Dlaczego dajemy się oszukiwać politykom?

Głupie kroki mądrych ludzi
Ignorancja polityczna obywateli Zachodu jest całkiem racjonalna z ich osobistej perspektywy. Tylko czy system to wytrzyma?
Zwolennicy Donalda Trumpa na wiecu w Phoenix w Arizonie
Ralph Freso/Getty Images

Zwolennicy Donalda Trumpa na wiecu w Phoenix w Arizonie

Czy dotychczasowa kariera Trumpa  jest dowodem na niespotykaną ignorancję polityczną Amerykanów?
EAST NEWS

Czy dotychczasowa kariera Trumpa jest dowodem na niespotykaną ignorancję polityczną Amerykanów?

Podczas niedawnej konwencji republikanów Donald Trump przekonywał wiwatującą publikę, że w USA „po dekadach spadku znów rosną wskaźniki przestępczości”, że „korupcja osiągnęła poziom niespotykany w historii naszego kraju”. „Mam dla was wiadomość – mówił republikański kandydat na prezydenta USA. – Przestępczość, która dziś tak doskwiera naszemu społeczeństwu, wkrótce – i to naprawdę wkrótce – zniknie”. Doprawdy trudno się zdecydować, które kłamstwo najpierw odkłamywać. Poziom przestępczości i korupcji w Ameryce w ostatnich latach wyraźnie spada. Żaden prezydent nie sprawi też, że przestępczość nagle zniknie, nie tylko z powodu ludzkiej ułomności, ale również dlatego, że bezpieczeństwo to kompetencja stanów, a nie Białego Domu.

Mowa jednak o polityku, który nie tak dawno przekonywał, że Ameryka jest „zalewana” przez meksykańskich imigrantów, choć w rzeczywistości w ciągu ostatniej dekady migracja netto z Meksyku oscyluje wokół zera. Ale niewielu Amerykanów o tym wie, choć to wiedza dostępna w cztery kliknięcia. Podobnie według sondażowni Pew Research Center ponad połowa Amerykanów uważa, że imigracja nasila przestępczość. I znów – statystyki pokazują, że przeciętny Meksykanin jest znacznie mniej skłonny łamać prawo niż „rodowity” Amerykanin.

Niektórzy widzą tu pewien proces. Osiem lat temu, po tym jak Susan Jacoby wydała bestseller „The Age of American Unreason” (Wiek amerykańskiej irracjonalności), Amerykanie miesiącami debatowali, czy aby nie są coraz mniej inteligentni, co zasugerowała im autorka. Z kolei na początku tego roku w USA przez kilka tygodni trwała debata, jak długi jest penis Trumpa, przy czym wskaźnikiem miał tu być rozmiar rąk polityka celebryty. Komentator „Time’a” Joel Stein nie ma wątpliwości, że choć jego rodacy wciąż nie rozwiązali tego drugiego dylematu, to przynajmniej pierwszy z nich mimowolnie sam się rozwiązał.

Świadczyć ma o tym chociażby dotychczasowa kariera Trumpa, która zdaniem Steina ma być dowodem na niespotykaną ignorancję polityczną Amerykanów. Według badania przeprowadzonego przez Farleigh Dickinson w ubiegłym roku 34 proc. Amerykanów nie jest w stanie wymienić trzech władz w państwie, 30 proc. nie umie wymienić nawet jednej z nich. Amerykanie w większości nie wiedzą, kto ich reprezentuje na Kapitolu, stąd nie potrafią rozliczyć swojego reprezentanta.

To Słońce okrąża Ziemię

Ignorancja polityczna nie jest zjawiskiem stricte współczesnym. Nigdy na taką skalę jak dziś nie badano opinii obywateli, ale ze szczątkowych danych historycznych można wyciągnąć podobne wnioski. W 1964 r., czyli rok po kryzysie kubańskim, zaledwie 38 proc. pytanych Amerykanów wiedziało, że ZSRR nie jest członkiem NATO. Tu się niewiele zmieniło, bo wciąż, tak jak pół wieku temu, mniej więcej co piąty Amerykanin jest przekonany, że to Słońce krąży wokół Ziemi. Ale nie ma co sobie poprawiać humoru, że to Amerykanie są tacy niedouczeni – ich po prostu akurat przebadano.

W tym sensie jest to już przypadłość większości zachodnich demokracji, co pokazała kampania przed ostatnim referendum w sprawie Brexitu. Jej symbolem może być wystąpienie telewizyjne Michaela Gove’a, byłego już ministra sprawiedliwości i jednego z liderów kampanii za wyjściem. Poproszony w Sky News o wskazanie choć jednego ekonomisty, który popierałby Brexit, odparł, że „ludzie w tym kraju mieli już dość ekspertów”.

W styczniu Królewskie Towarzystwo Statystyczne urządziło Brytyjczykom coś w rodzaju testu z WOS i wyszło smutno. 46 proc. pytanych w ogóle nie wiedziało, że w tym roku na Wyspach ma się odbyć jakieś referendum. Gorzej, 59 proc. nie potrafiło podać nazwiska własnego premiera. Inne badanie, przeprowadzone przez Ipsos MORI, pokazuje, że Brytyjczycy przed referendum nie mieli pojęcia o sprawach zasadniczych z punktu widzenia dalszego członkostwa w Unii. Dominowała np. opinia, że już 15 proc. ludności Wysp stanowią obywatele innych państw Unii, podczas gdy jest ich mniej niż 5 proc. Na pytanie, jaki odsetek pieniędzy z brytyjskiego odpowiednika programu 500+ idzie na dzieci mieszkające poza krajem, uśredniona odpowiedź brzmiała – 14 proc., choć twarde liczby wskazują na zaledwie 0,3 proc.

Bezwzględne wykorzystywanie ignorancji wyborców nie jest też w końcu wyłączną domeną populistów pokroju Gove’a czy Trumpa. Robią to równie skutecznie politycy stateczni, jak np. Barack Obama. Przyznał to wprost Jonathan Gruber, główny architekt Obamacare, wielkiej reformy ubezpieczeń zdrowotnych i prawdopodobnie największego osiągnięcia prezydenta Obamy. Gruber powiedział, że reforma weszła w życie tylko dzięki „głupocie amerykańskiego wyborcy”. Przepchnięta przez Izbę Reprezentantów siedmioma głosami głównie dlatego, że prezydent i jego ludzie kłamali: mówili, że ci Amerykanie, którzy są zadowoleni ze swoich polis, będą mogli je zachować. A wystarczyło zajrzeć do przepisów, aby bez większej ekspertyzy dojść do wniosku, że przymusowa zmiana na droższe polisy jest fundamentem całego projektu.

Gruber, mówiąc o głupocie Amerykanów, czy też szerzej – o głupocie wyborców w ogóle, nie miał jednak racji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną