak, ruch w aksjologicznym interesie jest w Chinach duży. Sensację wywołały w tym roku wyniki badań dwóch socjologów szanghajskich, Tong Shijuna i Liu Zhongu, na reprezentatywnej próbce 4,5 tys. osób.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną