Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Pinokio pakuje walizki

Masowi uciekinierzy z Kosowa

Narodowe akcenty w stoisku z pamiątkami dla turystów w kosowskim Ferizaj Narodowe akcenty w stoisku z pamiątkami dla turystów w kosowskim Ferizaj Tim Dirven/Panos / CZARNY KOT
Z dwumilionowego Kosowa uciekło w ciągu roku 100 tys. ludzi. Kolejni szykują się do drogi.
Pomnik Billa Clintona w PrisztinieAndrew Testa/Panos/CZARNY KOT Pomnik Billa Clintona w Prisztinie

Stworzone przez Zachód Kosowo przypomina wyrzeźbionego z drewna Pinokia. Chce się stać prawdziwym chłopcem – i nie może.

Gdy jechałem przez Kosowo w 2008 r., zaraz po ogłoszeniu przez nie niepodległości, energia aż buzowała. Porządku pilnowały międzynarodowe siły: wojskowy KFOR, policyjny UNMIK. Starego, jugosłowiańskiego Kosowa nie było widać spod nowych budynków, i nie ma w tym przesady: kraj postawiono zupełnie na nowo. Proces ten trwał od 1999 r., czyli od chwili, gdy wycofały się z Kosowa jugosłowiańskie wojska. To „nowe Kosowo” było tandetne, zbudowane z kiczowato efekciarskich materiałów. Rozmach jednak był gigantyczny: kipiało tu od inwestycji, w większości drobnych i dzikich. Jeśli chodzi o przestrzeń publiczną, Kosowo wyglądało jak hiper-Polska. Szyldy przy drogach ryczały, a chaos zabudowy urywał głowę. Niektóre budynki waliły się, zanim zostały ukończone, szkło i chrom stawały czasem w szczerym polu, między zaoranymi skibami. Ale kraj był wulkanem energii.

Na końcu Europy 

Zachód słał do Prisztiny fundusze pomocowe, żeby postawić na nogi ten swój „projekt: państwo”. Diaspora kosowska pompowała do kraju swoje euro, funty i dolary zarabiane na Zachodzie. Mafia, która włączyła w swój krwiobieg wielu dawnych bojowników Armii Wyzwolenia Kosowa, UCK, prała pieniądze.

Wszędzie wisiały flagi Albanii, USA i Unii. Jedną z najważniejszych prisztińskich arterii przemianowano na bulwar Billa Clintona. Stanął tam jego pomnik. Nazwisko Clintona przyjęła również dumnie jedna z firm przygotowujących do egzaminu na prawo jazdy. Centra Prisztiny i innych większych miast tętniły życiem. Knajpy powstawały na knajpach. Wyglądało to tak, jakby ten radosny festiwal niepodległości nie chciał się skończyć.

Polityka 42.2015 (3031) z dnia 13.10.2015; Świat; s. 59
Oryginalny tytuł tekstu: "Pinokio pakuje walizki"
Reklama