20 mln uchodźców bardzo by nam się przydało

Między wurstem a halal
Rozmowa ze Stanisławem Strasburgerem o prawdziwych uchodźcach w Niemczech i o polskich mitach na ich temat.
Z Syrii do Libanu uciekło już 1,2 mln uchodźców.
Tumblr

Z Syrii do Libanu uciekło już 1,2 mln uchodźców.

Jeden z syryjskich obozów w dolinie Bekaa w Libanie. Matka trójki dzieci gotuje wodę w namiocie, tymczasowym domu dla całej rodziny.
European Commission DG ECHO/Flickr CC by 2.0

Jeden z syryjskich obozów w dolinie Bekaa w Libanie. Matka trójki dzieci gotuje wodę w namiocie, tymczasowym domu dla całej rodziny.

Wolontariusze szykują się na przybycie uchodźców na dworzec we Frankfurcie nad Menem
Franz Ferdinand Photography/Flickr CC by 2.0

Wolontariusze szykują się na przybycie uchodźców na dworzec we Frankfurcie nad Menem

Uchodźcy w Berlinie tęsknią za swoimi rodzinami i kochają kanclerz Merkel.
ekvidi/Flickr CC by 2.0

Uchodźcy w Berlinie tęsknią za swoimi rodzinami i kochają kanclerz Merkel.

Żaden człowiek nie jest nielegalny! Jedna z demonstracji w Niemczech.
Rasande Tyskar/Flickr CC by 2.0

Żaden człowiek nie jest nielegalny! Jedna z demonstracji w Niemczech.

Uchodźcy na dworcu Keleti w Budapeszcie
Michael Gubi/Flickr CC by 2.0

Uchodźcy na dworcu Keleti w Budapeszcie

Stanisław Strasburger
Simone Falk/Polityka

Stanisław Strasburger

Agnieszka Zagner: – Już prawie 20 proc. Niemców udzieliło pomocy uchodźcom, tyle samo chce zrobić to w najbliższym czasie. Od dawna mieszka pan w Niemczech, więc może i pan ma swojego uchodźcę?
Stanisław Strasburger:
– Mam, nawet trzech. Dwa tygodnie temu w Bremie na ulicy podeszło do mnie na ulicy trzech mężczyzn. Mieli w ręku wydrukowaną z internetu mapę i adres ośrodka, do którego planowali dojechać autobusem. Postanowiłem, że pojadę z nimi. Okazało się, że wcześniej przebywali w obozie w Hamburgu, z którego dostali skierowanie do Bremy. Jeden z nich, może 20-letni chłopak, twierdził, że jest Palestyńczykiem z obozu w Syrii, dwaj pozostali, ok. 40-letni, dotarli do Niemiec z Libanu.

Z jednym z tych mężczyzn nawiązałem bliższy kontakt, rozmawialiśmy po arabsku. Opowiadał, że z Libanu poleciał samolotem do Turcji, a stamtąd z przemytnikami przedostał się do Grecji i szlakiem bałkańskim dotarł do Niemiec. Ta „podróż” zajęła mu około miesiąca. W obozie na południu Libanu zostali jego żona i dzieci. Żona jest Palestynką, nie ma paszportu i de facto nie może legalnie wyjechać z Libanu. Jego największym zmartwieniem było to, jak oni sobie poradzą bez niego. Bał się, że nie przeżyją kilku miesięcy, kiedy on będzie czekać na azyl. Jego sytuację utrudnia to, że nie przyjechał do Niemiec ze strefy bezpośrednio objętej konfliktem. Kilka razy mówił mi niedawno przez telefon, że woli wrócić niż całymi dniami czekać w niepewności o los swoich najbliższych. Ten człowiek stoi przed wielkim dylematem: Syryjczycy często czują się w Libanie dyskryminowani, nie widzą tam swojej przyszłości. Zostać źle, wrócić jeszcze gorzej.

Liban przyjął ok. 1,2 mln syryjskich uchodźców. Dziś co czwarta osoba w tym kraju jest Syryjczykiem. Dużo.
Bardzo dużo, Liban bije inne państwa na głowę, jeśli chodzi o liczbę przyjętych uchodźców w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Niechętny stosunek niektórych Libańczyków do syryjskich uchodźców ma swoje głębokie źródła. W ich zbiorowej pamięci wciąż żywe są tortury, prześladowania, brutalne przesłuchania, jakich dopuszczali się Syryjczycy podczas 30-letniej okupacji. Oficjalnie władze nie zgadzają się na tworzenie obozów, mają złe doświadczenia z tymi dla palestyńskich uchodźców. Syryjczycy, zwłaszcza ci, którzy przyjechali do Libanu z jakimś kapitałem, wynajmują na rynku mieszkania i pootwierali biznesy, inni pracują, często za minimalne stawki. Liban też z tego korzysta. Jedna z moich ulubionych knajpek w Bejrucie do tej pory była prowadzona przez właściciela i jego kuzyna, teraz zatrudnili sześciu Syryjczyków, menu powiększyło się trzykrotnie, przybyło stolików.

Religia ma jakieś znaczenie?
Syryjczycy, jak chyba większość z nas, nie lubią być stygmatyzowani – ze względu na religię, grupę społeczną czy orientację polityczną. Przed tym między innymi uciekają, a my zastawiamy na nich tę samą pułapkę. Słusznie się zżymają, kiedy pomoc Zachodu jest adresowana do konkretnych grup: alawitów, chrześcijan, jazydów… Ludzkie zachowania wynikają ze skomplikowanych procesów motywacyjnych. Uznawanie, że ich wyłączną czy choćby dominującą pobudką jest religia, to skrajna trywializacja.

A tymczasem polski rząd ucieszył się i przyklasnął, że przyjechali do nas chrześcijanie. Błąd?
To gigantyczne nieporozumienie, by dobierać uchodźców ze względu na przynależność religijną. Po pierwsze, jak sprawdzać, kto jest chrześcijaninem: decyduje wyznanie rodziców, częstotliwość chodzenia do kościoła, liczba odmawianych pacierzy czy świadectwo proboszcza? To absurd! Stąd już tylko krok do selekcji w nazistowskim stylu: Żydem jest wyznawca religii mojżeszowej, ale też osoba, która miała religijnych dziadków, choćby sama była komunistą czy katolikiem… Skoro uznajemy za zdobycz naszych systemów prawnych, że religia jest osobistą sprawą każdego obywatela, dlaczego stosować podwójne standardy?

Po drugie, skąd pomysł, że osoba chrześcijańskiego wyznania (jakkolwiek zdefiniujemy tę grupę) będzie miała z nami więcej wspólnego niż muzułmanin? Jeden i drugi może być tak samo przestępcą, jak i uczciwym człowiekiem, faszystą czy lewakiem, pracowitym czy leniwym. Przyjmowanie emigrantów to dawanie ludziom szansy przy założeniu, że większość z nich chce po prostu żyć w pokoju i pracować na dobrobyt swój i swoich dzieci. W każdej społeczności jest pewien margines przestępców czy naciągaczy. Państwo może starać się minimalizować przyczyny, które powodują, że ludzie łamią prawo. Nie może jednak z góry wykluczać żadnej grupy. Byłby to rodzaj rasizmu.

Niektórzy polscy politycy próbują wmówić nam, że bronią nas po prostu przed „wysadzaniem w powietrze polskich niemowląt”, co mieliby robić – jak się domyślamy – muzułmańscy terroryści, którzy wnet wleją się nam szerokim strumieniem do kraju i będą „gwałcić polskie kobiety”.
Panuje błędne przekonanie, że chrześcijanie z Bliskiego Wschodu są nam bliżsi kulturowo niż wyznawcy innych religii. Z samego faktu, że ktoś jest chrześcijaninem, dla innych chrześcijan niewiele wynika. Jak pokazuje historia chociażby chrześcijan w Libanie, spora część z nich stanowi zaplecze skrajnych partii prawicowych, faszyzujących, które jeszcze do niedawna masakrowały cywilów i regularnie podkładały bomby. To ostatnie nawet wciąż od czasu do czasu im się zdarza…

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną