Świat

Angela Merkel traci poparcie, nie jest już tylko „opiekuńczą Mutti”. Jaką ma strategię?

Angela Merkel / Facebook
Przy okazji najnowszych sondaży wróciło pytanie o polityczną przyszłość niemieckiej kanclerz.

Z ostatniego sondażu wynika, że poparcie dla niemieckiej kanclerz spadło z 45 proc. (odnotowanych w listopadzie 2015 roku) do 42 proc. (sierpień tego roku). Czyli o dokładnie trzy procent.

Nie przywykliśmy do tego, że kanclerz Niemiec traci poparcie, nawet jeśli to tylko 3 proc. To dla nas nie do przyjęcia! Jest to jednocześnie przejaw trwającego (wciąż) sezonu ogórkowego, zwłaszcza że jest jeszcze dużo za wcześnie, by spekulować na temat przyszłości Merkel, nie znając jej kontrkandydatów w kampanii wyborczej 2017 r.

Zastanówmy się jednak, co mogło spowodować ten sondażowy spadek. Odpowiedź nasuwa się szybko: to kryzys uchodźczy. I nie chodzi tu tylko o słynną deklarację „damy radę” (niem. Wir schaffen das), wypowiedzianą przez Merkel latem ubiegłego roku, ale również o to, że obecna kanclerz nie potrafiła później zrozumiale wyjaśnić, w jaki sposób ma to nam się udać. Według niej miało i tyle. 

W słynnym już „letnim wywiadzie” dla ARD, niemieckiej publicznej telewizji, Merkel słusznie podkreślała: „Każda decyzja związana z zażegnaniem kryzysu uchodźczego została wspólnie podjęta przez całą koalicję CDU, CSU i SPD”. Politycy (np. Sigmar Gabriel, wicekanclerz i szef socjaldemokratów, który teraz Merkel krytykuje) nie mają moralnego prawa, by w tej sytuacji zrzec się współodpowiedzialności za podjęte decyzje.

Kanclerz wciąż się nie określiła, czy będzie startować w przyszłorocznych wyborach, ale pospekulować można. Ale zaraz... gdzie są jej potencjalni rywale? 

Mówi się, że pewne szanse na zastąpienie Merkel na stanowisku kanclerza ma Sigmar Gabriel, obecnie wicekanclerz. Nie cieszy się on jednak opinią prawdziwego dyplomaty czy męża stanu. Kilka tygodni temu pokazał środkowy palec grupie protestujących zwolenników radykalnej prawicy. Jest także kontrowersyjną postacią we własnej partii.

Kilka cech wspólnych z Angelą Merkel ma za to burmistrz Hamburga Olaf Scholz (SPD). Reprezentuje pragmatyczną i racjonalną wizję polityki, jest rozważny i pracowity. Mógłby być dobrym kandydatem, ale wszystko wskazuje na to, że pozostanie w Hamburgu (a szkoda).

Horst Seehofer (premier Bawarii, SCU) jest jednym z największych krytyków Merkel i jej polityki wobec uchodźców. Ma też tę wadę, że nie jest szerzej znany poza granicami Bawarii.

Interesującą postacią jest za to Winfried Kretschmann – premier Badenii-Wirtembergii z Zielonych. Kretschmann stał się już jednym z najbardziej popularnych niemieckich polityków. Coraz więcej konserwatystów z koalicji CDU/CSU zastanawia się nad współpracą z Zielonymi. Jednak nawet gdyby Zieloni osiągnęli dobry wynik w wyborach – co jest mało prawdopodobne na szczeblu krajowym – Kretschmann stałby się jedynie młodszym partnerem dla rozmów z konserwatystami, którzy wciąż są bardziej popularni niż Zieloni.

Konkluzja: Angela Merkel ma przeciwników politycznych – ale nie wydaje się, by któryś z nich miał potencjał, aby pokonać ją w kampanii wyborczej.

Merkel jest nadal silną polityczką, ale jej wizerunek ucierpiał po – według niemieckiej opinii publicznej – zbyt gościnnych wobec uchodźców gestach. Obecny wizerunek to pełna troski i współczucia „Mutti” (jak została nazwana kilka lat temu).

Dlatego teraz stara się wejść w rolę silnej przywódczyni – „cool lider”. To dlatego ignoruje łamanie praw człowieka w Turcji, aby zatrzymać napływ uchodźców do Niemiec. Nie komentuje strasznych warunków panujących w obozach dla uchodźców greckich. Milczy na temat wojny w Syrii, chociaż w momencie zawierania bardzo dyskusyjnego porozumienia z Turcją podkreśliła, że trzeba pracować nad tym, dlaczego ludzie szukają schronienia za granicą.

Wir schaffen das? Czy damy radę? Najśmieszniejsze jest to, że skutki podejmowanych dzisiaj decyzji będą widoczne dopiero za 10–20 lat. Dziś nikt nie wie, jak spuścizna polityczna Angeli Merkel będzie wyglądać w 2036 roku. Po prostu straciła parę procent w sondażach. Na razie tyle.

Tłumaczenie: Agata Szczerbiak

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Lekarka: Polska odwróciła się od pacjentek

„Osoby, które argumentują ten wyrok troską o życie i rodzinę, kradną czas kobietom. Decyzja trybunału sprawi, że te z nich, które chciały być matkami, nigdy nimi nie będą. A nas stawia w sytuacji nieetycznej” – mówi Kaja Filaczyńska, inicjatorka listu otwartego do TK, pod którym podpisało się niemal tysiąc lekarek i lekarzy.

Mateusz Witczak
23.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną