Historyczne przemówienie papieża w Kongresie USA: W obronie uchodźców, przeciw wykluczeniu

Cztery marzenia amerykańskie
Franciszek wygłosił przemówienie bardzo polityczne i poruszające. Bardzo by się przydało, żeby nasza klasa polityczna posłuchała takiego papieskiego przemówienia w Warszawie.
Forum

Po raz pierwszy w historii papież przemówił do Kongresu Stanów Zjednoczonych. Franciszek nie powiedział przemówienia porywającego, ale za to powiedział przemówienie bardzo polityczne, społeczne i poruszające. Żałuję, że nie powiedział go w Sejmie. Bardzo by się przydało, by nasza klasa polityczna, rozdarta coraz głębiej i niezdolna do wzniesienia się ponad podziały, posłuchała takiego papieskiego przemówienia w Warszawie.

Części prawicy – tak w Stanach, jak w Polsce – papież Franciszek by nie zachwycił. Stanął przecież w obronie uchodźców i imigrantów, a przeciwko wykluczeniu społecznemu. Wezwał do zniesienia kary śmierci na całym świecie (czyli także w USA). Przypomniał, że rozpoczynanie procesów społecznych jest ważniejsze niż posiadanie przestrzeni.

To myśl wzięta z jego własnego dokumentu, adhortacji „Evangelii gaudium” o głoszeniu Ewangelii w dzisiejszym świecie. Przywódcy polityczni powinni inicjować procesy, a nie podbijać przestrzeń społeczną. Nawiązał, o zgrozo!, do swej zielonej encykliki, której prawica nie znosi do tego stopnia, że jeden z republikańskich senatorów nie przyszedł na Kapitol wysłuchać Franciszka.

Ale papież nie był konfrontacyjny. Nie powiedział niczego, co mogłoby wzburzyć parlamentarzystów obu głównych partii politycznych. Nie atakował amerykańskiego kapitalizmu, ale też nie zaatakował prawa dopuszczającego aborcję. Umiejętnie nawiązał do amerykańskiego poczucia dumy z kraju, który jest dziełem imigrantów reprezentujących – tak jak kongresmeni – różne religie i narodowości. Ostrzegł przed fundamentalizmem odwołującym się do religii, ale też przed innymi postawami fundamentalistycznymi, np. w ekonomii. Bo i w imię fundamentalizmu ekonomicznego sięga się po przemoc.

Symbolami słynnego „marzenia amerykańskiego” Franciszek uczynił czworo wybitnych przedstawicieli obywatelskiego narodu amerykańskiego. Oczekiwałem przywołania Abrahama Lincolna i pastora Martina Kinga. I tak się stało. Ale byłem przyjemnie zaskoczony, gdy usłyszałem także nazwiska Dorothy Day i Thomasa Mertona. Ci dwoje to przedstawiciele amerykańskiego postępowego społecznie katolicyzmu. Jerzy Turowicz, redaktor „Tygodnika Powszechnego”, byłby zachwycony. Przed laty pisał z entuzjazmem o dziele Day, chrześcijańskim ruchu pracowniczym. Merton, poeta, mnich i działacz antywojenny, był postacią inspirującą w latach 60. i późniejszych nie tylko dla Amerykanów, ale też zaprzyjaźnionego z nim Czesława Miłosza.

Gdyby jakoś wydestylować wspólne jądro z owych czterech marzeń, o jakich mówił papież Franciszek, to byłaby nim pochwała wolności w służbie dobra wspólnego.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną