Świat

Dilma Rousseff usunięta z urzędu prezydenckiego. W Brazylii nadchodzą czasy wielkiej smuty

Bruno Kelly / Forum
Dla jednych to parlamentarny zamach stanu. Dla innych – uprawniony akt parlamentarnej kontroli nad egzekutywą. W podzielonym społeczeństwie coraz częściej jednak przebijają się hasła „Precz wszyscy!” – znak rozczarowania całym politycznym establishmentem.
Dilma nunca (Dilma nigdy)Artur Domosławski/Polityka Dilma nunca (Dilma nigdy)
Demonstrantka trzyma figurki-baloniki Dilmy i Luli w pasiakach więziennychArtur Domosławski/Polityka Demonstrantka trzyma figurki-baloniki Dilmy i Luli w pasiakach więziennych
Precz Temer. Przecz wszyscy (do owych wszystkich zalicza się także podobizna Dilmy)Artur Domosławski/Polityka Precz Temer. Przecz wszyscy (do owych wszystkich zalicza się także podobizna Dilmy)
Kiko Menezes i Anali Bertoly de Oliveira Rodrigues (pracownicy uniwersyteccy, sympatycy Dilmy)Artur Domosławski/Polityka Kiko Menezes i Anali Bertoly de Oliveira Rodrigues (pracownicy uniwersyteccy, sympatycy Dilmy)
Temer precz! Nie dla rządu puczystówArtur Domosławski/Polityka Temer precz! Nie dla rządu puczystów
Zwolenniczka Dilmy z pochodnią olimpijskąArtur Domosławski/Polityka Zwolenniczka Dilmy z pochodnią olimpijską

Bojowniczka, partyzantka, o twardym charakterze. Polityczna więźniarka, ofiara bestialstwa dyktatury wojskowej. Niezmordowana aktywistka Partii Pracujących, pracowita urzędniczka, ministra i szefowa gabinetu swojego poprzednika, Luli da Silvy. Pierwsza w historii Brazylii kobieta na urzędzie prezydenckim. Dilma Rousseff, lat 68, została usunięta z urzędu przed upływem połowy swojej drugiej kadencji prezydenckiej.

Formalnie oskarżono ją o manipulacje budżetowe: branie pożyczek z państwowego banku, prowadzenie nieautoryzowanych przez kongres wydatków, a następnie poprzez zabiegi księgowe maskowanie wielkości deficytu. Obrona Rousseff dowodziła, że jej decyzje nie zwiększyły wydatków – stanowiły jedynie o dystrybucji tych zatwierdzonych wcześniej przez kongres.

Za impeachmentem głosowało 61 senatorów, przeciwko – 20. Rousseff zabrakło 8 głosów (do jej usunięcia potrzebne były 54).

Dzień wcześniej w płomiennym przemówieniu w Senacie, które trwało 45 minut, Rousseff nazwała próbę jej odsunięcia od władzy zamachem stanu nowego typu. Przypomniała wojskowy przewrót z 1964 r., który zmiótł postępowy, reformatorski rząd Joao Goularta i ustanowił trwającą 21 lat dyktaturę wojskową. Wspominała swoją walkę o demokrację w tamtych czasach – należała do miejskiej partyzantki Vanguarda Popular Revolucionaria – uwięzienie, tortury, a także zmagania z nowotworem w ostatnich latach.

– Nie dam się uciszyć. Nie walczę o swój mandat, lecz o demokrację – wykrzyczała niemal (jeszcze wówczas formalnie) przywódczyni Brazylii. – Jeśli można złamać pakt zawarty z obywatelami [jakim są demokratyczne wybory], to znaczy, że można złamać każdy pakt – zwróciła się stanowczo do przeciwników. Potem przez 14 godzin w świetnej formie, energicznie, a nieraz zadziornie odbijała zarzuty senatorów.

Większość pytań i oskarżeń nie miało związku z formalnymi zarzutami, będącymi prawną podstawą impeachmentu. Na przykład autorka wniosku o usunięciu Rousseff z urzędu, senatorka Janaina Paschoal, powołała się na... boską inspirację, a wniosek o impeachment złożyła z myślą o dobru wnuków Rousseff. Część swojej mowy wygłaszała, płacząc. W sali Senatu powiało groteską.

Inni senatorowie prowadzili ideowo-polityczne batalie, m.in. podnosili porażki rządu Rousseff i trudności gospodarcze, w jakich znajduje się Brazylia. Rousseff odpowiadała tak, jak wyjaśniają tę kwestię niezaangażowani w polityczny spór ekonomiści z zagranicy: obecne trudności kraju to nie tyle skutek błędów jej rządu, lecz przede wszystkim spadku cen na rynkach światowych głównych produktów eksportowych kraju, m.in. soi i innych produktów rolnych, żelaza, ropy.

Ekonomiczne frustracje milionów Brazylijczyków i uwikłanie wielu polityków rządzącej Partii Pracujących w skandale korupcyjne sprawiły, że popularność Rousseff spadła do kilku–kilkunastu procent (w zależności od sondażu). Dzięki tym okolicznościom postulat impeachmentu znalazł przychylny oddźwięk wśród znacznej części społeczeństwa.

Część zwolenników Partii Pracujących broniła do końca swojej liderki, jednak część z nich w ostatnich miesiącach zaczęła wznosić na ulicach hasło „Ani Dilma, ani Temer! Precz wszyscy!” – znak rozczarowania wobec całego establishmentu politycznego. (Temer to nowy prezydent, dawny wice przy Rousseff, który będzie sprawował urząd do jesieni 2018 r.).

Jednym z paradoksów usunięcia Rousseff jest fakt, że na wielu senatorach, na czele z przewodniczącym Senatu, ciążą zarzuty o charakterze korupcyjnym. Na Dilmie Rousseff nie. Gdy ruszał proces impeachmentu, „The Economist” napisał, że „wobec braku dowodów przestępstwa impeachment Rousseff jest nieuzasadniony”. Prestiżowy magazyn opinii „London Review of Books” kpił, że „wypełniony złodziejami Kongres usuwa prezydenta za budżetowe nieprawidłowości”. Nigdy w historii Brazylii nie usunięto z urzędu głowy państwa za podobne operacje o charakterze księgowym – mimo że wszyscy prezydenci ich dokonywali.

Eksperci prawni w Brazylii coraz częściej podnoszą konieczność zmiany prawa o impeachmencie, gdyż dopuszcza ono taką samą karę za drobne, techniczne przekroczenia prawa i za przewiny o charakterze zdrady stanu. Niektórzy uważają, że nawet gdyby uznać, że Rousseff odpowiada za nieprawidłowości księgowe, kara impeachmentu jest nieadekwatna i nieproporcjonalna do przewiny.

Impeachment Dilmy Rousseff stał się politycznym sądem nad błędami Partii Pracujących, mimo że w ciągu 13 lat to rządy tej partii wyciągnęły z nędzy 40 mln Brazylijczyków. Także wykorzystaniem wyjątkowo słabego, dekadenckiego momentu niepokonanej przez ostatnie cztery elekcje lewicy. Skandal korupcyjny w Petrobrasie i kryzys gospodarczy przysłoniły największe nawet sukcesy tej formacji. Mimo że politycy uwikłani w korupcję wywodzą się ze wszystkich partii opozycyjnych, to właśnie ci, którzy znajdowali się u władzy – jak to zwykle bywa – zapłacili największą cenę (nawet jeśli, tak jak w przypadku Rousseff, nikt nie kieruje przeciwko nim zarzutów o korupcyjnym charakterze).

Media koncernu „O Globo”, które przez cały okres rządów Luli da Silvy i Rousseff wykorzystywały wszelkie okazje do bezpardonowej krytyki, a nieraz do otwartej antyrządowej propagandy, ogłosiły triumfalnie „koniec ery Partii Pracujących“. Możliwe, że to trafna diagnoza: partia ta, jeśli chce dalej odgrywać ważną rolę na scenie politycznej i być zwornikiem lewicy, musi rozliczyć się przed zwolennikami z własnych błędów, oczyścić ze skorumpowanych działaczy, zmienić strategię (powrócić do „bazy”, czyli oddolnych ruchów społecznych).

Alternatywne media, sprzeciwiające się impeachmentowi, np. sławny kolektyw NINJA („Narrativas Independentes Jornalismo e Acao”) piszą jednoznacznie o zamachu stanu i wstydzie.

To drugi zamach stanu w moim życiu, któremu muszę stawić czoła – powiedziała Rousseff po senackim głosowaniu i zapowiedziała energiczną opozycję wobec rządu golpistas, puczystów.

Rousseff, mimo że usunięta z urzędu, nie straciła praw politycznych i nadal może sprawować funkcje publiczne. To jedna z największych niespodzianek dnia impeachmentu. Głosowania nad impeachmentem i pozbawieniem jej praw politycznych rozdzielono. Gdyby tego nie zrobiono, Rousseff straciłaby „z automatu” prawo do sprawowania funkcji publicznych na osiem lat. Część przeciwników Rousseff zagłosowała jednak, by praw politycznych jej nie odbierać. Dlaczego?

Przeciwnicy Rousseff, którzy zagłosowali przeciwko odbieraniu jej praw politycznych, tłumaczą swoją decyzję dobrą wolą. Sympatycy – mają zupełnie inne hipotezy. Od tych ostatnich usłyszałem dwa możliwe wyjaśnienia – jedno nie wyklucza drugiego. Pierwsze: część senatorów oskarżanych o nadużycia, m.in. nielegalne finansowanie swoich kampanii, zagłosowała niejako we własnej sprawie, awansem (także w imieniu kolegów z niższej izby kongresu). Drugie: senatorowie wiedzieli, że impeachment nie ma podstaw, że to, co robią, to polityczna egzekucja; głosowanie w kwestii praw Rousseff miało uspokoić nieczyste sumienia i pokazać części opinii, że są sprawiedliwi i „ludzcy”.

Możliwe, że – jak mówił senator z Partii Pracujących – jakiś przyszły Senat unieważni symbolicznie impechment Rousseff, przeprosi ją i zwróci dobre imię, choć już nie urząd. Namawiał przeciwników, żeby pomyśleli nie o dziś, lecz o ocenie historii.

Od pierwszych godzin po impeachmencie przeciwnicy usunięcia Rousseff, niezależnie od partyjnych przynależności i sympatii, skrzykują się w mediach społecznościowych na manifestacje i zawiązują kolektywy (komitety?) obrony demokracji.

Manifestanci w Sao Paulo, Belo Horizonte, Kurytybie oraz rodzinnym mieście usuniętej z urzędu Porto Alegre wznosili okrzyki „Dilma, guerreira da patria brasileira!” – Dilma, bojowniczka brazylijskiej ojczyzny! Przeciwnicy przekręcali hasło, zmieniając słowo patria na farsa (które po portugalsku brzmi tak samo jak po polsku). Ci ostatni otwierali na Avenida Paulista butelki szampana, a w luksusowych dzielnicach strzelały fajerwerki.

Późnym wieczorem na ulicach Sao Paulo doszło do starcia przeciwników impeachmentu Rousseff z policją. W Rio de Janeiro, tuż po senackim głosowaniu, po wielu słonecznych dniach spadł obfity deszcz.

Brazylia wkracza w czas politycznego chaosu, niepewności, swoistej wielkiej smuty.

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną