Australijski rząd zamyka jeden z obozów dla nielegalnych imigrantów. Nareszcie

Hańba Australii
Żaden z 800 imigrantów z Manus nie będzie mógł zamieszkać w Australii.
Takver/Flickr CC by 2.0

O obozie na wyspie Manus w Papui Nowej Gwinei, podobnie jak o obozie na Nauru na Pacyfiku, od kilku lat krążyły legendy. Że przebywa tam znacznie więcej osób, niż pierwotnie przewidziano. Że panują fatalne warunki sanitarne, brakuje wody, toalet i wszędzie jest strasznie brudno. Były też oskarżenia o gwałty na kobietach i dzieciach, po których zwolniono część strażników. Do tego kraty w oknach i brak możliwości jakiegokolwiek zajęcia, bo trafiający tam ludzie mieli zakaz pracy. To wszystko prowadziło do chorób, depresji, okaleczeń, a nawet samobójstw.

Tylko w ostatnich miesiącach w obozie na Nauru młoda Somalijka dokonała samopodpalenia. Wcześniej na taki krok zdecydował się młody Irańczyk. Zdarzały się też strajki głodowe i zaszywanie sobie ust, a samookaleczenia można liczyć w setkach. Wszystko po to, żeby świat dowiedział się o nieszczęściu ludzi, którzy miesiącami, a czasami nawet latami czekają na rozpatrzenie ich spraw. Rekordzista Peter Qasim, który uciekł z Kaszmiru, w oczekiwaniu na rozpatrzenie prośby o azyl przesiedział w obozie w sumie siedem lat.

Migranci żyją w zawieszeniu, nie wiedzą, jak długo będą musieli w obozie przebywać, ani nawet czy ich czekanie ma jakikolwiek sens. Bo nawet z przyznanym statusem uchodźcy mogą być przesiedleni z Australii do Indonezji, Papui Nowej Gwinei lub do Kambodży, czyli krajów, z którymi australijski rząd podpisał umowy bilateralne, w ramach których w zamian za przyjmowanie uchodźców Australia wesprze finansowo ich rozwój.

Łodzie, które płyną w imigrantami w kierunku Australii, od kilku lat są systematycznie odsyłane z powrotem przez australijską marynarkę wojenną. Ci, którym mimo wszystko udaje się dotrzeć, są umieszczani w obozach na wyspie Manus w Papui Nowej Gwinei czy na Nauru na Pacyfiku i na Wyspie Bożego Narodzenia na Oceanie Indyjskim.

Kiedy na Europę spadła pierwsza fala uchodźców, Tony Abbott, ówczesny premier Australii, radził Europejczykom, żeby skorzystali z australijskiego doświadczenia, nie wpuszczali do siebie uchodźców, zatrzymywali ich jeszcze na morzu albo przed granicami lub eksportowali do innych krajów. Australijskie władze tłumaczyły swoją surową politykę antyimigracyjną tym, że chcą zniechęcić ludzi do wybierania się w groźną morską przeprawę. Chciały też ukrócić nielegalny przemyt. Statystyki pokazywały, że odniosły sukces, bo liczba starających się o azyl znacząco spadła.

Na początku kryzysu uchodźczego rady australijskiego premiera w Europie traktowano ze świętym oburzeniem. Dużo mówiono o prawach człowieka i poszanowaniu godności uciekinierów. Jednak wraz ze zwiększającą się lawinowo liczbą imigrantów stosunek Europejczyków też się zmieniał. Dzisiaj głosy oburzonych nie są już tak głośne, a coraz więcej osób przygląda się z australijskim rozwiązaniom i na poważnie je rozważa. Mimo ciemnej strony tych pomysłów.

Większość migrantów przebywających w Manus ma zostać albo na terenie Papui Nowej Gwinei, albo rząd australijski będzie próbował przetransportować ich do krajów pochodzenia. Australijski minister ds. imigracji Peter Dutton potwierdził we wtorek, że żaden z 800 imigrantów z Manus nie będzie mógł zamieszkać w Australii.

Obozy na Manus i na Nauru powstały w 2001 r. z inicjatywy konserwatywnego rządu premiera Johna Howarda. Siedem lat później udało się je zamknąć rządzącym wówczas laburzystom, ale w 2012 r. powróciły.

Dziś data ostatecznego zamknięcia nie została jeszcze wyznaczona, ale miejmy nadzieję, że tym razem przynajmniej jeden z tych obozów zniknie na zawsze.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną