Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Kto jest kim w gabinecie Theresy May

Andrew Parson / Forum
Trzech z powołanych dotychczas ministrów w referendum opowiadało się za pozostaniem w Unii, a trzech za Brexitem.

Theresa May powołała już sześciu nowych ministrów. Wśród nich Philip Hammond, który w rządzie Davida Camerona był szefem dyplomacji, a teraz zostanie ministrem finansów. Poza tym były burmistrz Londynu i twarz kampanii Brexitu, Boris Johnson, który niespodziewanie dla wszystkich zostanie ministrem spraw zagranicznych. I Amber Rudd, która stanowisko ministra ds. energetyki i zmian klimatu zamieni na fotel ministra spraw wewnętrznych.

W rządzie nowej pani premier znajdą się też były minister obrony Liam Fox, który teraz będzie ministrem ds. handlu międzynarodowego, Michael Fallon, który pozostanie ministrem obrony, i David Davis, który będzie ministrem odpowiedzialnym za wychodzenie z Unii.

Trzech z powołanych ministrów w referendum opowiadało się za pozostaniem w Unii i trzech za Brexitem. Do rozłamowców należy Boris Johnson, obecny minister spraw zagranicznych, David Davis, który został mianowany ministrem ds. wychodzenia z Unii, i były minister obrony Liam Fox, który teraz będzie ministrem ds. handlu międzynarodowego.

Przewagę zwolennikom niewychodzenia z Unii zapewnia sama Theresa May, która oficjalnie przekonuje, że niezależnie od swoich poglądów wolę ludu wyrażoną w referendum uszanuje i rozwodu z Unią nie będzie odkładać w nieskończoność.

W rządzie Camerona na dwudziestu polityków, łącznie z nim, za Brexitem opowiadało się tylko 4 ministrów; Michael Gove, który był ministrem sprawiedliwości, Chris Grayling, przewodniczący Izby Gmin, Theresa Villiers, która była ministrem ds. Irlandii Północnej, i John Whittingdale, minister ds. kultury i mediów.

Największą niespodzianką w rządzie May jest oczywiście Boris Johnson, twarz i architekt obozu brexitowców. Były burmistrz Londynu i kolega Davida Camerona, który na kilka miesięcy przed referendum zrobił odwrót i stanął na czele zwolenników opuszczenia Unii. Wcześniej nie był wielkim przeciwnikiem Unii. Raczej czerpał z niej pełnymi garściami. Studiował w Brukseli, mieszkał tam i pracował przez pewien czas jako korespondent „Daily Telegraph”. Przywiózł stamtąd również swoją drugą żonę, Marinę.

Antyunijny ton Johnsona był obliczony na dogryzienie Cameronowi, wysadzenie go ze stanowiska i zajęcie jego miejsca na Downing Street. Znany z niewyparzonego języka, swojej gapowatości i potarganej fryzury Johnson zakładał, że kampania na rzecz Brexitu przyniesie mu popularność i zapewni stanowisko, ale wszystko wskazuje na to, że nie oczekiwał wygranej.

Jego kalkulacja przewidywała raczej przegrane referendum, a popularność i wygraną dla niego. Kiedy rzeczywistość go przerosła, skapitulował i wycofał się w cień. Teraz Theresa May wyciągnęła go z niebytu. Będzie musiał wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Ciekawe, w jaki sposób jako szef dyplomacji będzie rozmawiał np. z Angelą Merkel, o której mówił, że jest „odrażająca”, albo z Nicolą Sturgeon, którą nazywał „żarłoczną łasicą”?

Niemałym zaskoczeniem jest też eurosceptyczny David Davis, który będzie prowadził negocjacje rozwodowe z Unią. Stanowisko Davisa jest zupełnie nową komórką, utworzoną kilkanaście dni temu. A urzędnicy wciąż szukają dla nowej instytucji siedziby. Davis jest znany jest ze swojej wypowiedzi o erozji wolności obywatelskich. To zwolennik walki z terroryzmem i przeciwnik tezy o ociepleniu klimatu.

Jest w polityce od 30 lat, z czego przez trzy, w latach 70., był ministrem ds. europejskich. W Brukseli nazywają go mistrzem konstruktywnej obstrukcji. Słynie ze swojego eurosceptycyzmu. W zeszłym roku żądał od Camerona, by przyznał Izbie Gmin możliwość wetowania unijnych praw. A niedawno miał powiedzieć, że kiedy do krajów europejskich dotrze, że Wielka Brytania nie ugnie się w sprawie kontroli granic, to same rozpoczną rozmowy, ponieważ zorientują się, że jest to w ich interesie.

Stanowisko ministra spraw wewnętrznych, które sama zajmowała przez sześć lat, Theresa May oddała innej kobiecie, Amber Rudd. 52-letnia Rudd, w przeciwieństwie do Johnsona i Davisa, jest wielką zwolenniczką pozostania Wielkiej Brytanii w Unii. Przez ostatni rok była ministrem ds. energetyki i zmian klimatu, gdzie wcześniej przez kilka lat pracowała jako wiceminister.

Kiedy zostawała ministrem ds. energetyki i zmian klimatu, najbardziej cieszyli się brytyjscy Zieloni, ponieważ Rudd w odróżnieniu od wielu swoich kolegów z partii uważała zawsze, że trzeba ostro walczyć ze zmianami klimatu. Jeszcze kilka miesięcy temu zapowiadała zamknięcie w ciągu najbliższej dekady istniejących na Wyspach elektrowni węglowych. Po studiach na Uniwersytecie Edynburskim pracowała w biznesie, m.in. w firmie finansowej JP Morgan. Była też dziennikarką i pracowała przy produkcji znanej brytyjskiej komedii „Cztery wesela i pogrzeb”.

W rządzie pozostał 60-letni Philip Hammond, który wcześniej zajmował stanowisko szefa dyplomacji, a teraz, po rezygnacji, jaką złożył George Osborne, będzie ministrem finansów.

Hammond szefem ministerstwa spraw zagranicznych był od dwóch lat, wcześniej zajmował stanowisko ministra transportu i ministra obrony narodowej. Jako szef dyplomacji znany był ze swojego twardego stanowiska wobec Rosji. Uważał, że Rosja nie przestrzega międzynarodowych zasad postępowania i dlatego trzeba ją traktować z całą surowością. Jeszcze dwa lata temu uważano go za eurosceptyka, przeciwnego imigracji i twierdzącego, że Wielka Brytania strasząc wyjściem z Unii, może sporo ugrać.

Jednak później poglądy Hammonda na Unię zmieniły się. Ostatecznie poparł kampanię zwolenników pozostania we Wspólnocie. W przeszłości zasłynął też z wypowiedzi, że za kryzys finansowy z 2008 r. odpowiedzialność ponoszą nie tylko banki, ale i kredytobiorcy. A trzy lata temu, jako jeden z czterech ministrów w rządzie Camerona, nie poparł legalizacji małżeństw homoseksualnych, twierdząc, że są zbyt kontrowersyjne.

Zanim wszedł do polityki, pracował w firmie produkującej aparaturę medyczną, potem w branży nieruchomości, ropy naftowej i gazu, a także w firmach doradczych. Był też doradcą Banku Światowego ds. Ameryki Łacińskiej.

Posadę szefa resortu obrony zachował pełniący tę funkcje od dwóch lat Michael Fallon. Trzyma się ze zwolennikami pozostania Wielkiej Brytanii w Unii, chociaż znana jest jego wypowiedź sprzed dwóch lat, w której narzekał na imigrantów i twierdził, że rodzimi mieszkańcy UK czują się jak „pod oblężeniem”. Uważał, że unijne traktaty nie przewidziały tak masowej imigracji, więc trzeba jeszcze raz się nad nimi pochylić.

Potem publicznie odwołał swoje słowa i określił je jako nieprzemyślane. A na początku tego roku powiedział, że jeśli Wielka Brytania opuści Unię, to przysporzy się to interesom Rosji. Pracę w Partii Konserwatywnej zaczął zaraz po studiach. Skończył filologię klasyczną i historię starożytną na najstarszym szkockim uniwersytecie w St Andrews. Jako minister obrony opowiada się za zwiększeniem obecności wojsk NATO w Europie.

Na stanowisko ministra ds. handlu międzynarodowego Theresa May powołała 54-letniego Liama Foxa, byłego ministra obrony i swojego rywala w niedawnych wyborach następcy Camerona na stanowisko szefa Partii Konserwatywnej. Fox opuścił stanowisko ministra obrony w 2011 r. po tym, jak wyszło na jaw, że zatrudniał w swoim resorcie wieloletniego przyjaciela i drużbę na własnym ślubie, szkockiego biznesmena Adama Werritty’ego. Szkot za doradzanie ministrowi zarabiał bajońskie sumy, a przy okazji towarzyszył Foksowi w wielu zagranicznych podróżach, nakręcając w ten sposób kontrakty dla firm zbrojeniowych.

Pozostałe nominacje na stanowiska w rządzie Theresy May będą ogłoszone jeszcze w tym tygodniu.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną