Są uchodźcy wojenni i są uchodźcy ekonomiczni. Dlaczego traktujemy ich inaczej?

Robinson patrzy na Piętaszka
Uchodźcy wojenni – do nieba, „migranci ekonomiczni” – do piekła. Ta selekcja była moralnie nie do obrony przed zamachem w Paryżu i jest nie do obrony po nim.
Bangladesz to zagłębie półniewolniczej siły roboczej. Ludzie stąd uciekają, gotowi na tułaczkę. Odmówić im tego prawa?
Ponir Hossain/NurPhoto/AFP/EAST NEWS

Bangladesz to zagłębie półniewolniczej siły roboczej. Ludzie stąd uciekają, gotowi na tułaczkę. Odmówić im tego prawa?

W Pakistanie przemoc ma też podłoże religijne. Prześladowani są m.in. ahmadi, członkowie jednej z odmian islamu.
Aamir Quereshi/AFP/EAST NEWS

W Pakistanie przemoc ma też podłoże religijne. Prześladowani są m.in. ahmadi, członkowie jednej z odmian islamu.

Miejsce: Bangkok. Czas: kilka tygodni temu. Rana Ahmad, lat 26, jest tu od trzech lat. Nielegalnie. Uciekł z Pakistanu za radą ojca. Rodzice Ahmada mieli małe gospodarstwo. Gdy polityczny klimat w kraju zaczął się psuć, sąsiedzi zażądali: – Wynoście się stąd! – i spalili im dom.

Rodzina Ranów należy do odłamu islamu, który nazywa się ahmadijja. Szacuje się, że jest ich w Pakistanie ok. 4 mln. Wierzą w prawdy wiary islamu te same co pozostali muzułmanie – z jedną różnicą. Sądzą, że niejaki Mirza Ghulam Ahmad, który działał pod koniec XIX w. jako religijny reformator, był wyczekiwanym mahdim, prorokiem. Ów reformator głosił, że wszystkie religie pochodzą od tego samego Boga i powinien zapanować między nimi pokój.

Pakistan nie uznaje ahmadich za muzułmanów. To problem, bo Pakistan jest oficjalnie państwem islamskim. Obowiązuje nawet prawo surowo zakazujące ahmadim podawania się za muzułmanów. Np. za wypowiedzenie pozdrowienia salam alejkum w miejscu publicznym ahmadi mogą trafić do więzienia. Podobnie za nazywanie swoich miejsc modlitwy meczetami. Ahmadich poddaje się represjom również w innych krajach islamskich, np. w Arabii Saudyjskiej. ONZ uznaje ich za ludzi prześladowanych; pomaga w uzyskaniu azylu i przesiedleniach.

Jakiś czas po kolejnej przeprowadzce, gdy nowi sąsiedzi odkryli, że rodzina Ranów to ahmadi, też ich wygnali. W kolejnej miejscowości ojciec otworzył sklep z ubraniami. W 2012 r. ktoś podłożył w sklepie ogień. Ranowie zostali bez środków do życia. Któż miałby prowadzić śledztwo w sprawie krzywdy wyrządzonej ahmadim? W końcu ojciec poradził Ahmadowi, żeby wyjechał z kraju.

Zła aura

Ahmad przyjechał do Tajlandii legalnie, ale wiza dawno już straciła ważność. Imał się różnych prac – w knajpach, na budowach. Sypiał na gołej ziemi lub podłodze, w miejscach, gdzie chodziły po nim szczury. Migrantom płaci się tu najmarniejsze stawki, a zdarza się, że nie płaci się wcale, bo przecież nie pójdą na policję.

Uchodźców takich jak Ahmad nie chronią w Tajlandii żadne prawa ani konwencje. Nawet papiery ONZ nie legalizują ich pobytu, bo tutejsze prawo nie rozpoznaje takiego bytu jak uchodźca. Ahmad zgłosił się do Wysokiej Komisji Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR). Odbył tzw. pierwszy wywiad, został zarejestrowany jako uchodźca ubiegający się o azyl. Wysoka Komisja próbuje znaleźć dla niego docelowy kraj, tzn. negocjuje z krajami przyjmującymi uchodźców – USA, Kanadą, Australią. Ale negocjacje trwają długo – czasem 5, czasem nawet 10 lat. Bywa, że nowego kraju zamieszkania nie udaje się znaleźć nigdy. Od wybuchu wojny syryjskiej pierwszeństwo mają Syryjczycy i uchodźcy z Bliskiego Wschodu.

Ahmada spotkało szczęście w nieszczęściu: zakolegował się z pracującym w Bangkoku Polakiem. Polak, który prosi o zachowanie anonimowości, pracuje dla międzynarodowej instytucji zajmującej się m.in. pomocą humanitarną i prywatnie pomaga Ahmadowi. Chciał go zaprosić do Polski, zobowiązał się do pokrycia wszelkich kosztów, wynajęcia mieszkania, a rodzina w Polsce miała pomóc Ahmadowi w nauce języka; z czasem – w znalezieniu pracy. Mimo to Ahmad polskiej wizy nie dostał.

Jego sytuację nieźle opisuje tytuł powieści Josepha Hellera „Paragraf 22” – w znaczeniu potocznym to sytuacja bez wyjścia. Ahmad jest według prawa międzynarodowego uchodźcą (prześladowano go ze względu na wyznanie). Jednak jego legalny przyjazd do Europy, przez Polskę, jest z powodów formalnych – oficjalnie – niemożliwy. Żeby ubiegać się o azyl w Polsce, musiałby znaleźć się na naszym terytorium. Skoro nie może dostać wizy, musiałby wjechać nielegalnie. A żeby wjechać nielegalnie, musiałby przejść przez piekło podróży przez Pakistan, Iran, Turcję, Morze Śródziemne, a potem kilka niegościnnych krajów Europy.

Wątpliwe, czy w sprawie Rany Ahmada to przepisy były prawdziwą przeszkodą. Raczej uświęcona praktyka, która płynie z tego, co w umysłach i sercach. Urzędnik konsulatu, który odmawia prześladowanemu człowiekowi wizy, postępuje zgodnie z wektorem, jaki wyznacza władza, i dominującą aurą – a ta jest pełna niechęci i nieufności do migrantów. Gdyby aura była inna, gdyby z góry płynęły inne sygnały, przepisy nie byłyby przeszkodą. Ahmad jest w świetle prawa i kryteriów ONZ uchodźcą! Zwłaszcza że w Polsce miałby utrzymanie.

Terror, niewola, nędza

Takich ludzi jak Ahmad jest dziś bardzo wielu – na greckich wyspach, w Hiszpanii, Ameryce Łacińskiej, USA. Kim są? Uchodźcami czy – jak mówi się tyleż powszechnie, ile bez głębszej refleksji – „migrantami ekonomicznymi”?

Uchodźcy to ludzie uciekający z krajów ogarniętych wojnami bądź dotknięci prześladowaniami; mogą – ewentualnie – liczyć na współczucie i ograniczoną pomoc ze strony naszego dostatniego świata. „Migranci ekonomiczni” – świadomie używając cudzysłów – nie. To rozróżnienie spełnia użytkową funkcję w dysputach politycznych i wyścigu po władzę. Bliższy ogląd losów konkretnych przybyszów nie pozwala jednak utrzymać tego podziału. Przyjrzyjmy się kilku innym przypadkom.

Rodak Ahmada, Sayed Ali, szyita, dziś na wyspie Kos, też uciekał z kraju przed religijną i polityczną przemocą. Talibowie zamordowali jego brata. Ojciec musiał zamknąć biznes – groziło mu porwanie lub nawet śmierć. Sayed wyjechał do Turcji na studia. Uczył się w prywatnej uczelni, ale skończyły się pieniądze. Podjął pracę na warunkach półniewolniczych – w piekarni. Jak opowiada, nie wolno mu było odejść od stanowiska pracy nawet do toalety. Powrót do Pakistanu wiązał się z dużym ryzykiem. Wyruszył więc do Niemiec, licząc na stypendium, które pozwoli mu studiować.

Sayed Ali jest więc uchodźcą czy „migrantem ekonomicznym”?

A Sangin Khan z Kabulu, który drżał o to, że jego lub bliskich porwą uzbrojone bandy zdegenerowanych talibów lub Al-Kaida? Wyjechał z powodu terroru. Ale mówił też szczerze o bezrobociu w Afganistanie i o braku perspektyw. Dla wielu młodych mężczyzn w Afganistanie nie ma pracy i trudno liczyć, że w nieodległej przyszłości się znajdzie. Kim zatem jest Sangin Khan – uchodźcą czy „migrantem ekonomicznym”? Łatwiej byłoby go zaklasyfikować, gdyby podał jedną przyczynę emigracji, np. terror, choć wielu powiedziałoby wtedy: w samym Kabulu nie ma wojny, Sangin Khan to nie uchodźca, lecz migrant zarobkowy. Ale przecież nasze wybory są wypadkową wielu przyczyn. Dwóch, pięciu.

A co powiedzieć o Abdulu Awalu z Bangladeszu? Tam na pewno nie ma wojny. Bangladesz to jednak jeden z najgęściej zaludnionych krajów na świecie. Pod względem powierzchni – na 93. miejscu; pod względem ludności – na ósmym! 160 mln ludzi na obszarze mniejszym niż połowa Polski.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną