Państwo żydowskie układa się z Arabami

Izrael na nowej szachownicy
Rezygnacja Ameryki z roli żandarma Bliskiego Wschodu skłania państwo żydowskie do zawierania coraz bardziej zaskakujących sojuszy z Arabami.
Izraelski okręt wojenny eskortuje przechwycony statek z irańską bronią dla Strefy Gazy.
Abir Sultan/EPA/PAP

Izraelski okręt wojenny eskortuje przechwycony statek z irańską bronią dla Strefy Gazy.

Egipski prezydent Abdel Fattah al-Sisi serdecznie wita króla Arabii Saudyjskiej Salmana. Obaj są teraz sojusznikami Izraela.
EPA/PAP

Egipski prezydent Abdel Fattah al-Sisi serdecznie wita króla Arabii Saudyjskiej Salmana. Obaj są teraz sojusznikami Izraela.

audio

AudioPolityka Dawid Warszawski - Izrael na nowej szachownicy

Gdy w ubiegłym miesiącu egipski prezydent Abdel Fattah al-Sisi przekazał Arabii Saudyjskiej bezludne wyspy w cieśninie oddzielającej Zatokę Akaba od Morza Czerwonego, w kraju zawrzało. Sisiemu zarzucano frymarczenie terytorium państwa w zamian za saudyjską jałmużnę – Rijad obiecał zainwestować w Egipcie 20 mld dol. Wśród protestów nie było jednak słychać głosów z Jerozolimy, mimo że Izrael dwukrotnie, w 1956 i 1967 r., wyspy te zdobywał, by udaremnić egipską blokadę cieśniny, u końca której leży jedyny izraelski port nieśródziemnomorski – Ejlat.

Dziś jednak stosunki Jerozolimy i z Kairem, i z Rijadem są tak dobre, że zmiana suwerenności wysp nikogo w Izraelu nie niepokoi. Izrael udzielił pisemnej zgody na ten transfer. Jerozolimy nie zaniepokoiła nawet umowa o budowie przez cieśninę mostu z Synaju na Półwysep Arabski. Saudyjczycy zaś, którzy na most wyłożą 4 mld dol., nie obawiają się, że inwestycja może zostać zaatakowana przez Izrael w przypadku wojny. Bo jedyna w tym rejonie świata wyobrażalna dziś wojna to ta, którą toczy na Synaju Egipt ze wspieranymi przez Hamas islamistami. W tej wojnie Kair ma wsparcie i Rijadu, i Jerozolimy.

al-Sisi rozmawia z Netanjahu

Jedyne zastrzeżenia, jakie mają w Jerozolimie, tyczą się szczelności egipskiej blokady Gazy, dużo bezwzględniejszej obecnie ze strony egipskiej niż izraelskiej. Jerozolima cieszy się wprawdzie ze zbombardowania i zalania przez Egipt setek tuneli szmuglerskich, przez które trafiała do Gazy broń, ale jest świadoma, że nadmierny nacisk na enklawę skończyć się musi eksplozją, której polityczne i militarne koszty znów obciążą Izrael. Dlatego też niezbędne dla życia towary docierają do Gazy niemal wyłącznie z Izraela, a Jerozolima negocjuje z Turcją warunki znaczącego osłabienia blokady.

Negocjacje toczą się z Turcją dlatego, że Ankara uczyniła ze zniesienia blokady jeden ze swoich warunków normalizacji stosunków z Jerozolimą, zamrożonych po izraelskim ataku na turecki konwój do Gazy w 2010 r. Egipt, który obecnie ma z Turcją, nieuznającą obalenia prezydenta islamisty Mohameda Morsiego, stosunki dużo gorsze niż z Izraelem, naciska, by nie ustępować w kwestii blokady i w ogóle nie ocieplać stosunków z Turcją. Izraelowi zależy na dobrych relacjach z oboma islamskimi mocarstwami, więc gra na zwłokę.

Jerozolima nie może sobie pozwolić na urażenie Sisiego, który powiedział „Washington Post”, iż rozmawia ze znienawidzonym przez innych przywódców arabskich premierem Beniaminem Netanjahu kilka razy w miesiącu. „Sisi rozumie sytuację – powiedział portalowi Al-Monitor wysoki rangą funkcjonariusz izraelskich służb. – Wie dokładnie, komu może w regionie ufać, a komu nie. Wie, co dobre dla Egiptu, oraz że przy właściwych okolicznościach to, co dobre dla Egiptu, jest także dobre dla Izraela”.

Głównym wrogiem jest Iran

Takiego sojusznika jak Egipt Jerozolima nie może stracić – i dlatego zapewne kilkakrotnie zapowiadane już przez Turcję zakończenie negocjacji z Izraelem wciąż jest odraczane. Ostatnio prezydent Recep Tayyip Erdoğan znów zapowiedział, że finał jest bliski. W drodze powrotnej z Rijadu oznajmił, że „Izrael potrzebuje w regionie takiego kraju, jak Turcja. My też musimy przyznać, że potrzebujemy Izraela”. Z pewnością nie powiedziałby tego, gdyby tego poglądu nie podzielali również Saudyjczycy.

Jerozolima już dwa lata temu przeprosiła Ankarę, acz połowicznie, za śmierć dziewięciu Turków na pokładzie „Mavi Marmara”, gdy stawiali opór lądującym tam izraelskim komandosom. Netanjahu przeprosił, ale za „błędy operacyjne”, a nie za samą operację, i zgodził się wypłacić odszkodowanie. O całkowitym zniesieniu blokady Gazy nie ma jednak mowy, i strony negocjują takie jej osłabienie, by Turcja mogła uznać, że i ten warunek też został spełniony.

To się nie podoba Egiptowi, który bardzo mocno wspiera warunek postawiony przez Izrael: by Turcja przestała udzielać schronienia i wsparcia Hamasowi. Natomiast Arabia Saudyjska na zbliżeniu izraelsko-tureckim może tylko zyskać. Dla Rijadu kwestie izraelsko-palestyńskie, ongiś tak ważne, zeszły na dalszy plan. Po części dlatego, że Hamas i władze Autonomii Palestyńskiej, między którymi Rijad wielokrotnie usiłował mediować, nienawidzą się jeszcze mocniej, niż każde z nich z osobna nienawidzi Izraela.

Przede wszystkim jednak dlatego, że głównym wrogiem dla Izraela pozostaje Iran. Wizja irańskiej bomby atomowej, którą porozumienie genewskie jedynie oddala, nie zaś udaremnia, spędza w Rijadzie tak samo sen z powiek, jak w Jerozolimie; oba kraje czują się też zdradzone przez dotychczasowego protektora – USA.

Saudyjczycy do tej pory byli jednak pewni, że mają polisę ubezpieczeniową w postaci bomby pakistańskiej, której budowę wspierali i sfinansowali. Ale odkąd Islamabad odmówił dołączenia do saudyjskiej koalicji walczącej w Jemenie ze wspieranymi przez Iran powstańcami Huti i oznajmił, że pakistańska broń atomowa służyć będzie jedynie obronie kraju, Saudyjczycy zrozumieli, że nie mogą na tej polisie polegać. A jedynym państwem, które w tej sytuacji mógłoby roztoczyć nad Arabią atomowy parasol, jest Izrael.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną