Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Geopolityka pistacji

Iran: orzechy pistacjowe zamiast uranu

Sady pistacjowe w Rafsanjan Sady pistacjowe w Rafsanjan Caren Firouz/Reuters / Forum
Iran zrezygnował ze wzbogacania uranu, ale w zamian może się teraz wzbogacić na pistacjach – najbardziej upolitycznionej przekąsce świata.
Tej wiosny z powodu wygórowanych cen wielu Irańczyków postanowiło zbojkotować pistacje, co można by przyrównać do bojkotu jajek na Wielkanoc.Yvonne Bogdanski/PantherMedia Tej wiosny z powodu wygórowanych cen wielu Irańczyków postanowiło zbojkotować pistacje, co można by przyrównać do bojkotu jajek na Wielkanoc.

Pewien znajomy Irańczyk – nazwiska nie podamy, bo anegdota jest wybitnie seksistowska – twierdzi, że z pistacjami jest jak ze wspaniałymi kobietami: trzeba się napracować, aby się do nich... dostać. I dlatego nas tak pociągają i uzależniają. Gdyby nie były w tych swoich pancerzach, niewielu by się zainteresowało. A tak na koniec jest nagroda i satysfakcja. Te najbardziej dojrzałe, gotowe do schrupania, Irańczycy nazywają chandan, czyli uśmiechnięte (Turcy mówią o nich fıstık, co od niedawna znaczy również „ostra laska”).

Teraz w Iranie popularniejsza jest jednak inna analogia. Pistacje są jak dolary: zielone i drogie. Odkąd w 2011 r. Zachód zaostrzył sankcje gospodarcze wobec Iranu i cena miejscowego riala poszła w dół o 50 proc. w ciągu roku, plantatorzy i handlarze pistacji robili, co mogli, aby jak najwięcej sprzedać za granicą za twardą walutę. Co też nie jest łatwe, bo tylko kilka państw ignoruje amerykańskie sankcje i handluje z Irańczykami.

Efekt był taki, że już w 2012 r. pierwszy raz w historii większość irańskich pistacji poszła na eksport. Prezydent Mahmud Ahmadineżad miał problem. Z jednej strony nie mógł zakazać eksportu, bo było to jedno z niewielu źródeł twardej waluty w kraju. Poza tym bał się, że Iran straciłby rynki zbytu. Z drugiej rósł bunt samych Irańczyków, dla których cena pistacji – tak jak cena kapusty kimchi dla Koreańczyków (czy ostatnio cena ośmiorniczek dla Polaków) – stanowi barometr dobrobytu w kraju i w skrajnych przypadkach ma potencjał rewolucyjny.

Ahmadineżad postanowił rozwiązać ten problem z wdziękiem drwala i ustalił urzędową cenę za kilogram pistacji na 300 tys. riali (niecałe 40 zł, przy miesięcznych dochodach przeciętnej rodziny rzędu 1500 zł). Skończyło się tym, że sprzedawcy wydzielili sobie małe półki na „rządowe” pistacje – suche, małe i tak twarde, że trzeba je rozłupywać jak orzechy.

Polityka 33.2015 (3022) z dnia 11.08.2015; Świat; s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Geopolityka pistacji"
Reklama